Słowo wymaga wysiłku

Można dojść do wniosku, że media są metodą ucieczki od ciszy

Rozmowa z ks. biskupem ADAMEM LEPĄ – biskupem pomocniczym archidiecezji łódzkiej, autorem książek i publikacji na temat środków komunikacji społecznej

Czy media mają duży wpływ na nasze życie?

Nie chodzi tylko o media, ale o oddziaływanie kultury masowej w ogóle. A nie ulega wątpliwości, że kultura masowa jest konkurencją dla kultury wysokiej. Im więcej w domu kultury masowej, tym mniej kultury wysokiej.

Masowej, czyli nie stawiającej odbiorcy zbyt dużych wymagań?

Kultura masowa roznieca namiętności, a nie rozwija intelektu. Tu widziałbym najważniejsze zagrożenie. Namiętności nie są tak niebezpieczne jak afekty, w których człowiek potrafi nawet dokonać zbrodni, za to mają to do siebie, że długo trwają i można powiedzieć, że obezwładniają człowieka. Zaburzają zdolność koncentracji i selekcji, które pozwalają mu budować dojrzałą osobowość i indywidualność. Kultura masowa uderza też w indywidualność, produkuje „przeciętniaków”. Niektórzy socjologowie zwracają uwagę, że coraz mniej jest ludzi nieprzeciętnych.

Na czym polega tajemnica jej sukcesu?

Przede wszystkim na dominacji obrazu kosztem słowa. Bill Gates powiedział, że ci, którzy rządzą obrazami, rządzą umysłami. Kiedyś wydawało mi się, że to tylko kwestia oddziaływania na wyobraźnię, ale problem dotyczy w ogóle intelektu człowieka. Rozum przestaje być narzędziem kontroli. Jest w rękach obrazu, czyli w rękach namiętności.

Ale nie da się żyć bez obrazów...

Nie chodzi o to, żeby wypędzić z domu ikonosferę. Ona musi być, wszyscy mamy albumy, zdjęcia, oglądamy filmy. Chodzi o równowagę między ikonosferą a logosferą, czyli środowiskiem słowa: mówionego, pisanego i słyszanego. To, co się w domu mówi, w jaki sposób się to mówi, dialog, domowa biblioteka, radio, to wszystko należy do logosfery. Efektem negatywnym dominacji ikonosfery jest marginalizacja słowa. Trzeba pilnować, przede wszystkim w rodzinach, żeby słowo dominowało nad obrazem.

Dlaczego jest to aż tak ważne?

Obraz się konsumuje, słowo wymaga wysiłku. Mówiąc, stwarzamy. Niedawno byłem na wizytacji w wiejskiej parafii. Biskupi podczas wizytacji zadają pytania, pytania zadaje się np. kandydatom do bierzmowania. Tak było zawsze przez 2 tysiące lat, bo Chrystus zadawał pytania i to prawie każdemu, z kim rozmawiał. Dlaczego pytał, jeśli wszystko o człowieku wiedział? Pamiętamy dialog z Piotrem: Czy miłujesz mnie? Za trzecim razem Piotr mówi: „Ty wszystko wiesz, ty wiesz, że Cię kocham”. W tych pytaniach nie było banałów, nie było pytań krotochwilnych. One wszystkie były bardzo poważne, zmuszały do dojrzałej odpowiedzi, wyrażenia własnego stanowiska, do opowiedzenia się, do podjęcia decyzji. Kiedyś podczas wykładu ks. Marek Dziewiecki zwrócił uwagę, że w duszpasterstwie zaniedbujemy aspekt intelektualny. Za łatwo ograniczamy się do przeżyć, emocji, poczucia wspólnoty kosztem dojrzałej odpowiedzi i decyzji, która rodzi się z rozmowy. Za mało stawia się na mądrość. A w przypowieściach Jezusa jest apoteoza mądrości. Kto buduje na skale? Człowiek mądry. Kto buduje na piasku, popełnia głupstwo. Pozostaje w rozbracie z intelektem i mądrością Bożą.

Ale wiemy, że słowa też można źle używać, np. kłamiąc.

Oczywiście. Słowem można uratować albo zabić, „życie ocalić lub zniszczyć”. Chodzi o to, by za pomocą słów i obrazów tworzyć dobro z pomocą łaski i według kryteriów Bożych. Dlatego potrzeba zwracać uwagę na to, co się mówi. Zwłaszcza rodzice. Nie można mówić byle czego, bo słowa stwarzają nową rzeczywistość. Pozytywną, wychowawczą albo negatywną. Pozytywną, kiedy się wzmacnia dobrym słowem, życzy dobra, także kiedy toczy się dialog. Dialog jest błogosławieństwem. Poprawnie przeprowadzony jest wzajemną wymianą, darem osoby dla osoby. Negatywną, kiedy np. przeklina się, kłamie, oczernia, mówi złe rzeczy. Także, kiedy ogranicza się język tylko do rzeczy banalnych a nie mówi się o rzeczach ważnych, nie odpowiada się mądrze na pytania i nie stawia się mądrych pytań.

Trzeba bronić słów przed obrazami?

Światli nauczyciele i wychowawcy zachęcają, by mniej oglądać a więcej czytać. Z badań, które przeprowadza co roku Biblioteka Narodowa wynika, że z czytelnictwem jest coraz gorzej. Nie czytamy, nie kupujemy książek, a 70 procent Polaków nie rozumie w pełni tekstu, który czyta. Czytałem komentarz dyrektora Biblioteki Narodowej i jego zdaniem najdramatyczniejsze jest to, że ci którzy byli pytani, czy przeczytali jakąś książkę w ciągu roku, chwalili się, że nie. Kiedyś przyznawaliby się do tego ze wstydem, dziś się tym chełpią. Przecież telewizja, ewentualnie Internet im wystarczają.

Jeżeli aż 70 procent nie czyta ze zrozumieniem, to znaczy, że Polakami łatwo manipulować. Nie mamy wystarczającej wiedzy o świecie?

Przede wszystkim krytycyzmu. Tym bardziej, że tę wiedzę, którą mają, czerpią na ogół z jednego źródła informacji, na ogół z telewizji. Dokumenty Kościoła dotyczące komunikacji społecznej mówią, że chrześcijanie powinni korzystać z wielu czy przynajmniej kilku źródeł informacji. Wtedy mogą porównywać i unikać manipulacji.

Często poznają własną tożsamość z niechętnych chrześcijaństwu mediów laickich, a rzadko sięgają po źródła katolickie.

Tak, a wystarczyłoby przynajmniej, żeby były to źródła wiarygodne. PRL już się skończył i nawet, jeśli stan mediów w Polsce pozostawia wiele do życzenia, to możemy sobie sami wybrać te najlepsze dla nas. Tym bardziej w dobie Internetu ma się dostęp do każdej treści, do największej biblioteki na świecie. A często wybiera się, nie tylko nie to, co najlepsze, ale to, co najgorsze. Stację telewizyjną czy radiową, która najmniej rozwija.

Jak uczyć młodych wybierać to, co dobre?

Rodzice i wychowawcy powinni starać się uformować trzy podstawowe postawy w podejściu do mediów. Pierwsza, najważniejsza, to postawa krytyczna. Chodzi o to, żeby do mediów, do przekazywanych treści podchodzić z dystansem. Posłużę się takim przykładem. Przeprowadzono kiedyś jednopytaniowy sondaż: „Który z nadawców telewizyjnych emituje najlepszy program dla dzieci”. Najwięcej odpowiedzi dostała pewna popularna stacja, która nigdy nie miała i nie ma programów dla dzieci! Widać widzowie byli w nią tak zapatrzeni, że uznali, iż wszystko co najlepsze musi być w tej telewizji. Łącznie z programami dla dzieci. Potrzebna jest postawa krytyczna wobec treści, ale także wobec samej instytucji. Trzeba wiedzieć, jak i dlaczego ta czy inna telewizja, gazeta, radio powstały, jakie mają korzenie. Bo wiadomo, że w przypadku wielu obecnych mediów ich korzenie tkwią jeszcze w poprzednim systemie i ma to znaczenie dla przekazywanych treści. Druga postawa to postawa selektywnego odbioru. Chodzi o to, by umieć nie konsumować wszystkiego „jak leci”, ale stosować pewne kryteria. I tu zadaniem rodziców jest zaszczepić mentalność stosowania kryteriów w podejmowaniu decyzji o korzystaniu z mediów.

Jakich kryteriów?

Moralnych, kulturalnych, religijnych. Tych, które wynikają z wyznawanej hierarchii wartości.

A jeśli tej hierarchii wartości w rodzinie brakuje?

To klęska. Człowiek pozostaje bezbronny wobec mediów. Media chcą wpływać na odbiorców, a nawet ich od siebie uzależnić. Kiedyś, podczas spotkania dziennikarzy z różnych mediów – katolickich, komercyjnych, publicznych – miałem okazję zapytać, czy ich zdaniem mediom zależy na uzależnieniu odbiorców i wszyscy zgodzili się, że tak. To jest dramat, bo człowiek uzależniony to inwalida. Z kolei na spotkaniu prawników na Jasnej Górze, pewna pani sędzia powiedziała, że zna przynajmniej 12 przypadków rozbicia małżeństw w wyniku uzależnienia się mężów od telewizji czy komputera. A w Polce można się już doliczyć ponad 2 mln uzależnionych. I będzie ich jeszcze więcej. To budzi głęboki niepokój już nie tylko o dalsze losy tych ludzi, ale także o jakość życia społecznego.

I trzecia postawa?

To postawa twórczej aktywności. Ciekawa rzecz i o tym powinno się mówić rodzicom i wychowawcom, że wśród twórców i tych najwybitniejszych, i tych mniej wybitnych, niemal nie występuje zjawisko uzależnienia od mediów. Są wyjątki, ale zasadniczo mają oni dystans, bo sami tworzą. Pasjonaci nie dają się wciągnąć w sidła mediów. Ich ofiarami są bierni konsumenci. Jeśli odbiór np. telewizji jest aktywny, jeśli rodzice w tym uczestniczą, wyjaśniają, jest dyskusja po filmie, to nawet ze złego filmu można wyciągnąć dobre wnioski. Ale jest też jeszcze jedna ważna rzecz, przypomniana ostatnio przez Ojca Świętego Bendykta XVI w wystąpieniu na dzień środków społecznego przekazu. To umiejętność przebywania w ciszy. Papież nawiązuje do tradycji starochrześcijańskiej, która do dziś mówi, że milczenie jest językiem Boga. Duch Święty mówi przez ciszę. Słowo karmi się ciszą. Żeby tak przekonać rodziców do tego zdania! Ile jest ciszy w domu rodzinnym, tyle jest też pięknego, mądrego, prawdziwego słowa. Słowa, które tworzy nową rzeczywistość.

Tymczasem można dojść do wniosku, że media są metodą ucieczki od ciszy.

Tak, i im mniej ciszy, tym mniej krytycyzmu. Bo jeśli człowiek nie ma chwili na zastanowienie się, to nie ma szans, żeby być krytyczny w stosunku do mediów. Przywiozłem z laickiej Francji dwie książki świeckich autorów, którzy twierdzą, że nie osiągnie się tej postawy bez jakiegoś minimum ascezy. Świeccy Francuzi przypominają nam o ascezie! Bo jeśli młody człowiek z pomocą rodziców, spowiednika, katechety nauczy się panowania nad sobą, to opanuje postawę selektywnego odbioru i nie pójdzie na łatwiznę. To on będzie korzystał z mediów, a nie media z niego.


rozmawiał
ks. Andrzej Godyń SBD

opr. aś/aś

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama