Zachód może odetchnąć: Niemcy są niewinni

Proces spychania odpowiedzialności z katów na ofiary postępuje. W świadomości Zachodu to Polacy są antysemitami, współodpowiedzialnymi za zagładę Żydów

Zachód może odetchnąć: Niemcy są niewinni

Dlaczego w oczach zachodniej opinii publicznej Polacy są urodzonymi antysemitami, dpowiedzialnymi wraz z hitlerowcami za zagładę Żydów? Dlaczego określenie: „polskie obozy śmierci” pojawia się w ustach przywódców państw zachodnich i na łamach opiniotwórczych gazet amerykańskich, angielskich czy francuskich?

Fundamentem kultury europejskiej jest przekonanie, że każdy naród powinien szukać prawdy o sobie w dziełach artystów lub intelektualistów innej narodowości. Astolphe de Custine, pisząc „Listy z Rosji”, jest reprezentantem tej tradycji, która przyniosła kulturze europejskiej tyle arcydzieł. Jakie arcydzieło sztuki europejskiej pokazało Polaków jako nieuleczalnych i w dodatku prymitywnych antysemitów? Z jakim dziełem sztuki, utrwalonym w zbiorowej pamięci zachodniej opinii publicznej, przegrywamy codziennie naszą bitwę o prawdę? I dlaczego nasze wysiłki skazane są na porażkę?

Jądro ciemności

Batalię tę przegrywamy z wielogodzinnym filmem Claude'a Lanzmanna o Holokauście (po hebrajsku Shoah), którego realizacja trwała 11 lat i została zakończona w 1985 r. Za ten film na francuskiego reżysera spadł deszcz nagród i wyróżnień, które nawet trudno wyliczyć. W filmie nie ma Hitlera i nie ma trupów. Zamiast tego są wywiady z tymi spośród żydowskich ofiar, które przeżyły, z niemieckimi katami, z polskimi świadkami — a może widzami, obserwatorami? Timothy Garton Ash zauważył, że każde określenie polskich świadków jest moralną oceną. Lanzmann zmusza wszystkich do mówienia, wywiady przypominają czasami przesłuchania, są długie, żmudne i zgodnie z zasadami sztuki filmowej, reżyser przeplata je powolnymi ujęciami obozów śmierci, tak jak wyglądały one w latach 80. XX wieku. W tych ujęciach Lanzmann skupia się na zarośniętych trawą torach kolejowych — tory prowadzące do obozu przerwane są kadrem krajobrazu wokół Oświęcimia, następny kadr to miasteczko i jego mieszkańcy i znowu tory, po których polscy maszyniści wjeżdżali w lokomotywie ciągnącej bydlęce wagony wypełnione zbitym tłumem Żydów skazanych na spalenie. Kamera Lanzmanna jest bezlitosna, dziesiątki — jeżeli nie setki — razy zabiera nas ponownie powoli, przeraźliwie powoli, wzdłuż torów kolejowych, do rampy, będącej — w ujęciu intelektualnego mistrza Lanzmanna Raula Hilberga — „jądrem ciemności” Zagłady. W USA wydano scenariusz filmu Lanzmanna, na okładce którego widzimy lokomotywę z wychylonym z okna polskim maszynistą, która wjeżdża przez otwartą bramę do obozu. Czyż to nie jest wystarczający dowód, że określenie: „polskie obozy śmierci” odpowiada prawdzie? „Shoah” jest filmem — o czym wszyscy krytycy tego niewątpliwego dzieła sztuki zapominają i traktują go prawie jak historyczne świadectwo — a film działa głównie na emocje widza, przy czym te emocje są wzmacniane przez użycie specyficznych technik filmowych. Czy Lanzmann stosuje te techniki? Oczywiście. Czy wie, że te techniki są potężną machiną sterującą uczuciami i rozumem widza? Jest reżyserem i wie o tym doskonale, stosuje je z francuskim wyrafinowaniem.

Wyżej od słowiańskich barbarzyńców

Cała struktura montażu „Shoah” kieruje widzem w taki sposób, że antysemityzm Polaków jest jednocześnie czymś ewidentnym i moralnie odrażającym. Lanzmann steruje emocjami widzów. Więcej, w trakcie dyskusji na temat filmu sam przyznaje, że „Shoah” został zbudowany wokół jego własnych obsesji. Spytajmy, jakie to obsesje kierowały Lanzmannem podczas kręcenia tego filmu. Jedną z nich jest przekonanie o moralnej wyższości narodu francuskiego nad polskim. Dla niego jest oczywiste, że hitlerowcy wybierając miejsce budowy KL Auschwitz, kierowali się wiedzą na temat antysemityzmu Polaków, który umożliwił im — to jest dogmat panujący np. wśród obywateli Izraela — wymordowanie w ciągu bardzo krótkiego czasu 3 mln Żydów. Gdyby nie przychylność Polaków, nigdy w ciągu tak krótkiego czasu nie udałoby się wymordować tak ogromnej liczby Żydów. Claude Lanzmann stwierdził w trakcie dyskusji w Oxfordzie, że „we Francji nigdy by nie można zbudować obozów zagłady”. Słowa te wypowiedział w 1985 r., a kilka lat później przeciętni Francuzi dowiedzieli się — o czym elita tego kraju wiedziała od dawna — że rząd Vichy zorganizował wywózkę setek tysięcy Żydów do Oświęcimia. Tego dzieła dokonała administracja państwa rządzonego przez marszałka Pétaina, złożona z tzw. prostych Francuzów. Wywózkę zorganizowano w perfekcyjny sposób, a w rządzie marszałka zasiadali wtedy znani politycy z partii centrowych oraz lewicowych. Czy Lanzmann wiedział w 1985 r. o tym, że jego rodacy współuczestniczyli w zagazowaniu ok. 200 tys. francuskich Żydów? Pytanie jest retoryczne. Oczywiście, że wiedział, i jest jasne, że jego film wybielał i usprawiedliwiał zbrodnie Francuzów. „Polacy są jednak gorsi niż my” — powiedziała mi moja koleżanka z paryskiego banku, która była wstrząśnięta zbrodniami swoich rodaków popełnionymi na Żydach i na odtrutkę obejrzała „Shoah” — niezbity dowód, że Francuzi stoją jednak wyżej moralnie od słowiańskich barbarzyńców. Jedna ze scen filmu Lanzmanna przedstawia chłopa z Treblinki, który gardłując: „rararara”, twierdzi, że „tak mówili między sobą Żydzi”, zamknięci w wagonach kolejowych. Lanzmann prosi chłopa, aby jeszcze raz powtórzył ten dźwięk, co bohater scenki czyni z uśmiechem na ustach. Publiczność w paryskim kinie — gdzie oglądałem „Shoah” — reaguje sykami i okrzykami autentycznego oburzenia. W tym momencie paryski widz skłonny jest uznać polskiego chłopa za winowajcę losu Żydów, przez niego przedrzeźnianych. Komora gazowa, Zagłada, stają się zwieńczeniem tradycyjnego — polskiego — antysemityzmu. Co za problem ustalić logiczny związek między przedrzeźnianiem Żydów a ich mordowaniem w obozach zagłady? Podobnych scenek jest w filmie Lanzmanna wiele. Jedna zasługuje na szczególną uwagę, ponieważ zapada głęboko w pamięć i nikogo nie pozostawia obojętnym. Grupa chłopów przed kościołem w Chełmnie. Odgłosy modłów i pieśni. Co świętujemy? „Narodziny Najświętszej Marii Panny. Jej urodziny”. I na tle dawnych pieśni maryjnych polscy chłopi opisują zapędzanie Żydów do tego właśnie kościoła, ich jęki i krzyki w nocy, przyjazd ciężarówek, które były zarazem komorami gazowymi, zabijanie. Każdy niekatolik po obejrzeniu tej sceny jest przekonany, że katolicyzm jest odpowiedzialny za Holocaust w równym stopniu co nazizm. Natomiast każdy katolik zadaje sobie pytanie, dlaczego ten kościół nie jest pomnikiem ofiar Zagłady, dlaczego odbywają się w nim uroczystości religijne. Film Lanzmanna jest naprawdę arcydziełem. Czy Polacy stanowią w nim tylko tło? Czy gdy chłop opowiada z uśmiechem, jak to jako młody chłopak szedł wzdłuż wagonów i przeciągał palcem po szyi, by pokazać Żydom, że się ich wiezie na śmierć, jest kadrem czy sceną moralnie obojętną? Nie — jest moralnym oskarżeniem Polaków, którzy gdy mówią o Zagładzie, to często się uśmiechają. Dlaczego? — pytali mnie moi francuscy koledzy z pracy. Nie umiałem na to pytanie odpowiedzieć. „Czy zdaje pan sobie sprawę z tego, że film jest aktem oskarżenia przeciwko Polsce?” — spytano reżysera w redakcji „l'Express” (wywiad ukazał się w maju 1985 r.). „Tak — odparł — ale sami Polacy się oskarżają. Oswoili się zrutyną eksterminacji. Nikomu nie przeszkadzała”. Czy Lanzmann zdawał sobie sprawę, że wypowiadając te słowa, oskarżał nie Polaków, lecz cały świat? Dlaczego nie spróbował przynajmniej zasugerować, że obojętność znacznej części Polaków wobec Zagłady jest szczególnym przypadkiem obojętności świata wobec Zagłady? Dlatego, że tego typu dialektyczne prawdy, w których mistrzami są zasymilowani polscy Żydzi, są dla Lanzmanna szczytem absurdu. Czuję obojętność polskiego sąsiada, a nie brak zainteresowania córki żydowskiego bankiera z Nowego Jorku tragicznym losem swoich wschodnioeuropejskich współziomków ubranych w łachmany. Żydzi widzieli i czuli obojętność Polaków — i tego faktu nigdy nie zmienimy. Żydzi zostali zagazowani na polskiej ziemi — i tego faktu też nie jesteśmy w stanie zmienić.

Oczyszczanie Niemców

Czy jesteśmy skazani na los wiecznych antysemitów współodpowiedzialnych za największą zbrodnię, której dokonał człowiek względem innych ludzi? Czy Lanzmann wdrukował w zbiorową podświadomość zachodniej opinii publicznej bezdyskusyjne dzisiaj twierdzenie, że nasz antysemityzm przyczynił się do sprawnego zagazowania milionów Żydów? Tak, i piszę to na podstawie swojego 20-letniego pobytu we Francji w latach 1984 — 2004. Dla Francuzów nie ulega wątpliwości, że Polacy są prymitywnymi antysemitami — i mimo zbrodni swoich dziadów i ojców z lat 1940-44 dokonanych na Żydach, takie dzieła sztuki jak film Lanzmanna utwierdzają ich w przekonaniu, że gradacja cywilizacyjna jest odwrotnie proporcjonalna do gradacji antysemityzmu. Gdy Lanzmann mówi: „We Francji nigdy by nie można zbudować obozów zagłady”, to wyraża bezdyskusyjną dla Zachodu prawdę, że cywilizacyjnie i kulturowo Francuzi stoją wyżej od Polaków, więc ich antysemityzm —z definicji — musi być łagodniejszy, mniej barbarzyński od antysemityzmu wschodnioeuropejskich prymitywów. W ten sposób Lanzmann i cała kultura Zachodu przyjmuje punkt widzenia Hitlera, który twierdził to samo. W tym moralno-kulturowym równaniu jeden fakt się nie zgadza: Niemcy. Czyż to nie oni zorganizowali unikalną w historii ludzkości biurokratyczno-przemysłową maszynę do unicestwienia Żydów? Tak, ale to nie oni byli bezpośrednimi wykonawcami. Od 30 lat trwa w kulturze zachodniej proces oczyszczania Niemców ze zbrodni Holocaustu. Od 30 lat kultura zachodnia wybiela zbrodnie narodu niemieckiego. Alain Besançon w „Przekleństwie wieku” stwierdził, że Noc Kryształowa — pierwszy pogrom Żydów w hitlerowskich Niemczech — była porażką, ponieważ Hitler zrozumiał, że jego rodacy nie są przygotowani na Holocaust, i dlatego postanowił wybudować sześć obozów koncentracyjnych nie na terytorium Niemiec, tylko poza nim. W domyśle — tam, gdzie ludność przełknie Holocaust bez żadnych oporów moralnych. Wybudował je w Polsce, ponieważ — to fakt niepodlegający dyskusji — Polacy są gorszymi antysemitami od Niemców. Wniosek: Besançon zgadza się z twierdzeniem Lanzmanna. Ten sam autor wyjaśnia w precyzyjny sposób, że to nie Niemcy, tylko oddziały SS, składające się z moralnych degeneratów, których w każdym narodzie można znaleźć, nadzorowały przebieg Holocaustu. Było ich kilkuset, a w dodatku większość prac — wyładunek Żydów z wagonów, segregacja, zabijanie dzieci — wykonywali więźniowie, czyli w większości Polacy. Równanie cywilizacyjne jest rozwiązane. To nie Niemcy są odpowiedzialni za Holocaust. To nie Niemcy byli jego bezpośrednimi sprawcami, tylko Polacy i inni degeneraci z narodów słowiańskich. Maszyniści pociągów wiozących Żydów do Treblinki i Oświęcimia — Polacy; kapo — Polacy itd. itd. Kultura zachodnia może odetchnąć z ulgą. Naród niemiecki jest niewinny.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama