Owocem Ducha Świętego jest opanowanie

O darach Ducha Świętego

Dziewiątym, ostatnim z owoców Ducha Świętego wymienionym w Liście do Galatów (Ga 5,22) jest opanowanie. Człowiek, który naśladuje Jezusa Chrystusa posiada jeden cel: życie wieczne w chwale Bożej i postępuje tak, aby być gotowym na spotkanie ze swoim Panem. Duch Święty może nas wspomagać i chronić w czystej, wiernej miłości dziecka Bożego. Może też nam pomóc (jeśli się na Niego otworzymy) w opanowaniu mowy i czynów, by mieć zawsze oczy i serce otwarte, skierowane na Jezusa oraz nasze siostry i braci.

W kontaktach z tymi, którzy stają na naszej drodze trzeba często wykazać się dużym opanowaniem, panowaniem nad sobą, szczególnie, gdy słyszymy posądzenia, oskarżenia, obelgi, obmowy na nasz temat. Sam niejednokrotnie tego doświadczyłem i byłem wystawiany na próbę. Na przykład takie posądzenia: patrzcie, założył Stowarzyszenie ODNOWA RODZIN, aby zrobić karierę polityczną, organizuje jakieś spotkania, aby "wypłynąć", "błyszczeć". Są to najczęściej ataki przez osoby, które nic, lub prawie nic nie robią dla innych, dla Kościoła, a którzy podświadomie uważają, że jeżeli innych zdyskredytują, obniżą ich autorytet, to przez to sami zaistnieją i dystans między ich miernotą, biernością będzie bliższy do innych, a poprzez to osiągną korzyść. Takie działanie może napawać smutkiem, przynosić zniechęcenie. Zawsze jednak staram się (dzięki łasce Bożej) wytrwać w dobrym, nie zawracać z drogi, wszak kiedyś powiedziałem Chrystusowi, słowami piosenki: Krzyż jest przede mną, świat za mną został, nie wrócę już, nie wrócę już. Najważniejsze to w opanowaniu przeczekać trudne chwile i patrzeć na owoce. Znamy słowa Jezusa: poznacie ich po ich owocach (Mt 7,20). Dziękuję Bogu za to, że oglądając się wstecz, nie wstydzę się moich owoców, do których miedzy innymi należą: dzieła ewangelizacji w naszym mieście, m.in. w hali Włókniarza, na stadionie Hetmana, Pielgrzymka Mężczyzn do Krypna, kongresy ruchów i stowarzyszeń katolickich i inne spotkania, które dane mi było współorganizować jako przewodniczący Rady Ruchów Katolickich Archidiecezji Białostockiej, czy jako koordynator Odnowy w Duchu Świętym. Zawsze z wdzięcznością patrzę wstecz i dziękuję Bogu, za to, że mogliśmy czynić Jego dzieła na chwałę Jezusa i ku pożytkowi innych. To, że były to dobre dzieła świadczą właśnie dobre owoce. Wymienię tylko niektóre: nawrócenia do Jezusa konkretnych osób, współpraca między członkami ruchów i stowarzyszeń, przyjaźnie, wzajemna miłość, szacunek, dobra współpraca między świeckimi a duchownymi w naszym mieście.

Ale zły duch nie spał i starał się rozbić te dobre dzieła, między innymi rozbić naszą jedność. Pojawiały się kolejne ataki z różnych stron, które się nasilały. Doszło do tego, że podjęto próbę "sprzedaży" mego stanowiska, w pewnym sensie i mnie, przez jednego z ważnych tzw. chrześcijańskich polityków za kilka stanowisk w urzędzie marszałkowskim. Zaręczam, że potrzeba było wielkiego opanowania, aby tym, którzy to robili nie dać po porostu w twarz. Bo jak można godzić się na takie czyny, które są niegodne zwykłego człowieka, a co dopiero chrześcijanina, członka Akcji Katolickiej lub innego ruchu czy stowarzyszenia katolickiego. Opanowanie, łaska Boża pozwoliły mi jednak przetrwać te chwile i raczej modlić się za moich nieprzyjaciół. Wielkim wsparciem zawsze była mi wtedy rodzina. Dzięki modlitwie mojej żony i dzieci, którym z głębi serca zawsze dziękuję, mogłem godnie przetrwać do końca. Wierzę, że ostatecznie to Jezus czuwał nad moim stanowiskiem, jak napisano w jednej z lokalnych gazet na początku mojej pracy w Zarządzie Województwa Podlaskiego.

Doświadczyłem jeszcze wielu takich trudnych sytuacji i byłem sądzony przed różnymi gremiami, ale dzięki Bogu, dzięki opanowaniu wytrwałem godnie i nie dałem się złamać wewnętrznie, duchowo, choć musiałem odejść ze stanowisk. Dziś nie żałuję tego odejścia, bo Pan Bóg postawił mi na drodze nowych, życzliwych ludzi i dał nowe perspektywy. Natomiast ostatnie rekolekcje ignacjańskie pozwoliły mi zrozumieć te trudne doświadczenia poprzez rozważanie odrzucenia, bezpodstawnych oskarżeń, opuszczenia Jezusa przez uczniów od Ogrodu Oliwnego, aż po Krzyż. Powiedziałem sobie, skoro Ty, Jezu, wycierpiałeś niewinnie tyle obelg, niesłusznych posądzeń z taką godnością i opanowaniem, to dlaczego ja grzesznik nie mam wycierpieć tego dla Królestwa Bożego, dla mojego zbawienia. Jednak nie ukrywam, że ból wewnętrzny jest czasami duży, szczególnie, gdy jesteśmy sprzedawani za srebrniki i to przez tych, którzy deklarowali się wcześniej jako nasi przyjaciele. Pociesza mnie jednak fakt, iż ci ludzie, postępujący niegodnie - trzeba to podkreślić - odchodzą lub odeszli już z życia publicznego i ze stanowisk, których tak bronili. Dla mnie i wielu moich znajomych były to postawy gorszące i z pewnością nieprzynoszące chwały ani Bogu, ani Kościołowi. Niestety, pokusa władzy, pieniędzy zebrała swoje żniwo.

W kontekście tego, co powyżej zasygnalizowałem, bo można by na ten temat napisać książkę, pamiętam jak dziś, że po kilku tygodniach mego udziału w życiu politycznym w samorządzie województwa podlaskiego, przyszły mi na myśl dwie sceny z Pisma Świętego. Jedna dotyczyła kuszenia Jezusa na pustyni (pokusa władzy i posiadania). Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego..., jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon (Łk 4,5-7). Druga, to słowa Jezusa o faryzeuszach. Wszystkie swoje uczynki spełniają dla pokazania się ludziom, rozszerzają swoje filakteria i wydłużają frędzle, lubią pierwsze miejsca na ucztach, i pierwsze stołki w synagogach (Mt 23,5-6). Po wyjściu z kościoła, ci tzw. politycy chrześcijańscy, czasami nawet ręki nie byli w stanie podać innym. Sam się o tym przekonałem niejednokrotnie. Ta dwulicowość, ignorancja, pogarda, walka z ludźmi, a nie o sprawy ludzi, o programy, o rozwój miasta, województwa, była i niestety jest nadal zgorszeniem dla wielu. A obecne wybory do sejmiku... ? Czy nie stać nas na wykształconych, doświadczonych i prawych ludzi, którzy będą nam przewodzili? Czy nie stać nas na prawdziwe elity, na dokonywanie pozytywnych wyborów, ludzi najlepszych z najlepszych i to przede wszystkim pod względem moralnym? Czy muszą być w większości tylko mierni, bierni, ale wierni, za których musimy się potem wstydzić?

Dlaczego piszę o tym wszystkim? Z jednej strony, dlatego, że wiąże się to z tematem opanowania, a z drugiej, dla ukazania prawdy o naszej niestety smutnej czasami rzeczywistości, ale też po to, aby poszerzać nasze patrzenie na rzeczywistość, którą przecież powinniśmy współtworzyć. Nie powinniśmy tylko narzekać i biernie przyglądać się, lub udawać, że nic złego się nie dzieje. Jezus uczył nas też krytyki, a nawet upominania, kiedy czynimy źle naszym braciom, ale przede wszystkim uczył nas życia w prawdzie.

Postawy, o których wcześniej pisałem stopniowo zniechęcały mnie do polityki, do takiej polityki, w takim wydaniu, dlatego zrezygnowałem i zająłem się bardziej rodzinami i własnym kształceniem, tworzeniem nauki. Być może nie jest to całkowita rezygnacja z udziału w życiu społeczno-politycznym. Być może, doświadczenie, wykształcenie, postawa służby, którą z łaski Bożej dane mi jest pełnić przydadzą się jeszcze. Wiem, że darów, talentów nie można marnować, zakopywać, ale trzeba je pomnażać. Nadzieją napawają mnie słowa, które kiedyś, ku memu miłemu zaskoczeniu otrzymałem w liście od Jego Ekscelencji Arcybiskupa Ziemby: Niech Pan Bóg nadal błogosławi Pana pracę pro publico bono, ...ponieważ doświadczenie Pana jest bardzo cenne i potrzebne Polsce. Te słowa księdza Arcybiskupa noszę w sercu ze świadomością, że są to swego rodzaju słowa prorocze, że może spotkam jeszcze ludzi podobnie myślących jak ja, którzy nie będą walczyli z ludźmi, ale dla nich pracowali i będzie nam dane coś dobrego zrobić dla naszego wspólnego dobra.

Aby godnie przetrwać w chwilach trudnych, czytam często książeczkę O Naśladowaniu Chrystusa Tomasza a Kempis (bardzo polecam wszystkim). Znam prawie na pamięć wiele fragmentów, m.in. rozdział XXXVI O marności sądów ludzkich. W rozdziale tym czytamy: Chrystus. Synu zdaj się całym sercem na Pana i nie bój się sądu ludzkiego, skoro sumienie mówi ci, że jesteś prawy i niewinny. Znoś w ten sposób sądy ludzkie- to dobra i błogosławiona cnota, i nie za trudna dla serca pokornego, ufającego więcej Bogu niż sobie. Nie podobna też wszystkim uczynić zadość. Daj mi Panie Jezu opanowanie i wytrwałość, aby przetrwać godnie te trudne chwile, w których często trudno utrzymać język na wodzy.

Trudno jest czasami wysłuchać osobę do końca, nie przerywać jej, dać się wypowiedzieć do końca. Jak trudno jest czasami opanować się, nie wybuchnąć w emocjach, kiedy się nie zgadzamy z opinią naszego adwersarza. Prawdziwy dialog jest dla nas sprawdzianem opanowania, szacunku dla odmienności ludzkiej. Opanowanie jest postawą cierpliwości, która jest szczególnie potrzebna w pracy wychowawczej. Tak bardzo chcielibyśmy szybko dojść do celu. Wychować np. szybko dzieci poprzez kilka godzin solidnego wykładu i mieć z tym święty spokój. A tu nic... . Znowu nieposprzątane biurko, porozrzucane ubrania, niepunktualność. Pan Bóg i ludzie wystawiają nas często na próbę. Jak wiele opanowania potrzeba, by nie wybuchnąć potokiem słów, a nawet rękoczynem.

W panowaniu nad językiem, trzeba dążyć, aby nasze słowa były zawsze prawdziwe, dobre i potrzebne. Zamiast przekleństw Ewangelia proponuje nam błogosławieństwo, a emocje można też wyrazić przy pomocy słów, które nie są wulgarne. Postawa opanowania wymaga szacunku do drugiego człowieka i trzymania na wodzy własnych instynktów, takich jak żądza władzy, nadużywania władzy, wykorzystania kogoś, kto jest od nas słabszy, biedniejszy, mniej wykształcony. Opanowania potrzebują także pokusy i słabości popychające w nałogi: alkohol, seks, narkotyki, przemoc, kłamstwo, itd. Zawsze wtedy powinniśmy podjąć świadomą pracę nad sobą, by być panem trudnych sytuacji, wnoszącym w te sytuacje autentyczny pokój i poczucie bezpieczeństwa.

Gdy znamy pełnię bogactwa życia w Duchu Świętym, bogactwa które niosą owoce Ducha, jak dalece kształtują nasze życie i formują je na wzór życia Jezusa, pragnieniem każdego z nas winno stać się to, aby być napełnionym tą mocą z wysokości. Wydając owoce Ducha nie tylko stajemy się wiarygodnymi dziećmi Bożymi, ale równocześnie wnosimy w życie codzienne wiele jasnego światła, stajemy się prawdziwą światłością tego świata, a tym samym zdecydowanie wpływamy na stosunki, jakie w tym świecie panują.

Dziś, kiedy świat coraz bardziej tęskni za jednością, harmonią życia, kiedy pragnie budować wspólną Europę bez granic, my chrześcijanie wydając owoce Ducha Świętego musimy zaświadczać o jedności rozumianej w różnych aspektach. Jedności, którą należy budować jedynie na fundamencie, którym jest Jezus. Wydawajmy więc dobre, godne owoce, aby świat widząc nasze dobre uczynki, mógł pójść śladami Tego, który nas prowadzi, śladami Jezusa. Módlmy się gorąco o to i bądźmy otwarci. Niech nam Bóg mocą Ducha Świętego w tym dopomaga.

Ufam, że rozważania na temat owoców Ducha Świętego, połączone z moim świadectwem wiary i życia, może choć trochę zainspirowały do głębszej refleksji, modlitwy a może nawet zachęciły do zmiany pewnych postaw życiowych. Jeśli tak, to Bogu niech będą dzięki, ja też się wiele nauczyłem w tym czasie. Dziękuję wszystkim, którzy wspierali mnie dobrym słowem do wielogodzinnej pracy nad każdym z kolejnych artykułów, a redakcji W Służbie Miłosierdzia za umożliwienie publikacji. Bóg zapłać wszystkim. Z wdzięcznością i modlitwą za wszystkich czytelników W Służbie Miłosierdzia -

opr. aw/aw

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama