Problemy z empatią

Pomysły na kampanię wyborczą bywają bardziej lub mniej udane. Niektóre są niestety żenujące

Sienkiewiczowski Kali nie miał większego problemu z odróżnianiem uczynków złych od dobrych. Zły to ten, gdy ktoś Kalemu zabrać krowy. Dobry — gdy Kali zabrać komuś krowy. Podobne poglądy na złe i dobre uczynki wygłaszają nie tylko politycy, ale i całe narody — podsumowuje rozmowę dwóch bohaterów W pustyni i w puszczy Henryk Sienkiewicz. Zasada ta pozostaje niezmienna, bo trudno nam przychodzi wczuwanie się w rolę drugiej strony. W ostatnich dniach te problemy uwidoczniły się zwłaszcza po stronie, która za punkt honoru postawiła sobie walkę z wszelką dyskryminacją.

Przykładem jest zamieszanie wokół kampanii „Nie świruj, idź na wybory”, która miała zachęcać do wzięcia udziału w głosowaniu 13 października. Dyskusja rozpoczęła się po pojawieniu się filmu z Wojciechem Pszoniakiem, który „świrowanie” przedstawił za pomocą nerwowych tików. Zaraz pojawiły się zarzuty, że takie „świrowanie” może stygmatyzować osoby chore psychicznie. Wierzę, że nie taka była intencja twórców kampanii, że w świetle rosnącej liczby osób potrzebującej pomocy psychiatrów, nie chcieli nikogo obrazić. Ostatecznie nagrali nowe filmy pod zmienionym już hasłem: „Bądź poważny, idź na wybory”. Ale nie brakowało też takich, którzy bronili pierwszej wersji, mówiąc o tym, że to robienie z igły wideł. Nie przemawiały do nich argumenty, po które bardzo często sięgają, że ktoś mógł poczuć się obrażony.

Ten spot, a także inne kampanijne zagrywki, dla „Więzi” skomentowała Maria Libura, działaczka i ekspertka organizacji pozarządowych reprezentujących pacjentów. „Stereotypu «wariata», wywołującego wstyd i skazującego na marginalizację, bez ogródek używa się dziś, by ośmieszyć rzesze niegłosujących lub głosujących «inaczej». Wydawałoby się, że po licznych akcjach uświadamiających szkodliwość powielania takiego «humoru» nic podobnego nie powinno się zdarzyć, a już na pewno — nie w wykonaniu osób publicznych pretendujących do roli autorytetów. Tymczasem akcja znalazła wielu obrońców: po raz kolejny możemy się przekonać, że wrażliwość na stygmatyzujące zachowania w naszym kraju mocno zależy od przynależności do towarzyskich sieci. Bez względu na przyzwoitość czy dobry smak. To, że tak łatwo uznano porównanie do «wariatów» za skuteczny oręż, pokazuje zarazem, jak bardzo naskórkowa jest tolerancja, także po stronie tych, którzy sami siebie uznają za forpocztę postępu i oświecenia. Rykoszetem dostają osoby zmagające się z autentycznymi zaburzeniami zdrowia psychicznego, którym bynajmniej do śmiechu być nie może” — napisała Maria Libura.

O ile jeszcze w tym przypadku można mieć nadzieję, że komuś po prostu zabrakło szerszego spojrzenia, to co można powiedzieć o tej sytuacji? Jedna z kandydatek w wyborach do Sejmu wrzuca do internetu swoje zdjęcie z transparentem o treści „Bób, hummus, włoszczyzna” — chce zachęcić w ten sposób do działań chroniących klimat i planetę, w imię solidarności z przyszłymi pokoleniami — na tle... pomnika AK z hasłem „Bóg, honor, ojczyzna”. To działanie było dobrze „przemyślane”. Rozumiem, że nie każdy ma potrzebę utożsamiania się z tymi trzema wartościami. Ale nie rozumiem, jak można nie wiedzieć, że dla wielu osób to hasło — a przede wszystkim wartości w nim wymienione — są rzeczami najważniejszymi w życiu. Weźmy choćby pod uwagę cały czas licznych żołnierzy i powstańców. Oni jednak nie są elektoratem tej kandydatki — a jeśli nie, to nie ma potrzeby liczyć się z nimi i ich uczuciami.

Brakuje nam dzisiaj zdolności empatii — tego, by przynajmniej spróbować się wczuć się w sytuację osób, które możemy dotknąć tym, co robimy, mówimy czy piszemy. Mam wrażenie, że nie byłoby wtedy „bobów, hummusów i włoszczyzn”. Mniej byłoby hejtu w internecie.

Dziś Kali nie kradnie krów. Ma za to Kali dwie miarki. Jedną przykłada do tego, co się tyczy jego spraw. Tu jego zawsze jest na wierzchu. Zupełnie inną wyciąga wtedy, kiedy rzecz dotyczy drugiej strony. Dziwnym trafem, wynik tego pomiaru jest zupełnie inny. Dobrze byłoby te miary ujednolicić, bo Kalim jest — albo przynajmniej bywa — każdy z nas. Ale kto jest to w stanie zrobić?

Piotr Jóźwik, zastępca redaktora naczelnego tygodnika „Przewodnik Katolicki”

 

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama