Mord z parapaństwem w tle

Na Zakaukaziu znów nie będzie spokoju...

Podczas zeszłomiesięcznego kursu języka angielskiego, organizowanego w Budapeszcie w ramach NATO-wskiego programu "Partnerstwo dla pokoju", doszło do brutalnej zbrodni. Jeden z uczestników kursu zamordował drugiego. Azerski porucznik Ramil Safarow wdarł się nocą do pokoju hotelowego ormiańskiego porucznika Gurgena Margariana i siekierą odrąbał śpiącemu głowę.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Armenii wydało oświadczenie, w którym stwierdziło, że "ten bestialski czyn jest logicznym następstwem rozpętanej przez władze Azerbejdżanu antyormiańskiej histerii i wojowniczej propagandy". W liście do sekretarza generalnego NATO szef armeńskiej dyplomacji Iwan Tabibian napisał, że "tego ponurego wydarzenia można się było spodziewać, jest ono bowiem rezultatem podżegających oświadczeń osób z rządu Azerbejdżanu".

Komentatorzy przypuszczają, że motywem zabójstwa mogła być zemsta polityczna. 27-letni Safarow pochodzi bowiem z Górskiego Karabachu - rejonu, z którego cała jego rodzina musiała uciekać w 1993 roku przed ormiańskimi fedainami. Taką wersję zdaje się potwierdzać wypowiedź przedstawiciela Azerbejdżanu w Radzie Europy Akszyna Mechtijewa, który oświadczył, że dopóki konflikt karabaski nie zostanie rozwiązany, Ormianie nie mogą spać spokojnie, gdyż nie można wykluczyć podobnych incydentów.

Na wieść o mordzie w Budapeszcie - w Baku powstał Komitet Obrony Praw Ramila Safarowa. Zaapelował on do rodziców, którym właśnie urodzili się synowie, by na cześć Safarowa nadawali im imię Ramil. Zaczęto też zbierać fundusze na obronę azerskiego oficera, a pierwszej wpłaty dokonał sam prezydent Azerbejdżanu - Ilham Alijew.

Armeńska prasa spekuluje, że Azerowie zechcą wykorzystać proces zabójcy Margariana do propagandowego osądzenia Ormian za konflikt w Karabachu - podobnie jak w 1927 roku w Paryżu Żydzi wykorzystali proces Szlomo Szwarcbarda, mordercy Semena Petlury, do oskarżenia Ukraińców o antysemickie pogromy. Wiele wskazuje więc na to, że spór o Górski Karabach - który na dziesięć lat zniknął z łamów światowej prasy - znów na nie wróci.

Rosja za Azerbejdżanem

W świetle prawa międzynarodowego, Górski Karabach jest "ormiańską enklawą na terytorium Republiki Azerbejdżanu". O takiej właśnie przynależności terytorialnej tych ziem zadecydował osobiście Józef Stalin, wyznawca starej rzymskiej zasady: "dziel i rządź". W ten sposób Karabach, zamieszkiwany w 1921 roku w 95 procentach przez ludność ormiańską, stał się częścią Azerbejdżańskiej Republiki Socjalistycznej. W 1987 roku na skutek długoletniej polityki deormianizacji w regionie żyło już "tylko" 74 procent Ormian.

Kiedy w lutym 1988 roku mieszkańcy Karabachu rozpoczęli, z pełnym poszanowaniem wszelkich obowiązujących procedur prawnych, starania o przyłączenie swojego obwodu do Armenii, spotkali się z gwałtowną reakcją Azerów. W Sumgaicie, azerskim mieście nieopodal Baku, doszło do krwawych pogromów ludności ormiańskiej. Przez kilka dni milicja i wojsko przyglądały się bezczynnie zorganizowanym mordom. Decyzję o powstrzymaniu się od interwencji wydał osobiście ówczesny sekretarz generalny KC KPZR Michaił Gorbaczow, chociaż marszałek Dmitrij Jazow namawiał go, by wprowadzić do miasta wojsko i uniemożliwić pogromy.

Wiele dowodów wskazuje na to, że pogromy w Sumgaicie były sowiecką prowokacją, mającą na celu śmiertelne skłócenie ze sobą dwóch zakaukaskich narodów, które dążyły wówczas do zrzucenia zależności od Moskwy. Od tej pory zamiast przeciwstawiać się Rosji zaczęły one walczyć między sobą.

W 1990 roku wojska sowieckie, pod pretekstem obrony Ormian, zdławiły niepodległościową manifestację w Baku, zabijając kilkuset demonstrantów. Do Armenii uciekła z Azerbejdżanu niemal cała ormiańska mniejszość narodowa w tej republice - ok. 600 tysięcy osób.

Władze ZSRR od samego początku karabaskiego konfliktu popierały Azerów, bojąc się, że precedens ze zmianą granic wewnątrz imperium może stać się sygnałem do roszczeń dla innych uważających się za poszkodowane narodowości. Dlatego nawet kiedy Moskwa wzięła na siebie rolę superarbitra w karabaskim konflikcie, to w rzeczywistości jej decyzje zawsze faworyzowały Azerów. Ci ostatni, korzystając z rosyjskiej pomocy wojskowej, zaczęli też wkrótce kontrolować większość terytorium Karabachu. Na dodatek rozpoczęli blokadę Armenii, odcinając ją od dostaw elektryczności, ropy naftowej i gazu ziemnego.

Gniew Moskwy wzrósł jeszcze bardziej, gdy 17 marca 1991 roku Armenia jako jedyna republika sowiecka zbojkotowała referendum w sprawie przynależności do ZSRR i postanowiła ogłosić niepodległość.

Rosjanie zdecydowali się nie dopuścić do tego i podjęli kontrofensywę. Porzucili swój status arbitra w ormiańsko-azerskim konflikcie o Karabach i opowiedzieli się po stronie Azerbejdżanu. W maju 1991 roku formacje azerskie i sowieckie rozpoczęły operację "Pierścień": wspólnie pacyfikowały ormiańskie wsie w Karabachu, mordowały i wysiedlały ormiańską ludność oraz aresztowały aktywnych członków Komitetu Karabach. Czwartego maja 1991 roku w samym centrum Erewana wylądował desant sowieckich komandosów. Ta demonstracja siły miała wymusić na władzach Armenii rezygnację z wyjścia z ZSRR. Następnego dnia przewodniczący Rady Najwyższej Armenii Lewon Ter-Petrosjan oświadczył na forum ormiańskiego parlamentu, że "ZSRR wypowiedział wojnę Armenii". Na fali nastrojów antyrosyjskich zlikwidowano wówczas wszystkie szkoły z wykładowym językiem rosyjskim i wprowadzono oświatę wyłącznie w języku ormiańskim.

Nie wiadomo, jak dalej ułożyłyby się stosunki między Moskwą a Erewanem, gdyby w sierpniu 1991 roku nie wybuchł i nie zakończył się fiaskiem ostatni pucz w dziejach ZSRR. Spowodował on, że niepodległość ogłosiła nie tylko Armenia, lecz także pozostałe republiki sowieckie, w tym również Azerbejdżan.

Rosja za Armenią

W 1992 roku władzę w Baku objął Azerbejdżański Front Narodowy, głoszący hasła panturkizmu. Wykorzystując fakt, że Turcy i Azerowie są blisko spokrewnionymi ze sobą narodami, nowe władze obrały kurs na Ankarę, a przez nią pośrednio na NATO. W tym samym roku Turcja przyłączyła się do blokady Armenii, zamykając swoje granice z tym krajem. Do turkojęzycznego Azerbejdżanu zaczęli docierać tureccy doradcy wojskowi oraz turecka broń.

Zwrot w polityce Baku zaniepokoił nie tylko Ormian, lecz również Rosjan. Kiedy zaś Azerowie postanowili wybudować nowy rurociąg, który miał biec znad Morza Kaspijskiego nad Morze Czarne, omijając jednak Rosję, a przechodząc przez Turcję - Moskwa postanowiła działać. Od tej pory przestała faworyzować Azerbejdżan, a jej łaska spoczęła na Armenii. Zsynchronizowanie w jednym czasie wielkiej ofensywy Ormian w Karabachu oraz zamachu stanu w Azerbejdżanie, w wyniku którego obalony został antyrosyjsko nastawiony prezydent Abulfaz Elczibej, nie było przypadkiem. Na wyposażeniu armii karabaskiej podczas ofensywy zimowej 1993/94 pojawiły się nowoczesne systemy przeciwpancerne "Szturm-S", których nie było nigdy na wyposażeniu armii ani azerbejdżańskiej, ani armeńskiej, a które niedługo później Rosja zaprezentowała jako swoją nowość na wystawie zbrojeniowej w Dubaju.

Osamotniona i izolowana Armenia chwyciła się wyciągniętej ręki rosyjskiej jak ostatniej deski ratunku. Wiosną 1994 roku na froncie karabaskim Ormianie przeszli do ofensywy - opanowali nie tylko cały Górski Karabach, lecz również sąsiadujące z nim rejony. Ogółem pod ich okupacją znalazło się 14 procent terytorium Azerbejdżanu, a ponad pół miliona azerskich uchodźców musiało opuścić swoje domy. Od grudnia 1994 roku na froncie panuje zawieszenie broni.

Przez ten czas nie udało się wypracować politycznego modelu rozwiązania konfliktu. Azerowie uważają, że podstawą rozmów powinna być zasada integralności terytorialnej Azerbejdżanu, czyli przynależność Karabachu do ich kraju. Ormianie nie chcą się na to zgodzić. Nie pomagają mediacje powołanej specjalnie w tym celu tzw. Grupy Mińskiej OBWE. Grupie tej współprzewodniczą USA, Rosja i Francja, a każde z tych państw ma inne interesy na Zakaukaziu.

Ormianie tymczasem wykorzystują status quo na Zakaukaziu i działają metodą faktów dokonanych, umacniając swoją obecność w Karabachu. Proklamowana przez nich Republika Górskiego Karabachu stała się tzw. para-państwem, tzn. posiada atrybuty własnej państwowości (ma swojego prezydenta, rząd, parlament, armię, przedstawicielstwa zagraniczne itd.), nie jest jednak oficjalnie uznawana przez żaden kraj na świecie (nawet przez Armenię). Gwarantem niezawisłości jest karabaskie wojsko, uważane za najsilniejszą armię na Zakaukaziu. Republika Karabachu może też liczyć oczywiście na nieoficjalne wsparcie państwa armeńskiego. Prezydentem Armenii jest bowiem Robert Koczarian, który wcześniej piastował urząd prezydenta Górskiego Karabachu.

Z otoczenia nowego przywódcy Azerbejdżanu Ilhama Alijewa docierają głosy, że dzięki kontraktom naftowym pragnie on zmodernizować armię i z czasem pokusić się o zmianę status quo w Karabachu. Na Zakaukaziu znów więc nie będzie spokoju.


opr. mg/mg



« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama