reklama

Wolna amerykanka. O prawie międzynarodowym tren żałosny

Najbardziej o prawo międzynarodowe i naruszenie suwerenności Iranu martwią się Putin, Xi i Kim Dzong Un. Jeśli to są najwięksi obrońcy prawa międzynarodowego, to powstaje uzasadnione pytanie, komu to prawo służy? – pyta br. Damian Wojciechowski TJ.

Damian Wojciechowski TJ

dodane 03.03.2026 10:56

28 lutego 1982 Ronald Regan wydał rozkaz ataku rakietowego na Komitet Centralny PZPR w Warszawie. Dzięki uprzejmości Mosadu wiadomo było, kto tam siedzi. Na miejscu zginęli gen. Jaruzelski, Kiszczak i jeszcze paru członków Biura Politycznego. Może nawet córka generała. Czy naród polski okryłby się żałobą? Wątpię. Lecz blady strach padłby na partyjniaków, esbeków, milicję i oficerów LWP. Naród by wiwatował. Dlaczego Regan jednak nie walnął po KC? Czy to  ze względu na szacunek do prawa międzynarodowego? Wątpię. Po prostu była Jałta, podział Europy, równowaga sił wygodna tak dla USA, jak ZSRR. W Europie według umowy żadna ze stron nie naruszała strefy wpływów drugiej strony. To dlatego w 1956 r. Sowieci krwawo stłumili powstanie na Węgrzech, a w 1968 r. Praską Wiosnę. W obu wypadkach oczywiście mieli w nosie prawo międzynarodowe. ONZ coś tam protestowało, ale USA nie kiwnęły palcem.

Dwaj dyktatorzy tango down

Kto to jest Maduro? Rzezimieszek i klown. Przestępca narkotykowy, który zagarnął władzę w kraju, doprowadził go do ruiny, a miliony swoich obywateli do ucieczki z kraju. Z jakiego powodu prawo międzynarodowe miałoby go chronić? Miejsce takich jak on jest albo w  cyrku, albo w pace. O jakiej suwerenności Wenezueli pod rządami takiego kacyka można mówić? I jak ta niby-suwerenność służyła narodowi Wenezueli? Niech mi to ktoś wyjaśni.

Ali Chamenei – dyktator religijno-lewicowej tyranii panującej od 47 lat w Iranie. Tylko w ostatnich miesiącach wymordował tysiące swoich obywateli. Ludzi niczemu niewinnych. Iran jest jednym z liderów w liczbie wykonywanych egzekucji na świecie, z gwałtownym wzrostem: co najmniej 853 w 2023 r., a w 2024 r. dane wskazują na jeszcze wyższy poziom. W zdecydowanej większości ci ludzie to ofiary politycznego terroru.

Czy Trump i Netanjahu martwią się o irańskie ofiary irańskiej dyktatury? Pewnie troszkę, jeszcze troszkę o irańską bombę atomową, ale najbardziej o to, żeby dobić gada, czyli wykorzystać sprzyjająca koniunkturę i zniszczyć irański reżim. Reżim, który stoi od dziesięcioleci za wszelkimi burdami na Bliskim Wschodzie: destrukcja Libanu przez Hezbollah i Syrię Asada, krwawa dyktatura w samej Syrii, Hamas w strefie Gazy, Huti w Jemenie i terroryzm na całym świecie. A co z tej „polityki zagranicznej” ajatollahów ma irański naród? Nędzę i terror. Tak jak u nas po Jaruzelskim, tak u nich po Chamenei płaczą tylko ci, którzy muszą.

Wstyd ONZ

Najbardziej o prawo międzynarodowe i naruszenie suwerenności Iranu martwią się Putin, Xi i Kim Dzong Un. Jeśli to są najwięksi obrońcy prawa międzynarodowego, to powstaje uzasadnione pytanie, komu to prawo służy? Porządnym, uczciwym obywatelom, czy bandytom i oszustom? Atakując Ukrainę Putin musiał się strasznie przejmować prawem międzynarodowym. Zaatakował państwo, które szanowało prawa swoich obywateli, miało legalne, demokratyczne władze, nie prowadziło żadnej działalności terrorystycznej, nie dążyło do zdobycia broni atomowej, a na odwrót zrezygnowało z niej pod gwarancje między innymi Rosji. Putin chciał okupować cały kraj, zniszczyć tożsamość narodową, podporządkować sobie ekonomikę Ukrainy, jej armię, politykę zagraniczną.

Putin rozpoczął totalną wojnę prowadzącą do unicestwienia miast i wsi, wygnania ich mieszkańców, porywania dzieci, mordowania cywili. Prowadzi wojnę z narodem próbując złamać go mrozem i biedą. I co na to prawo międzynarodowe i ONZ? Nic, zupełnie nic, żadnej sankcji oprócz głosów oburzenia. Czy atak Trumpa na Iran można jakoś porównywać z wojną Putina przeciw Ukrainie? Podobieństw prawie żadnych.

To, że Wenezuela, Iran, Korea Północna są członkami ONZ to wstyd dla tej organizacji. Dżentelmeni nie powinni siedzieć za jednym stołem z rzezimieszkami. I jaki jest obecnie największy problem prawa międzynarodowego? Pytanie jest takie: Czemu i komu ono realnie służy? Kto ma rację: Putin, który niszczy Ukrainę i strasznie przejmuje się prawem międzynarodowym, czy Trump, który się nim nie przejmuje i zabił Chamenei? Czy w imię prawa międzynarodowego Kim Jong Un, członek przestępczej szajki, która już od 1945 gnębi i upadla własny naród nie zasłużył na kulkę w łeb? Czy to nie jest większy klown niż Maduro? Klown, który wymachuje ciągle maczugą (atomową), drwi z sąsiadów i wysyła w ich kierunku rakiety. Czy prawo międzynarodowe, które legalizuje różnego rodzaju satrapie i ludobójcze reżymy wypełnia swoje funkcje, czy też może jest parodią samego siebie?

Nowy porządek już w drodze

Państwo Kościelne (Watykan) od stuleci zawsze popiera współżycie państw na podstawie prawa międzynarodowego. Ta zasada pierwszeństwa prawa ma być lepsza niż wolna amerykanka, ponieważ prawo ma w teorii bronić słabszych przed silniejszymi, ale czy w praktyce tak się dzieje? Czy prawo międzynarodowe wykazuje się skutecznością, aby nie dopuścić agresji silniejszych i gorszych, nad słabszymi i lepszymi? Czy nie jest ono częściej listkiem figowym, który pozwala społeczności międzynarodowej nie angażować się w obronie słabych i prześladowanych? Czy ONZ nie stało się miejscem, gdzie różni satrapowie i dyktatorzy czują się bezpiecznie i wygodnie?

Kościół był w średniowieczu nie tylko gwarantem, ale źródłem prawa międzynarodowego np. ustanawiając Treuga Dei (pokój Boży): od czwartku do poniedziałku, w czasie Adwentu, od Bożego Narodzenia do święta Trzech Króli, w okresie Wielkiego Postu – nie wolno było prowadzić wojen. To papieże starali się ustanawiać zasady prowadzenia wojny, która powinna oszczędzać cywilów, a szczególnie starców, kobiety i dzieci.

Trzeba jednak zauważyć, że Watykan postanowił nie zostać członkiem ONZ, tylko obserwatorem przy tej organizacji, aby nie być odpowiedzialnym za podejmowane w czasie głosowania decyzje. W tym krył się rozsądek, dający na przyszłość większe pole manewru. Problem polega na tym, że te i inne zasady prawa międzynarodowego stały się lub stają martwą literą (i to nie przez Trumpa, bo Putin i inni pogwałcili je już 100 razy) i wszystko wskazuje na to, że czeka nas pełen zawirowań proces budowania nowego porządku. Trump prosto pokazuje jajogłowym, że król jest nagi. Choć Rada Pokoju Trumpa wydaje się być dzisiaj dla wielu czymś komicznym, to jednak nikt nie może wykluczyć, że zastąpi ona ONZ, tak jak ONZ zastąpił Ligę Narodów, która okazała się bezsilna wobec wybuchu II Wojny Światowej. W westernach dobry szeryf musi wyciągnąć rewolwer, aby pokonać bandytów, bo dobrym słowem nie można było ich przekonać. Prawo ma sens kiedy jest egzekwowane i szanowane, i nie tylko przez szeryfa, ale także przez herszta bandziorów. A jak go do tego zmusić, jeśli nie strzelbą? I jeśli nowe zasady wolnej amerykanki zaczną wszystkich obowiązywać (bandyci już dawno je stosują) to i watykańska dyplomacja (najstarsza na świecie) będzie musiała szukać nowego podejścia do polityki międzynarodowej. 

Atakuje, bo może

Dlaczego Breżniew bezczelnie zaatakował Afganistan? Po pierwsze, ponieważ prawa międzynarodowego przestrzegał wtedy, kiedy było mu wygodnie i nie przeszkadzało w stosowaniu prawa pięści. Breżniew napadł na Afganistan bo… mógł to zrobić. Azja, tak jak Afryka była ziemią niczyją, terenem gdzie Jałta nie obowiązywała. USA przegrało wojnę w Wietnamie, przegrało Iran, dyplomaci amerykańscy zostali w Teheranie zakładnikami. Mając w Białym Domu takiego safandulę i piewcę pokoju jak Carter, Breżniew i jego klika wykorzystali korzystną dla siebie sytuację międzynarodową. Tak samo Putin, widząc słabość Ameryki, ucieczkę armii amerykańskiej z Afganistanu, będąc przekonany, że Biden i Europa nic nie zrobi (i miał rację: Niemcy śmiali się z Ukraińców, którzy prosili ich o pomoc, a Biden zaproponował Zełenskiemu… samolot do Waszyngtonu) i … poszedł na Kijów. Tak samo Trump poszedł na Iran, bo… może to zrobić. Sytuacja globalna na to mu pozwala. Putin okazał się naiwniakiem, który mizdrzył się do Donalda na Alasce, nic w sumie za to nie dostał, a teraz swojemu przyjacielowi Donaldowi to co ma powiedzieć? Pełna klapa, kompromitacja i zatkana gęba. Putin, który wierzy tylko w przemoc, kłamstwo, siłę i manipulację jest teraz pokonany swoją własną bronią. Rosja udawała siłę, ale była silna tylko słabością swoich przeciwników. Ameryka Bogu dzięki była i jest silna, tylko musiała w tę swoją siłę uwierzyć i przestać przepraszać, że ją posiada. Przy wszelkiej słabości amerykańskiej polityki to ich zastosowanie siły wychodzi zazwyczaj światu na plus.

Oczywiście strzelanina z bandytami w miasteczku na dzikim zachodzie, to poważna sprawa. Trump zaryzykował wszystko i nikt nie wie, jak to się skończy. Jeśli jednak wygra, to przegrają na tym… Putin, Xi, koreański klown i wielu z innych. No i profesorzy prawa międzynarodowego, bo albo będą mogli przejść na emeryturę, albo przekwalifikować się na historyków prawa międzynarodowego. Zwycięzców nie sądzą, tylko chwalą. Jeśli przegra, to wszyscy z radością będę go nazywali awanturnikiem i burzycielem światowego ładu.

 

Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.

1 / 1

reklama