Czy w dwie godziny można odzyskać emocjonalną i duchową wolność?

Czy zmagasz się w swoim życiu z emocjami, nad którymi nie umiesz zapanować? Może jest to emocjonalny chłód w relacjach? Gniew? Nieposkromiony pociąg do jakichś przyjemności? Lęk? Czy wystarczą dwie godziny, aby się z tym uporać?

Czy w dwie godziny można odzyskać emocjonalną i duchową wolność?

Maciej Górnicki

Czy w dwie godziny można odzyskać emocjonalną i duchową wolność?

Charles H. Kraft, Two Hours to Freedom. A simple and Effective model for Healing and Deliverance, Chosen Books, Grand Rapids 2010, ISBN 978-1-4412-1394-5

Problemem Jane było to, że choć starała się gorliwie uczestniczyć w życiu Kościoła — zawsze czuła się wewnętrznie zablokowana, sfrustrowana, tak jakby jej emocje podążały własnymi ścieżkami, nie umiejąc czerpać radości z dobra, w którym uczestniczy. Wręcz przeciwnie, zawsze nosiła w sobie nieokreślone poczucie winy i rozczarowania. Powodem nie były niewyznane grzechy ani brak przebaczenia, czy też brak dyscypliny w życiu duchowym. Co więc było przyczyną?

Jak ukazuje w swej książce Charles Kraft, chrześcijański psychoterapeuta z ponad trzydziestoletnim doświadczeniem, wielu chrześcijan boryka się z podobnymi problemami. Ich źródło znajduje się na styku sfery duchowej i psychicznej, gdzieś między naturą a łaską — tak więc rozwiązanie również musi objąć obydwie sfery. Psychoterapia oparta wyłącznie o założenia świeckich szkół psychologicznych, nie przyniesie tu trwałego i pełnego skutku, nawet jeśli dany psychoterapeuta określa się jako „chrześcijański”. Potrzebne jest głębokie uzdrowienie wewnętrzne, które jest czymś więcej niż tylko psychoterapią. Sam Kraft określa swoją posługę jako działanie „położnej”, podczas gdy głównym sprawcą uzdrowienia jest Jezus. Nazywa tę posługę „uzdrowieniem na głębokim poziomie” (deep-level healing).

Sprowadzenie posługi uzdrowienia wewnętrznego do sfery czystej psychologii nie jest jedynym niebezpieczeństwem. Istnieje także druga skrajność: przypisywanie wszelkich problemów psychicznych wpływom złych duchów. Wiele osób zajmujących się posługą uwalniania i uzdrowienia wewnętrznego nie dostrzega przyczyn leżących wewnątrz samego człowieka i całą swą posługę koncentruje na wyganianiu złych duchów. W praktyce oznacza to długie sesje, podczas których próbuje się zidentyfikować poszczególne demony i nakazuje się im odejść (poprzez wyrzeczenie się lub egzorcyzm). Jednak taka posługa rzadko przynosi pełne uwolnienie, często zaś wymaga wielokrotnego powtarzania.

Nie negując wpływów złych duchów na nasze życie (wszak codziennie modlimy się o to, by Bóg uchronił nas od pokus), trzeba dostrzec, że samo odcięcie się od zła działającego na nas z zewnątrz nie sprawia, że nasza psychika zostaje uzdrowiona, czy też znika wewnętrzna słabość moralna. Co więcej, wszelkie negatywne zdarzenia z naszej przeszłości zostawiają w nas psychiczne ślady — zranienia, lęki, frustrację, mieszane uczucia. Kraft nazywa te ślady „wewnętrznymi dziećmi” — można powiedzieć „osieroconymi wspomnieniami” po przeszłości, które nie pozwalają w wolny sposób przeżywać teraźniejszości.

Jane, podobnie jak wiele osób, które skorzystały z posługi Krafta, doznała trwałego uwolnienia wewnętrznego. Co ciekawe, zazwyczaj posługa ta nie wymaga długotrwałych i wielokrotnie powtarzanych sesji terapeutycznych. W większości przypadków wystarczą dwie godziny, aby uzyskać trwały efekt. Dłuższe sesje zdarzają się, gdy dana osoba ma szczególnie skomplikowaną historię życia. Wewnętrzne uzdrowienie dotyczy nie tylko frustracji, ale całej gamy emocji, m.in. niekontrolowanego gniewu, lęku, wstydu, nieopanowanego pożądania, poczucia braku własnej wartości (ale także życiowej pychy czy też buty), poczucia odrzucenia czy emocjonalnego chłodu w relacjach z ludźmi.

Posługa głębokiego uzdrowienia, mówiąc w pewnym uproszczeniu, polega na zaproszeniu Jezusa do każdego zdarzenia z przeszłości, do każdego zranienia, każdego życiowego negatywu, którego doznaliśmy. Nie może to być tylko ogólne zaproszenie czy deklaracja. Potrzebne jest cofnięcie się w pamięci lub wyobraźni do konkretnej sytuacji z przeszłości — tu właśnie ujawnia się rola terapeuty jako „położnej”, która zadając pytania o przeszłość pomaga te sytuacje zidentyfikować i przywołać w pamięci. Tam, gdzie zawodzi pamięć, można posłużyć się wyobraźnią. Zwłaszcza dotyczy to okresu od poczęcia do niemowlęctwa. Odrzucenie przez rodziców na tym etapie zostawia silny, choć nieuświadomiony ślad w psychice dziecka. W każdej z takich sytuacji osoba przyjmująca posługę powinna odkryć, że nie była pozostawiona sama sobie: zawsze był przy niej Jezus. Uświadomienie sobie tego faktu, wyobrażenie sobie tej obecności i przyjęcie Bożego uzdrowienia pozwala „zabliźnić” rany z przeszłości. Wyraża się tu głębokie przekonanie, że nawet gdy Bóg dopuszcza zło, spadające na nas, nigdy nie pozostawia nas samych i sprawia, że dzięki Jego miłości zło może zostać odkupione i poprowadzone ku dobru (por. Rz 8, 35-39). Problemem nie jest samo zło, którego doświadczamy (lub które wyrządzamy), ale nasza reakcja na to zło. W tej reakcji może być zawarte zwątpienie, lęk, zamknięcie się w sobie — jest to jak jątrząca się rana, nigdy nie zabliźniona. Otwarcie tej rany i ponowne przeżycie w wyobraźni danej sytuacji, tym razem z Jezusem jako lekarzem, pozwala na jej zamknięcie i uleczenie. Nierzadko uleczenie to wiąże się z przebaczeniem — krzywdzicielowi, ale także i sobie samemu. Bardzo często w momencie przypominania sobie danej sytuacji odżywają dawne uczucia, głęboko tłumione: oddanie tych uczuć Jezusowi i spojrzenie na sytuację z Jego punktu widzenia pozwala je uspokoić, tak by nie brały góry nad nami.

Co z demonami czy też zewnętrznymi wpływami złego? Okazuje się, że w olbrzymiej większości przypadków nie to jest głównym problemem. Doświadczenie pokazuje, że osoba, która przeszła przez terapię proponowaną przez Krafta, odkrywa w sobie wewnętrzną wolność, która pozwala jej z dużo większą siłą odciąć się od wpływów złego. Złe duchy żerują na naszych słabościach (przez niektórych nazywanych „furtkami”) — gdy więc uleczymy słabość, zamykamy demonowi drogę do naszej duszy. Autor używa tu ciekawego porównania — nasze słabości, zranienia, niezałatwione problemy z przeszłości są jak śmieci, zaprzątające naszą duszę. Do tych śmieci ciągną szczury — złe duchy. Gdy uprzątniemy śmieci, szczury odchodzą, bo nie mają się czym żywić. Odwrotna strategia — odpędzanie szczurów — przynosi efekty tylko na krótką metę. Jak długo bowiem śmieci pozostają, tak długo szczury będą wracać. Jedynym skutecznym sposobem jest pozbycie się śmieci — dopiero wtedy walka ze szczurami może przynieść trwały efekt. Wyjątkiem jest sytuacja osoby opętanej — w tym przypadku pierwszym krokiem do wolności powinien być egzorcyzm, ze względu na dominujący wpływ złego ducha na wolną wolę takiej osoby. Kraft nie bagatelizuje więc wpływu złych duchów na człowieka, pokazuje natomiast w jaki sposób uwolnić się od tego wpływu niejako „pośrednio”. Utrzymywanie w sobie negatywnych reakcji — gniewu, zgorzknienia, nieprzebaczenia, odrzucenia siebie samego — jest bowiem jedną z głównych „furtek”, którymi wpuszczamy złe duchy do naszego życia.

Realistyczne spojrzenie na ludzką psychikę musi uwzględniać dużą rolę nawyków. W ciągu całego życia nabywamy rozmaitych modeli myślenia, odczuwania, zachowania — stają się one niejako naszą „drugą naturą”. Uzdrowienie wewnętrzne nie oznacza nagłego i natychmiastowego ustania złych nawyków i zastąpienia ich dobrymi. Owszem, zerwane zostają korzenie, przez które nawyki te odżywiały się — podobnie jednak, jak roślina może zregenerować usunięte korzenie, podobnie złe nawyki mogą znaleźć nowe źródła pożywienia. Głębokie uzdrowienie nie oznacza więc rezygnacji z pracy nad sobą, rozpoznawania złych nawyków, odrzucania ich i zastępowania dobrymi. Przykład Lisy, której głównym problemem był brak akceptacji siebie posunięty aż do znienawidzenia własnego ciała, pokazuje, w jaki sposób taka aktywna praca może wyglądać: po zakończeniu terapii miała ona codziennie stawać przed lustrem i błogosławić całe swoje ciało — zwłaszcza to, czego nienawidziła najbardziej. Po dwóch latach okazało się, że odmieniło to nie tylko jej stosunek do samej siebie, ale także związane było z uzdrowieniem z choroby fizycznej — nowotworu, z którym się zmagała.

Psychoterapia czy też posługa, którą proponuje Kraft, nie jest panaceum na wszelkie problemy duchowe i psychiczne. Zdarzają się sytuacje głębokiego zniewolenia, w których dwugodzinna terapia nie wystarczy, może być natomiast potrzebny egzorcyzm. Są też rozmaite zaburzenia psychiczne — od nerwic poczynając, na psychozach skończywszy, które wymagają bardziej wszechstronnej terapii, a często także leczenia farmakologicznego (zwłaszcza w przypadku chorób psychicznych posiadających zarówno komponent psychiczny, jaki i biologiczny). Jednak w przypadku większości chrześcijan, którzy doświadczają w swoim życiu jakiejś emocjonalnej niemocy — ich własne uczucia wydają się górować nad nimi — wydaje się, że jest to jedna z najlepszych propozycji: dobrze uzasadniona od strony psychologicznej i teologicznej, a przy tym sprawdzająca się w praktyce.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama