Abym był godnym znakiem Boga

Jak rodzi się powołanie i jak się rozwija? Rozmowa z bpem Edwardem Janiakiem

19 maja 1979 roku ks. Edward Janiak przyjął święcenia kapłańskie w archikatedrze wrocławskiej z rąk biskupa pomocniczego Wincentego Urbana. Na swoim obrazku prymicyjnym zamieścił słowa: „Módlcie się bracia, abym był godnym znakiem Boga”. W rozmowie dla „Opiekuna” opowiada o latach dzieciństwa i młodości, momencie powołania do kapłaństwa i 40-letniej służbie dla Kościoła.

Księże Biskupie na wybór drogi życiowej niewątpliwie ma wpływ dom rodzinny. Jak Ksiądz wspomina czas dzieciństwa i młodości przeżywany w Malczycach?

Biskup Edward Janiak: Wspominam ten okres w życiu bardzo mile. Zapamiętałem ten czas jako szczególny czas wolności i swobody. Taka pamięć pozostaje najczęściej, gdy dzieci mają dobry „kochający dom” i wychowywane są w pełnej harmonii i w zgodzie przez oboje rodziców. I to jest początek mojego wspomnienia Malczyc i naszego domu. Jednak wraz z przedwczesną śmiercią Ojca, czas ten powoli stawał się dla mnie trudniejszy. Mama pozostała sama ze mną i z dwojgiem mojego rodzeństwa. To ona musiała na swe barki wziąć nie tylko utrzymanie rodziny, ale i sama zająć się naszym wychowaniem. Kładła duży nacisk na to, byśmy rzetelnie przygotowani szli do szkoły i potem rozliczała nas z otrzymywanych ocen. Wtedy też, od ósmego roku życia, zajmując się rodzeństwem i wykonując różne obowiązki domowe, uczyłem się odpowiedzialności i samodzielności. Cechy te, wtedy wyuczone, pomagały mi spełniać różnego rodzaju obowiązki  i pomagają do dzisiaj.

Po ukończeniu Szkoły Podstawowej w Malczycach zdecydował się Ksiądz Biskup podjąć naukę w Technikum Przemysłu Drzewnego w Sobieszowie.

Tak, ponieważ wychowywałem się blisko przyrody nad Odrą. Do dzisiaj we mnie pozostało, że kocham przyrodę i najlepiej wypoczywam, gdy mogę obserwować piękno otaczającego świata, bogactwo różnych form życia i oglądać nieustanne zmiany jakie zachodzą w znanych mi krajobrazach przyrodniczych, a także cieszyć się z prób ratowania i zachowania ich jako obszarów chronionego krajobrazu. Czasem bowiem na skutek przeróżnych uwarunkowań uległy one degradacji. Wracając jednak do sobieszowskiej szkoły, to mogę powiedzieć, że nawiązałem wówczas wiele koleżeńskich kontaktów, które do dzisiaj utrzymuję.

Potem były studia na Wydziale Leśnym w Wyższej Szkole Rolniczej w Poznaniu, jednak nie dokończone. To wtedy Ksiądz Biskup odkrył w sobie powołanie do kapłaństwa? A może już wcześniej były takie myśli? Proszę uchylić rąbka tajemnicy.

Niewątpliwie podczas dwóch lat studiów w Poznaniu ważne były dla mnie i moich dalszych życiowych decyzji kontakty jakie nawiązałem z dominikańskim duszpasterstwem akademickim. Wtedy zacząłem rozumieć, że w świecie stworzonym przez Boga człowiek jest na pierwszym miejscu, a dopiero na drugim przyroda, a służba człowiekowi i świadczenie wobec niego dobra jest niczym innym jak służbą samemu Bogu. Dlatego, gdy posłyszałem w mojej duszy krótki, zdecydowany głos Chrystusa Pana: „Pójdź za mną”, ponad czterdzieści lat temu wszedłem na drogę formacji seminaryjnej, która ukończona została święceniami kapłańskimi. W seminarium spotkałem wielu wspaniałych wychowawców, którzy stawali się dla mnie wzorami postępowania, i dziękuje Panu Bogu, że stawiał ich na drodze mojego życia.

Jak rodzina Księdza Biskupa zapatrywała się na taki wybór drogi życiowej?

Moja decyzja była zaskoczeniem, szczególnie dla Mamy. Jej zdaniem powinienem najpierw skończyć rozpoczęte studia, a później zdecydować o dalszej drodze życia.

40 lat temu, 19 maja, przyjął Ksiądz Biskup święcenia kapłańskie. Jak Ksiądz wspomina tamten dzień?

Pamiętam, że towarzyszyła mi wielka radość i gotowość służenia Panu Bogu i ludziom. Jednak było to też głębokie przeżycie duchowe. Uzewnętrzniło się ono w tym, że postanowiłem po uroczystościach w katedrze pozostać w seminarium i resztę dnia i nocy poświęcić w ciszy i skupieniu na rozmowie z Chrystusem: usłyszeć Go i posłuchać, co chce On do mnie powiedzieć. Zostałem wówczas, spośród wszystkich kolegów rocznikowych, w murach seminarium sam jeden, inni wyjechali, bo przecież następnego dnia w rodzinnych parafiach mieliśmy sprawować Najświętszą Ofiarę. Ja także następnego dnia pojechałem do Malczyc i tam w swojej macierzystej parafii, ciesząc się obecnością znanych mi osób, odprawiłem Mszę św. prymicyjną.

Jak Ksiądz Biskup wspomniał dzień po święceniach kapłańskich odprawił Mszę św. prymicyjną. Proszę opowiedzieć o tym dniu?

Tak. Jak mówiłem przed chwilą, następnego dnia — to było 20 maja — przybyliśmy w Malczycach do kościoła parafialnego pw. Niepokalanego Poczęcia NMP na Mszę św. prymicyjną. Kazanie wygłosił wówczas ks. prof. Władysław Bochnak, gorliwy kapłan i wychowawca w Metropolitalnym Wyższym Seminarium Duchownym we Wrocławiu, którego osobistym darem dla mnie, na moją drogę kapłańską, były słowa bym otwierał swoje serce i dłonie do każdego człowieka i tym naśladował Chrystusa.

„Módlcie się bracia, abym był godnym znakiem Boga”. Takie słowa zamieścił Ksiądz Biskup na swoim obrazku prymicyjnym. Dlaczego takie zdanie?

Święcenia kapłańskie rozpoczynały nowy etap w moim życiu. Miałem pragnienie, by dobrze realizować ideały kapłańskie. Potrzebowałem, i do dzisiaj potrzebuję, modlitwy. Prosiłem o nią 40 lat temu i proszę dzisiaj, by dobrze spełniać przyjęte obowiązki Biskupa Kaliskiego.

Pierwsza parafia to Oleśnica. Jak Ksiądz Biskup wspomina ten czas?

W Oleśnicy była wówczas tylko jedna parafia, św. Jana Apostoła, licząca prawie 38 tysięcy parafian. Proboszczem był ks. infułat Franciszek Sudoł, ksiądz bardzo zasłużony dla parafii i miasta. Był to dla mnie wspaniały okres uczenia się duszpasterstwa. Zajmowałem się tam między innymi duszpasterstwem młodzieży licealnej i prowadziłem oazę przy parafii, a także gdy w 1981 roku Ksiądz Proboszcz powierzył mi także pieczę nad budowami kaplic filialnych w Smardzowie, Nieciszowie i Bystrym, a po wydaniu przez władzę pozwolenia na budowę nowego kościoła w Oleśnicy pw. Matki Bożej Miłosierdzia pomagałem także w tym zbożnym dziele Księdzu Infułatowi.

Potem były studia specjalistyczne na Uniwersytecie św. Tomasza „Angelicum” w Rzymie. Co utkwiło w pamięci z tamtych lat?

Okres studiów w Rzymie to przedłużenie młodości studenckiej. Wyświęcony zostałem w pierwszym roku pontyfikatu Ojca Świętego Jana Pawła II i jak wszyscy kapłani w tym czasie, którzy byli w Rzymie, byłem szczęśliwy, że mogłem być tuż obok Ojca Świętego Jana Pawła II
i przyglądać się Jego służbie Bogu i wielkiemu otwarciu na drugiego człowieka.

Po obronie doktoratu przez rok był Ksiądz Biskup proboszczem w Polskiej Misji Katolickiej w Dortmundzie. Czy pobyt tam miał wpływ na kształtowanie młodego kapłana?

Przez cały czas studiów rzymskich miałem w sobie wielkie pragnienie, by pracować w duszpasterstwie, i po studiach w Rzymie ks. kardynał Henryk Gulbinowicz zadecydował, że pojadę najpierw pracować wśród Polonii w Niemczech, w Polskiej Misji Katolickiej w Dortmundzie, gdzie zostałem proboszczem. Był to czas twardej szkoły, gdzie w praktyce uczyłem się tego co znałem w teorii. Był to też czas poznawania wielu problemów ludzkich, w różnym wymiarze. Tam w parafii był schorowany kapłan — ks. Tokarek, który darzył żywym kultem św. Józefa. Poprosił mnie do siebie i zapytał — „Czy ksiądz odprawia nabożeństwa do św. Józefa? Bo u nas w środę jest nowenna”. Odpowiedziałem, że „będę odprawiał”. On nalegał jednak — „Ale czy ksiądz jest przekonany? Bo św. Józef uratował mi życie w obozie koncentracyjnym w Dachau. Ja mu obiecałem nie tylko modlić się, ale także przekazywać innym jego świadectwo”.

Od tamtych dni włączyłem Litanię do św. Józefa do swoich modlitw. Troskliwego Obrońcę Jezusa proszę, aby wspierał mnie w działaniu i strzegł przed błędami. Wierzę, że św. Józef obecnie pomaga mi w prowadzeniu Kościoła kaliskiego. Uważam, że swój powrót do zdrowia zawdzięczam też temu Wielkiemu Orędownikowi spraw ludzkich. Nie trzeba przeżyć obozu, aby wierzyć w realną opiekę i pomoc św. Józefa. Święty Józef, choć milczący, jest mi bardzo bliski.

W 1987 roku powrócił Ksiądz do Wrocławia, gdzie jako kapłan służył Bogu i ludziom. Nie sposób wymienić wszystkich funkcji, które Ksiądz Biskup wtedy pełnił. Na pewno ten czas odegrał dużą role w życiu Księdza Biskupa?

Rzeczywiście rozliczne funkcje wypełniały mój czas prawie w całości, jednak najwięcej radości dawała mi od 1989 roku praca w Caritas Archidiecezji Wrocławskiej, gdzie organizowana była cała prowadzona na terenie archidiecezji akcja charytatywna. Zawsze leży mi na sercu dobro bliźnich, których Bóg stawia na mojej drodze i wiem, że istnieje wielka potrzeba, aby służyć innym w każdym miejscu i czasie, gdzie Opatrzność pozwala nam realizować nasze powołanie. W Caritas współpracowaliśmy z ośrodkami opieki społecznej, sierocińcami, przedszkolami, domami starców, kuchniami dla ubogich i szpitalami. Prowadziliśmy także formację wiernych do działalności charytatywnej poprzez organizowane dni skupienia, rekolekcji, wszelkiego rodzaju kursów informacyjno-szkoleniowych, jak i krzewienie idei wolontariatu na polu pracy charytatywnej. Caritas co roku już wtedy organizowała wyjazdy dla dzieci niepełnosprawnych. Warto także wspomnieć o pomocy przekazywanej przez Caritas w postaci sprzętu medycznego, wózków inwalidzkich, aparatów słuchowych i pomocy przy zakupie lekarstw.

26 października 1996 roku otrzymał Ksiądz nominację na Biskupa pomocniczego archidiecezji wrocławskiej. „Trzeba abym służył” — to zawołanie Księdza Biskupa. Dlaczego takie słowa?

W Kościele zawsze jest dużo do zrobienia. Miłość Chrystusa przynagla nas, aby nie zaprzestać na tym, co już jest, ale zmierzać w stronę „królestwa Bożego”. Biskupstwo widzę w kategoriach służby Panu Bogu, Kościołowi i człowiekowi, stad moje zawołanie.

Po 16 latach służby we Wrocławiu dowiaduje się Ksiądz Biskup, że wolą Ojca Świętego Benedykta XVI jest objęcie diecezji kaliskiej. Wróćmy do tego momentu. Jaka była reakcja Księdza Biskupa?

Pierwsza myśl, że Kalisz to św. Józef  i wypływająca z niej wielka radość. Dlatego nominację Ojca Świętego na biskupa diecezji kaliskiej przyjąłem zatem z wdzięcznością Opatrzności Bożej. Tak, powiem to wyraźnie — z radością i z przekonaniem powołania przez Chrystusa, podjąłem zadanie pasterzowania diecezji kaliskiej.

I tak minęło już prawie siedem lat. Jak Ksiądz Biskup ocenia ten czas?

Powiem to, co mówiłem siedem lat temu w wywiadzie udzielonym Dwutygodnikowi Diecezji Kaliskiej „Opiekun” — „Biskup jest sługą Chrystusowej Ewangelii. Swoją misję głoszenia słowa Bożego, sprawowania sakramentów i pasterskiego zarządzania, wypełnia z mandatu Chrystusa i Kościoła, czyni to ze względu na królestwo Boże”. Dzisiaj dodaję, że nie mnie oceniać tych prawie siedem lat. Staram się kontynuować tradycję.

Jubileusz 40-lecia święceń kapłańskich to czas zapewne piękny i ważny moment w życiu kapłana. To czas radości i dziękczynienia za plony życia kapłańskiego, za służbę Kościołowi i ludziom. I to właśnie dzień 19 maja 2019 roku będzie dla Księdza Biskupa dniem wyjątkowym. Za co Ksiądz Biskup będzie dziękował Panu Bogu?

Za każdy miniony dzień, ponieważ jest to czas łaski.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama