Jak to się stało?

Dzieci pytają rodziców, jak to się stało, że się spotkali i pobrali. Kiedy, gdzie, jak i kto w tym brał udział

Dzieci pytają rodziców, jak to się stało, że się spotkali i pobrali. Kiedy, gdzie, jak i kto w tym brał udział.

Jak to się stało?

Muszą to wiedzieć. Łatwiej im wtedy się określić, opisać swoją tożsamość. Na tym budują poczucie własnej wartości. Młodzi pytają swoich księży, jak to się stało, że poszli za głosem powołania. To nie prosta ciekawość. Stoi za tym potrzeba zmierzenia się z pytaniem o własną przyszłość.

Z podobnym pytaniem zwracam się dziś do ks. Bosko: Jak to się stało, że stałeś się ks. Bosko? Sprzyjały temu czasy! Chęć zapobieżenia wojnom i biedzie, prewencja w każdej dziedzinie życia, ożywienie duchowe i religijne, chęć zajęcia się dziećmi i młodzieżą, wiele porywów z serc, z których narodziły się zakony oddane wychowaniu, kształceniu, przygotowaniu zawodowemu. Taki ogólny duch czasu. Ale co dokonało się w sercu ks. Bosko? Co popchnęło go na drogę wychowania w duchu systemu zapobiegawczego. Jak to się stało?

Najpierw był dom rodzinny, a w nim przede wszystkim Mama Małgorzata. Ks. Bosko sam nazwał ją „Pramistrzynią Systemu Prewencyjnego”. Ta prosta niepiśmienna kobieta po śmierci męża stworzyła Jankowi i jego dwóm braciom bardzo szczególne środowisko życia i wzrastania. Bieda, ciężka praca, wyrzeczenia splatały się w nim z wiarą i ufnością do Boga, naturalnym szacunkiem do Kościoła, zaufaniem do siebie, radością świętowania, smakiem wolności w chwilach wolnych od zajęć, więziami z rówieśnikami. Mama wdrożyła Janka w życie wiary i sakramenty. Chętnie pozwalała mu na przewodzenie grupie rówieśników. To tak Janek po raz pierwszy w życiu poczuł smak bycia apostołem. Z tego doświadczenia wyrosło „Towarzystwo wesołości”, jakie Janek założył w latach nauki w Chieri. Na ten domowy fundament nałożyło się nieco później osobiste doświadczenie szkoły. Janek uczęszczał do podstawówki w Castelnuovo (1830-1831) i do szkoły średniej w Chieri (1831-1835). To bardzo ważny okres jego formacji. Poza odebranym wykształceniem, miał okazję poznać organizację i system szkolny, co wykorzystał w późniejszym życiu. Doświadczył też zasad wychowania szkolnego. Nabył zamiłowania do literatury i ukształtował swój sposób postrzegania świata. Tak przygotowany wstąpił do seminarium diecezjalnego w Chieri (1835-1841). To był dla niego czas skonsolidowania się jego struktury duchowej i moralnej.

W tym okresie jego formacji trzeba upatrywać korzeni przyszłej pedagogii miłości i radości oraz pedagogii obowiązku. Wiedza uzyskana w seminarium stanęła u podstaw jego późniejszego zaangażowania kaznodziejskiego, katechetycznego, pisarskiego i wydawniczego. Niezwykle ważny dla kształtowania się serca prewencyjnego ks. Bosko okazał się okres jego życia w Konwikcie Kościelnym w Turynie (1841-1844). Dzięki pomocy ks. Guala i ks. Cafasso dojrzał tu jako spowiednik, kaznodzieja i katecheta. Dzięki doświadczeniu miłosierdzia Bożego nabrał łagodności i przekonania do pedagogii dobroci. Osobiście spotkał młodzież z ulicy i poznał jej problemy. Zrozumiał, że musi ją zabezpieczyć przed złem i przed więzieniem. Z czasów studiów ks. Bosko wyniósł też umiłowanie świętych pasterzy, takich jak Filip Nereusz, Karol Boromeusz, Franciszek Salezy i Wincenty a Paolo. Nie tylko odwoływał się do ich doświadczenia, ale też w swoich publikacjach propagował ich biografie. Turyn, który wybrał na miejsce życia i pracy, ubogacał go przez całe jego życie. To tu ks. Bosko spotkał ks. Cocchi, pioniera oratoriów, przeszczepionych z Lombardii do Piemontu. Tutaj spotykał Braci Szkolnych. Posługiwał im jako kapłan, czerpał z ich pomysłów organizacyjnych, znał ich pisma duchowe. W stolicy Piemontu wielokrotnie spotykał F. Aportiego, wybitnego pedagoga, z którym podzielał zapatrywania i metody pedagogiczne. W tym też mieście związał się na wiele lat ze środowiskiem pisma „L’Educatore Primario”, dzieląc z nimi pasję dla wychowania biednych dzieci i młodzieży.

Turyn był wreszcie dla ks. Bosko terenem nieustannego poszukiwania odpowiedzi na potrzeby ludzi młodych. To dzięki tym doświadczeniom z biegiem lat serce ks. Bosko biło coraz silniej w rytmie prewencji wychowawczej. Tak to się stało.

Ks. Marek Chmielewski, salezjanin

opr. ac/ac

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama