Lud boski, lud ludzki

Czym się różni Lud Nowego Przymierza od ludu Starego Testamentu?

Zgodnie z żelazną regułą tego świata widzi się jedynie to, co pochodzi z tego świata. Jednak Objawienie uwalnia do widzenia również tego, czego nie widać, a co jest równie realne. Zgodnie z regułą tamtego świata, właśnie to, co niewidzialne ma pierwszeństwo przed tym, czego zmysły nie ogarniają. Warto pamiętać o tym, kiedy patrzy się na Kościół, który jest „Ludem Bożym”, a zatem „Boskim” i „ludzkim” zarazem. Do tego, co ludzkie, nie trzeba chyba nikogo przekonywać, zwłaszcza gdy chodzi o wymiar grzeszności czy instytucjonalny – tę robotę wykonują za nas gazetoidy nie potrafiące dostrzec w Kościele niczego poza pedofilią lub czapeczkami hierarchii. Do Boskiego zaś wymiaru, którego paparazzi nie sfotografuje, nie tyle się przekonuje, ile Boskie się głosi. A że Boskie w jednym „domu” Chrystusa stoi razem z tym, co ludzkie – konsekwentnie należy również dostrzec włączenie tego, co ludzkie w Kościele – w Chrystusa, przez co ten otrzymuje swój wymiar Boski.

Czym się jednak różni Lud Nowego Przymierza od ludu Starego Testamentu? Wszystkim i niczym, chciałoby się rzec, gdy obserwuje się ludzi Kościoła. Te same grzechy, ta sama niewiara, ni widu, ni słychu wiania Ducha Świętego (poza świętymi oraz rezerwatem odnowy charyzmatycznej), który już przecież został wylany na wszelkie ciało. Powtórka z rozrywki czy raczej tragedii spisanej ku naszemu zbawieniu w natchnionych księgach. Zgodnie z ludzką mądrością można by powiedzieć, że trzeba było wiele zmienić, żeby wszystko zostało po staremu. Jednak mądrość przychodząca z góry dostrzega, że to dzięki jednemu Słowu Boga wszystko stało się nowe. Chodzi oczywiście o Wcielenie, o przełomowe „wydarzenie Chrystusa” rozumiane w całej jego rozciągłości, od poczęcia, przez życie ukryte, Paschę i wejście do chwały razem z człowieczeństwem. Kto ma uszy do słuchania, ten słyszy już odpowiedź na pytanie: tym się różni nowy od starego Lud Boży, czym różni się obietnica Starego Testamentu od jej spełnienia w Nowym.

Lud boski, lud ludzki
foto: P.R.Schreyner - Wikimedia Commons

Wolno więc patrzeć na stosunek Kościoła jako nowego Ludu Bożego do ludu „starego” analogicznie do relacji Nowego względem Starego Testamentu. A tę relację trzeba widzieć zgodnie z regułą, którą Henri de Lubac nazwał „podwójnym prawem analogii i kontrastu”, a co można by określić mianem „niepodobnego podobieństwa”: musi nastąpić zrywające przewyższenie, żeby została zachowana jakiegoś rodzaju ciągłość. Nietrudno wychwycić to, co podobne: i tu, i tam chodzi o ludzi, którzy gromadzą się wokół danego im objawienia, mają swoją wspólną historię, w której doświadczyli ingerencji Bożych. O niepodobnym decyduje Chrystus, to jasne, jednak tym, co umyka, jest sposób odnowienia ludu. Nie chodzi o jedno jeszcze, owszem ostateczne objawienie Boga, ale o jego trwałe skutki. Ważniejsze od zamieszkania Słowa Bożego wśród ludzi, jest ludzi zamieszkiwanie w Tym, który przyjął był człowieczeństwo „w siebie”, a tym samym umożliwił człowiekowi możliwość życia w Bogu. Nowy Lud Boży nie jest już zgromadzeniem się wokół wkraczającego Boga, ale jest tworzony przez „wgromadzenie” się w Chrystusa, który raz na zawsze był wkroczył w historię, która odtąd mimo że biegnie dalej, to pozostaje w chrystusowej pełni czasu.

Jeśli w średniowieczu dominowało widzenie jurydyczne Ciała Chrystusa jako widzialnej zbiorowości, a w nowożytności akcent położono na niewidzialną jedność organizmu Kościoła (mistyczne Ciało Chrystusa), to biblijno-patrystyczne pojmowanie Eklezji jako jedyne zdolne było nie wprowadzać dualizmu na linii mistyka-instytucja. Przyjmowano, że dzięki sakramentowi Eucharystii Kościół jako Lud Boży stawał się Ciałem Chrystusa, łączącym w sobie, w analogii do Bosko-ludzkiej Głowy Kościoła, widzialne z niewidzialnym. Nie jest to więc ciało socjologiczne, lecz Chrystusowe; nie ludzie je tworzą, ani nawet nie Boże wezwanie ich spotyka razem, ale sam Bóg je buduje jako swoje Ciało. Kiedy oni spożywają Ciało i Krew Pana, albo raczej gdy On inkorporuje ich w siebie.

Ten Lud, nawet jeśli wciąż idzie ku swojemu eschatologicznemu spełnieniu, wędruje inaczej niż lud stary; właśnie przez to, że w Bogu już mieszka na sposób misterium, niewidzialnie dla tego świata. Nie-lud tego świata żąda dowodów empirycznych na to, co nie z tego świata, ale otrzyma jedynie znak Jonasza (Łk 11, 29-30), gdy Chrystus raz jeden ukrzyżowany dopełni swych udręk w Kościele. Nawet cuda eucharystyczne nie przekonają nieprzekonanych: Chrystusowe dzieła dało się przypisać Belzebubowi, a dziś wyjaśnienia powierza się nauce (przyszłej, bo dzisiejsza nie ogarnia nieogarnionego). Na wzór Wcielonego, w którym przyjęte przez Syna człowieczeństwo nie zostało zniszczone w kontakcie z Jego Osobą, również odboskość Ludu Bożego nie anihiluje tego, co ludzkie. Na próżno więc oczekiwać widzialnej „inności” tego zgromadzenia w stosunku do innych. Całkiem możliwe, że na poziomie ludzkim (psychologicznym, socjologicznym, marketingowym) nie dorasta do pięt innych ludzkich społeczności. Ta ludzka pięta Achillesowa nie niweczy jednak tego, co Boskie; od drugiej strony patrząc: Boski wymiar nie depcze ludzkiego.

Jeśli Ojcowie Kościoła wyjaśniając różnicę między zapowiedzą Eucharystii (manna starotestamentowa), jej spełnieniem (chleb z gatunku „eucharystyczny”) a posiadaniem Pana (czy byciem posiadanym) w chwale odwoływali się do relacji cień – obraz – rzeczywistość, to w ten sam sposób wolno może ukazać relację między ludem Starego i Nowego Testamentu, oraz między Kościołem historycznym a tym z gatunku „eschatologiczny”. Jest to w istocie ten sam Kościół i ta sama przyszła rzeczywistość, tyle że na razie przeżywana, jak się mówi – z braku lepszego pojęcia – „w misterium”. Bo przyszłość może być w teraźniejszości jedynie na ten sposób obecna. Życie nie z tego świata, ale w tym świecie. Realność spoza świata w tym, co nie spoza świata sprawia, że niewidzialne nie może być zauważalne dla ludzi stąd.

 


opr. ab/ab



« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama