• Gość Niedzielny

Przekarmione potwory

U progu nowego tysiąclecia wieloletni redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, ks. Stanisław Tkocz, zanotował: „Media kościelne nie mogą angażować się w bieżącą politykę.

U progu nowego tysiąclecia wieloletni redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, ks. Stanisław Tkocz, zanotował: „Media kościelne nie mogą angażować się w bieżącą politykę. Ich zadaniem jest głoszenie zasad moralnych, jakimi powinny kierować się społeczeństwa, a zwłaszcza politycy, w tworzeniu sprawiedliwych ustrojów społeczno-politycznych”.

Wspominam te słowa po dwudziestu dwóch latach od ich napisania. Wiele się zmieniło, obyczaje również, także te wśród publicystów katolickich. Ksiądz Tkocz ze zdziwieniem spojrzałby pewnie zza swoich grubych okularów na niektóre tytuły. I być może zacytowałby sam siebie z dalszej części wspomnianego tekstu: „Podobnie jak cała prasa kościelna, również »Gość Niedzielny« nie może uchylać się od czynnego udziału w tworzeniu nowej rzeczywistości, w kształtowaniu ludzkich sumień, pogłębianiu wiary i budzeniu nadziei. Żyjemy obecnie na pograniczu dwóch epok, które niosą ze sobą wiele problemów. Ale prawdę mówiąc, życie nigdy nie było zbyt łatwe i pozbawione trudności, zwłaszcza na przestrzeni całego XX wieku...”.

Wspominam te słowa byłego redaktora naczelnego naszego tygodnika w dniu, w którym PKW podaje wyniki wyborów prezydenckich. Już przetacza się między nami debata debat – o tym, czy tak wyrównane poparcie dla dwóch różnych kandydatów na urząd prezydenta nie dowodzi tego, że naród jest mocno podzielony. Jest, to oczywiste. Jednoznacznie świadczą o tym i kampania prezydencka, i frekwencja w dniu wyborów – zwłaszcza II tury – i mocno emocjonalne zaangażowanie w mediach społecznościowych wielu z nas. Jednak te emocje poniosły, zaprowadziły nas chyba za daleko. Czy nie stało się tak przypadkiem z powodu potworów, którymi straszyliśmy się nawzajem? Czy nie były wypadkową rozmaitych półprawd i niedopowiedzeń podkarmionych nośnymi hasłami? Konwersując ze znajomymi, odnoszę wrażenie, że przekarmione potwory podzieliły nas do tego stopnia, że słyszę o problemie spokojnego zjedzenia niedzielnego obiadu w szerszym niż zazwyczaj gronie. „Przyszła pora, aby odnaleźć to, co nas łączy – bez ideologicznych uprzedzeń i sztucznych podziałów” – napisał w swoim tekście „Czas sklejania” Andrzej Grajewski (ss. 36–37). Słusznie. Bo jeśli jako katoliccy dziennikarze mamy mieć udział w – jak stwierdził ks. Stanisław Tkocz – „tworzeniu nowej rzeczywistości, kształtowaniu ludzkich sumień, pogłębianiu wiary i budzeniu nadziei”, to tylko w ten sposób. Nowa rzeczywistość może jeszcze nastąpić. O ile dopuścimy do głosu sumienie, wiarę i nadzieję. Jestem głęboko przekonany, że wielu z nas, naprawdę solidnie zmęczonych, o tym marzy. Dokarmianie potworów nigdy nikomu nie wyszło bowiem na dobre. Zdarzyć się nawet może, że karmiąca ręka przez takiego potwora zostanie pożarta. Nie mówiąc już o głowie, którą można stracić, gdy się takiego potwora najpierw wymyśli, a potem mu zaufa. Mam jednak niejasne przeczucie, że jeszcze większa odpowiedzialność spada na tych, którzy innym wmawiają, że potwór istnieje. I że trzeba dać mu jeść.

ks. Adam Pawlaszczyk - redaktor naczelny tygodnika "Gość Niedzielny"

opr. nc/nc

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama