reklama

„Funkiel nówka” rozumienie acedii. Odpoczynek i gnuśność to dwie różne sprawy

Wielu ludziom odpoczynek kojarzy się z próżniactwem i gnuśnością. Są to jednak dwie zupełnie różne, wręcz przeciwstawne postawy: odpoczynek jest akceptacją Boga, samego siebie i otaczającego nas świata. Gnuśność zaś to brak tej akceptacji i może chodzić tu o coś poważniejszego niż zwykły mechanizm psychologiczny – zauważa Sławomir Zatwardnicki.

Sławomir Zatwardnicki

dodane 29.01.2026 16:13

To nowe pojmowanie acedii biorę z wydanej w 1948 roku książki Josefa Piepera, o której pisałem w tekście Odpoczywajta i świętujta. A niemiecki filozof zapożyczył to rozumienie ze średniowiecza. P.T. Czytelnik zapyta zatem, co może być nowego w tak starym pojęciu acedii? Ano właśnie tak to jest ze skarbcem Tradycji, że nagle to, co stare, wyciągnięte na światło dzienne w nowym kontekście – jawi się „funkiel nówką”.

Gnuśność jako niezdolność do odpoczynku

Pieper podkreśla, że w dobie przeakcentowania pracy i funkcjonalności nawet odpoczynek jawi się jako coś absurdalnego czy wręcz amoralnego. Wielu ludziom odpoczynek kojarzy się z próżniactwem i gnuśnością. Zupełnie inaczej niż w średniowieczu, kiedy to właśnie niezdolność do odpoczywania, praca dla samej pracy, postrzegane były jako gnuśność. Jeśli współcześni w pracy upatrują samorealizacji, to ówcześni w morderczej, fanatycznej pracy dostrzegliby właśnie brak woli samorealizacji.

Średniowiecze przyczyny gnuśności rozpoznawało w ucieczce człowieka od bycia tym, kim chciałby go widzieć Bóg, innymi słowy: od rzeczywistości. Pieper nazywa to „metafizyczno-teologicznym pojęciem gnuśności”, zgodnie z którym człowiek gnuśny „pomimo energicznej działalności koniec końców nie utożsamia się ze sobą samym”, a także „odczuwa on smutek na widok boskiego dobra, które w nim samym mieszka”. Czy żarliwe działanie i pracowitość mogą stać się remedium na takie pojęcie gnuśności? Otóż Pieper tłumaczy, że nie:

Przeciwieństwem pojęcia acedia nie jest duch pracy w codziennym życiu zawodowym, lecz ufna afirmacja i akceptowanie przez człowieka jego własnej istoty, całego świata i Boga – a więc miłość (z której rodzi się też szczególna świeżość działania, której nie należy jednak mieszać z morderczą aktywnością fanatyka pracy).

Przy okazji filozof proponuje coś więcej niż tylko ciekawostkę z zamierzchłych czasów: Tomasz z Akwinu acedię rozumiał jako grzech przeciw jednemu z przykazań Dekalogu. Któremu? – zapyta Czytelnik, a jeśli nie zapyta, to ja go chciałbym o to spytać. Otóż przeciw przykazaniu trzeciemu! „Do tego stopnia w gnuśności nie widzi przeciwieństwa „etosu pracy” – komentuje Pieper – że interpretuje ją raczej jako wykroczenie przeciw «odpoczywaniu ducha w Bogu»”.

Acedia jako niezgoda na rzeczywistość

Istotę acedii, dodaje Pieper, stanowi zatem niezgoda człowieka z samym sobą, a gnuśność i unikanie odpoczynku jawią się jako pojęcia analogiczne. Właśnie odpoczynek, właściwie rozumiany (patrz mój poprzedni tekst wzmiankowany wyżej), jako postawa duszy, przeciwstawia się jednemu i drugiemu. Odpoczynek jest przyjmowaniem, jest – nie bójmy się wielkich słów – kontemplacją Boga, siebie i świata, akceptacją rzeczywistości. „Odpoczynek żyje tą akceptacją. Nie jest on po prostu brakiem aktywności, nie utożsamia się z ciszą, nawet z ciszą wewnętrzną. Jest on jak cisza w rozmowie kochających, która karmi się akceptacją”.

I odwrotnie, gnuśność zasadniczo jest brakiem takiej zgody. Myślę, że wielu współczesnych mogłoby się podpisać pod twierdzeniami Piepera, że tak rozumiany stan odprężenia, nad którym jako darem człowiek nie panuje, jawi się trudniejszy od stanu skrajnego napięcia towarzyszącego morderczej pracy i pozornej kontroli nad własnym życiem. Jak wygląda ta kontrola – dodałbym, zerkając w stronę terapeutów – świadczą wszystkie choroby cywilizacyjne, zwłaszcza coraz powszechniejsze problemy z utrzymaniem zdrowia psychicznego.

Uwaga na fałszywe formy odpoczynku, które, jak diagnozuje filozof, okazują się podobne do gnuśności. Często przybierają postać marnowania czasu i nudy – pozostającej w relacji do próżnowania. „Nudzić może się tylko ten, kto stracił duchową siłę do odpoczywania. Zabójcze oblicze pokazuje wówczas także rozpacz, krewna niezmordowanej aktywności”, wieszczy Pieper. Kto nie ma problemu z odpoczynkiem „po ludzku” i „po Bożemu” zarazem, niech pierwszy żałuje, że przeczytał niniejszy felieton.

Psychologiczno-teologiczne pojęcie acedii

To stare-nowe ujęcie acedii okazuje się bardzo na czasie. Wydaje się idealnie pasować do życia współczesnych, zwłaszcza jeśli spojrzeć na nie z perspektywy psychologicznej, którą chcąc nie chcąc wszyscy dziś wdychamy razem z „morowym” powietrzem. Nieustanne działanie czy to w pracy czy w czasie „wolnego od pracy” (zwanego dla niepoznaki odpoczynkiem), jest rodzajem nerwicy natręctw, czy też, bardziej uczenie – zaburzeniem obsesyjno-kompulsyjnym.

Jeśli jednak psychologią nie zastępujemy teologii, to trzeba powiedzieć konsekwentnie, że może chodzić nie tylko o mechanizm psychologiczny, ale także o leżący u jego spodu grzech niewiary np. w Bożą Opatrzność. Może lepiej zamiast mówić o grzechu, wezwać najpierw do nawrócenia się do Boga i do przyjęcia Jego ojcowskiej miłości? Odpoczywa się i pracuje dobrze wtedy, gdy jest się kochanym i akceptowanym. Co jednak robić, gdy „psychologiczna” acedia dopada nawet tego, kto kocha Boga i wierzy, że jest kochany?

Wtedy należy zatrzymać się właśnie na poziomie psychologicznym, a nie szukać w podręcznikach teologii duchowości czy u kierowników duchowych rozwiązań ascetyczno-teologicznych (z ewentualną domieszką domorosłej pop-psychologii). Nie należy spychać tego, co psychologiczne, pod dywan tego, co teologiczne. To właśnie jest błąd popełniany przez wiele pobożnych osób. Od drugiej strony: właściwie rozumiana teologia na poważnie zajmuje się tym, co stworzone, powinna zatem uwzględniać również strukturę psychiczną człowieka.

 

1 / 1
oceń artykuł Pobieranie..

reklama