Wielki Tydzień: przemyśleć życie

Rozpoczynamy najważniejszy tydzień w roku. W jego kilku dniach skondensuje się historia wielu dni: Paschy Chrystusa, ale także całego misterium naszego odkupienia - od początku świata aż do naszych dni

 

Powinienem być może rozpocząć od utyskiwania na zbyt szybki upływ czasu. Na to, że dopiero co głowy popiołem posypywaliśmy, a już Wielkanoc za pasem. Ale po co utyskiwać, skoro ma się już przekonanie, że wraz z upływem lat subiektywnie przeżywa się to, że czas szybciej biegnie. Że każda kolejna wiosna coraz wcześniej staje się jesienią. Czy przeżywa się je intensywniej, owocniej, to już inna sprawa, uzależniona od wewnętrznego nastawienia do swojego życia. A te miewamy przecież odmienne, różniąc się między sobą nie tylko poziomem autorefleksji, ale i wnioskami, jakie z niej wyciągamy lub nie.

Rozpoczynamy najważniejszy tydzień w roku. W jego kilku dniach skondensuje się historia wielu dni, nie tylko tych sprzed dwóch tysięcy lat, kiedy to Jezus Chrystus spożył z uczniami paschalną wieczerzę, został pojmany i zamordowany, i złożony do grobu, który niebawem opuścił. Również tych u początków, kiedy zbuntowany anioł podsunął człowiekowi swoje obrzydliwe insynuacje względem Stwórcy, tych z wędrówki narodu wybranego przez pustynię, proroctw Izajaszowych…

Wymieniać by można długo, reasumując: tak, w te trzy dni cała historia świata stanie nam przed oczyma, i to nie tylko w trakcie Wigilii Paschalnej, za sprawą wielu odczytywanych fragmentów Pisma Świętego. I właściwie nie o ten czas tu nawet chodzi, ale o nasze podejście do niego. „Trzy dni. W rytmie: Chrystus umęczony, Chrystus pogrzebany, Chrystus zmartwychwstały” – napisał w bieżącym numerze „Gościa” Andrzej Macura. Dodał następnie: „Od wieczora Wielkiego Czwartku do Niedzieli Zmartwychwstania. Z jedną, podzieloną na trzy części liturgią Triduum Paschalnego. Rozpoczętą znakiem krzyża na początku Mszy Wieczerzy Pańskiej i zakończoną błogosławieństwem na końcu Wigilii Paschalnej. Co roku wchodzimy w tę tajemnicę, co roku na nowo odkrywamy sens tych dni i próbujemy w świetle owych wydarzeń przemyśleć swoje życie”.

Przyznam, uderzyły mnie swoją trafnością przede wszystkim słowa o liturgii Wielkiego Piątku, kiedy to w ciszy ksiądz wychodzi przed ogołocony ołtarz, kładzie się twarzą do ziemi, a w kościele panuje cisza: „Słowa nie są potrzebne. Wszyscy zgromadzeni wiedzą, co się przed wiekami stało”. Oczywiście, że wiedzą. Jeśli do czegoś chcemy ich w tym roku zachęcić, to do tego, by przemyśleli, w jaki sposób to, co się przed wiekami stało, wpływa dzisiaj na ich życie. No więc rozpoczynamy ten najważniejszy tydzień w roku, niektórzy twierdzą, że najpiękniejszy; bez względu zaś na to, jak szybko upłynie i ilu z nas zdąży odliczyć godziny od ostatniego dzwonka w Wielki Czwartek do rezurekcyjnych dzwonów w trakcie procesji, jest to czas podarowany. I jako dar należy go postrzegać. Szaleństwo święconych kiełbas, pachnących wędzonek i malowanych jaj potraktujmy raczej jako przypadłości. Istoty nie pomińmy. Bo jeżeli czas płynie coraz szybciej z upływem lat, to przecież któreś z tych Triduów będzie ostatnie, a skoro jest przede wszystkim okazją do przemyślenia swojego życia – to po co ją tracić?

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama