Skradzione Anioły. Porwane dziewczęta Ugandy

To historia ludzkiej woli na skraju wytrzymałości

Skradzione Anioły. Porwane dziewczęta Ugandy

Kathy Cook

Skradzione Anioły. Porwane dziewczęta Ugandy

Tłumaczenie: Olga Pieńkowska-Kordeczka, Karol Sijka
ISBN 978-83-7422-303-4
Wydawnictwo św. Stanisława BM
31-101 Kraków, ul. Straszewskiego 2
Tel. 012 421 49 70
www.stanislawbm.pl



Spis treści
Przedmowa 9
Wstęp 13
Część 1. Niech nam przyjdzie umrzeć za nasze dziewczęta 17
Część 2. Jeśli nie ma naszych dzieci 91
Część 3. Kto posiada rozum i sumienie? 147
Część 4. Zły duch Gemo nawiedza 193
Część 5. Dziękuj Panu, że wróciłam żywa 265
Epilog315
Podziękowanie 319
Biografia 323
Uczennice z Aboke 324

fragmenty książki

Do Ugandy pojechałam po raz pierwszy latem w 2000 roku, kiedy miesięcznik „Reader’s Digest” zlecił mi zrobienie researchu do materiału o kanadyjskim chłopcu, który zorganizował zbiórkę pieniędzy na urządzenia wiertnicze dla tego ubogiego kraju. Afrykańskie dzieci, które poznał w szkole, umierały od picia zanieczyszczonej wody. W tamtym czasie zajmowałam się opisywaniem mrożących krew w żyłach historii, które ukazywały się w rubryce pod tytułem Historie z życia wzięte. Artykuły opowiadały o dramatach rozgrywających się na szpitalnych salach, o uzależnieniach od narkotyków, o złym traktowaniu zwierząt i o poszukiwaniu zaginionych, lecz wszystkie te opowieści miały szczęśliwe zakończenia. Moją pracą było więc pisanie inspirujących tekstów, które miały edukować i zarazem dostarczać rozrywki.

Kiedy chłopca wsparły dwie organizacje charytatywne: Water-Can, zajmująca się uzdatnianiem wody pitnej w Krajach Trzeciego Świata, oraz Canadian Physicians for Aid and Relief (CPAR), stowarzyszenie lekarzy kanadyjskich niosących pomoc w biednych regionach świata, Ryan Hreljac uzbierał wystarczająco dużo pieniędzy, żeby można było wydrążyć studnię. Znana dziś jako „Studnia Ryana” jest położona blisko szkoły w mieście Lira w północnej Ugandzie. Zaraz po wylądowaniu wyruszyłam ją obejrzeć razem z małym inicjatorem przedsięwzięcia, jego rodzicami i ekipą telewizyjną sponsorowaną przez kanadyjski rząd. Szybko okazało się, że piszę egzotyczną bajkę o wyjątkowym dziecku, wypełnioną samymi uroczystościami, prezentami i altruizmem.

Wtedy prezes CPAR-u w Ugandzie powiedział mi, że prawdziwa historia jest oddalona tylko godzinę drogi na północ od naszego obozowiska.

Miasto Gulu to epicentrum wojny prowadzonej przez dzieci przeciwko innym dzieciom, która jest powodem wszechogarniającej (ten naród) biedy. Następnego dnia CPAR zawiozło mnie do jednego z obozu dla wysiedleńców, które okalało miasto. Przeprowadziłam tam wywiady z dziećmi żołnierzami, które uciekły z wojsk rebelianckich w północnej Ugandzie. Opowiedziały mi makabryczne rzeczy, w które wtedy trudno było mi uwierzyć. Każda z tych historii prześcigała największe „z życia wzięte” tragedie, o jakich kiedykolwiek pisałam, tylko tym razem brakowało happy endu.

Nie wykorzystałam od razu tych wywiadów. Były wstrząsające, ale nie miały związku z ckliwym obrazkiem, w którego sprawie tu przyjechałam. Stały się one jednak zalążkiem tej książki.

(...)

Skradzione anioły to historia ludzkiej woli na skraju wytrzymałości. To także opowieść o światowej polityce i roli, jaką w niej odgrywa Kanada. Fragmenty książki były opublikowane w czasopiśmie „Walrus” w czerwcu 2005 roku. Artykuł, który się tam ukazał pod tytułem „Peacemaker”, otrzymał kanadyjską nagrodę dla czasopism przyznawaną za pracę dziennikarską, która może wpłynąć na politykę społeczną.

Książka powstała na podstawie wielu wywiadów i setek raportów oraz artykułów. Wszystkie informacje, których nie zebrałam sama, są zaznaczone w przypisach. Starałam się dotrzeć do naocznych świadków, ale w niektórych przypadkach opierałam się na relacjach z drugiej ręki, więc możliwe, że w tekście są błędy. Każdy cytat jest prawdziwy, jednak w pojedynczych przypadkach poprawiłam gramatykę, zwłaszcza kiedy rozmowy odbywające się w języku luo były tłumaczone przez ludzi nieznających dobrze angielskiego. Niektóre spośród przytoczonych tutaj faktów nie będą zgadzały się w pewnych szczegółach z tym, jak inni pamiętają te wydarzenia. W przypadkach, kiedy relacje znacznie się od siebie różnią, dodawałam wyjaśnienie w przypisach. Ponieważ na wojnie jest wiele prawd.

(...)

W czerwcu 2006 roku w tajnym obozowisku w dżungli przy granicy z południowym Sudanem i Demokratyczną Republiką Konga mesjanistyczny dowódca ugandyjskich rebeliantów Joseph Kony, otoczony przez armię składającą się z dzieci, udzielił swojego pierwszego w życiu prasowego wywiadu.

– Jestem człowiekiem jak ty – deklarował przywódca Armii Bożego Oporu 1. – Mam oczy, mózg, noszę takie same ubrania, ale mówią, że my nie rozmawiamy z ludźmi, tylko ich jemy. Że jesteśmy zabójcami. To nieprawda. Dlaczego mnie spotkałeś, jeśli jestem zabójcą?

Dzieci ubrane w mundury polowe z karabinami AK-47 broniły go bezwarunkowo, a wręcz wielbiły.

Joseph Kony był najbardziej poszukiwanym człowiekiem w Afryce, a wręcz, opierając się na oskarżeniu Międzynarodowego Trybunału Karnego, najbardziej poszukiwanym człowiekiem na świecie. Temu rebeliantowi z północnej Ugandy postawiono zarzuty zbrodni wojennych, jak i zbrodni przeciw ludzkości. Był oskarżony między innymi o morderstwa, gwałty, zniewolenia, podżeganie do gwałtu, podżeganie do zniewolenia, wcielanie dzieci siłą do armii i okrutne traktowanie ludności cywilnej podczas operacji zbrojnych. Pomimo że pozostawał na wolności, był pierwszą osobą oskarżoną przez nowy trybunał.

Kony był niewykształconym żarliwym katolikiem, który twierdził, że przemawia przez niego niezadowolony Bóg, zdenerwowany wszechobecną korupcją i przemocą. Podążając za boskimi rozkazami, brał do swojej armii każdego, kto potrafił zrobić znak krzyża i walczył tak długo, aż nie byłoby na świecie nikogo, komu mógłby stawić czoła. Wtedy, jak mówił dzieciom, miały zstąpić z nieba anioły.

(...)

Niewinne dzieci, uprowadzone prawdopodobnie kilka tygodni lub miesięcy wcześniej, a teraz wyglądające jak potwory” – myślała. „Ich człowieczeństwo zostało skradzione, kiedy jeszcze byli dziećmi”. Ponad 80 procent rebeliantów to dzieci poniżej osiemnastego roku życia. Wszystkie zostały porwane i siłą wcielone do armii.

(...)

Wtedy zobaczyła piętnastoletnią Judith, przewodniczącą trzeciej klasy. Była lubiana i szanowana przez koleżanki. Zwykle chodziła wyprostowana, pełna nastoletniej buńczuczności. Jej ojciec był znanym naukowcem, więc ona została ich naturalnym liderem. Ale teraz szła zgarbiona, szlochając gorzko, z rozdartą z przodu sukienką. Siostrze Rachele od razu przeszło przez myśl, że może została zgwałcona.

(...)

W czerwcu 2005 roku ojciec John Fraser zabrał mnie do szkoły w Kampali na spotkanie z ośmioma dziewczętami z Aboke, które rok wcześniej uciekły z niewoli. Opiekuńcza polityka szkoły zakładała, że uczniowie nie mogą opuszczać jej murów podczas roku szkolnego, a odwiedziny rodziców zostały ograniczone do co drugiego, sobotniego popołudnia. Księża pozwolili mi jednak odwiedzić dziewczęta. Pomimo że rodzice i szkoła chroniły je przed uwagą mediów, same dziewczęta chciały rozmawiać.

Po raz pierwszy zobaczyłam je, kiedy w rękach prały ubrania. Ich krótkie włosy były obcięte tuż przy skórze, miały na sobie zwykłe koszulki, długie granatowe spódnice, a na nogach sandały.

Od razu uderzyła mnie ich bezbronność, niepewne gesty, wyciszona postawa. Biło od nich ciepło i solidarność. A mimo to, gdzieś w środku wyczuwałam niewyobrażalne pokłady siły, która pozwoliła im znosić tortury i nie złamać się. Siedziały tutaj przecież razem, wyraźnie rozpoczynając nowe życie. Miałam wrażenie, że obcuję z najwyższym wcieleniem ludzkiego ducha, czułam się podobnie do ludzi, którzy na widok papieża lub Dalaj Lamy doświadczają głębokiego przeżycia duchowego.

>>Recenzja książki<<

Przypisy:

1 Sam Farmar, Uganda Rebel Leader Breaks Silence, BBC, 28 czerwca 2006 r. Raport był również transmitowany 28 czerwca 2006 r. przez stację BBC.

opr. aś/aś

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama