Dlaczego mężczyźni poszukują autentyczności?

Autentyczny. Prawdziwy. Ręcznie wykonany. Klasyczny. Z prawdziwego zdarzenia. Coś jest w tych słowach, co sprawia, że poruszają duszę mężczyzny – pisze Sam Guzman. Przeczytaj fragment książki „Katolicki dżentelmen”.

W poszukiwaniu autentyczności

Autentyczny. Prawdziwy. Ręcznie wykonany. Klasyczny. Z prawdziwego zdarzenia. Coś jest w tych słowach, co sprawia, że poruszają duszę mężczyzny. Nie lubimy podróbek. Lubimy rzeczy, które są solidne, mocne i są w stanie przetrwać próbę czasu.

Przykład: od czasu kiedy byłem małym dzieckiem, fascynowały mnie stare samochody. Ojczym zabierał nas, dzieciaki, na klasyczne pokazy samochodowe, organizowane na poplamionych olejem parkingach przy McDonaldzie, gdzie do chodników przyklejone były frytki, a z głośników dobiegał głośny dźwięk Beach Boysów. Klasyczne, podrasowane samochody o wyjątkowo wysokich osiągach zaparkowane w rzędach tworzyły wrażenie dzikiego piękna. 

Pojazdy te były w stanie doprowadzić do furii jeżdżących priusami i żywiących się granolą ekowojowników. Potężne ośmiolitrowe silniki warkotały, drgały i mruczały, wydając tak silne basowe dźwięki, że czuło się ich huk w piersiach. Ponadwymiarowe samochody z turbodoładowaniem wyły i ryczały, zasysając powietrze w trzęsące się, czterocylindrowe gaźniki. Gdy kierowcy puszczali sprzęgła, uwalniając setki koni mechanicznych na drżącej nawierzchni, tańczące boczne rury buchały spalinami, a opony znikały w słupach gryzącego dymu.

To było niezwykłe. 

Nadal uwielbiam podrasowane samochody. Mustangi, chargersy, challengery, road runnery – czego byś nie chciał. Te nazwy sprawiają, że serce zaczyna mi szybciej bić. 

Ale wiesz, co kocham w tych starych samochodach? Nie tylko potężne silniki i głośne układy wydechowe. Fascynuje mnie to, że są prawdziwe – całe ze stali i gumy i napędzane benzyną. Nie ma w nich plastiku udającego chrom; żadnych kiczowatych dodatków; żadnych sztucznych wlotów powietrza; żadnych sztuczek, żadnych oszustw. Otrzymujesz to, co widzisz.

Jasne, dzisiejsze samochody sportowe są szybsze, mają lepsze osiągi szybkości na ćwierć mili i wydajniejsze silniki. Ale jest coś magicznego w tych starych pojazdach, coś, czego nie zastąpi dotykowy system nawigacji, aktywny mechanizm różnicowy (TVD) czy wskaźniki wydajności paliwa określane przez Amerykańską Agencję Ochrony Środowiska (EPA). Podrasowane samochody symbolizują czasy, kiedy stal była rzeczywiście stalą, a nie tanią imitacją – zanim wszystko było ujarzmiane i tłumione przez przesadne regulacje rządowe. Zobacz sobie scenę z filmu Bullitt, a zrozumiesz, co mam na myśli.

Ta książka nie jest o samochodach. Jest o mężczyznach. Uważam jednak, że zachodzi tu istotne podobieństwo. Współcześni mężczyźni od dziesięcioleci są na sztucznej diecie. I powiedzmy sobie szczerze – nie znosimy tego. Od bardzo młodego wieku uczy się nas, wprost lub pośrednio, że celem życia jest gromadzenie możliwie jak największej ilości masowo produkowanych towarów, począwszy od dużego domu na przedmieściach, z ogromnym telewizorem w salonie oraz najnowszym modelem SUV-a na podjeździe. Wmawia się nam, że potrzebujemy lodówki połączonej z Internetem, sterowanego głosem systemu automatyki domowej, a także najnowszego smartfona i tabletu. I żaden z tych masowo produkowanych towarów nie jest prawdziwy. Imitacja skóry, sztuczne aromaty, plastik, płyty wiórowe – wszystko sztuczne, szybko zużywające się i wymienne. Ostatnio widziałem fasadę nowego domu oklejoną imitacją kamienia. Absurd. 

Cały świat wydaje się jedną wielką iluzją. Niemal wszystko robi się w taki sposób, aby z wyglądu, dotyku, smaku przypominało coś, czym nie jest. Tak wiele w tym kłamstwa, będącego przeciwieństwem zwyczajnej uczciwości tamtych starych samochodów.

Co zatem robią mężczyźni? Buntują się. 

Ci brodaci hipsterzy z wytatuowanymi ramionami w ocieplanych kurtkach drwali – coś odrzucają. Mówią „nie, dziękuję” waniliowym przedmieściom swoich rodziców oraz pustym, zbudowanym na jedno kopyto, nowobogackim rezydencjom z profesjonalnie wypielęgnowanymi trawnikami i ogromnym SUV-om. Odwracają się plecami do kultu sztuczności. 

Co wybierają w zamian? To, co autentyczne, rzemieślnicze, lokalne i produkowane w mniejszych ilościach. To, co niesie ze sobą pewną historię, łączy się z jakimś rękodziełem, sztuką lub ma posmak tradycji „starego świata”. Mieszkają w dużych industrialnych loftach powstałych na terenach dawnych fabryk i często odwiedzają sklepy z antykami. Jeżdżą na rowerach i czytają stare książki. Wspierają małe, lokalne biznesy. Wielu z nich pali fajkę i kupuje maszyny do pisania.

Nie sugeruję, że odpowiedzią jest zostanie hipsterem. Poszukiwanie autentyczności przez hipstera może często przybierać absurdalne rozmiary. Trudno powstrzymać śmiech, widząc młodego mężczyznę z podkręconymi do góry wąsami, w szelkach, jadącego na bicyklu po zatłoczonej miejskiej ulicy. Ruchy reakcjonistyczne mają to do siebie, że szybko wymykają się spod kontroli. Prawdą jest także, że atrybuty vintage i tatuaże mogą być same w sobie sztucznymi substytutami – próżnymi pozorami maskującymi postawę infantylną. Pozostaje jednak faktem, że bez względu na to, w jakim stopniu trendy te wskazują na pewne zagubienie, są dowodem na głód czegoś istotnego. Zwracają uwagę na niezadowolenie z taniego komercjalizmu oraz sztucznych fasad charakteryzujących przedmieścia.

Hipsterzy z Brooklynu i Portlandu nie są jedynymi, którzy odrzucają sztuczne, produkowane na masową skalę towary. Nie każdy będzie poszukiwał autentyczności w ten sam sposób. Jedni zostają członkami gangów motocyklowych, inni punkami, a jeszcze inni weganami. Ilu ludzi, tyle subkultur. Ale jedna kwestia pozostaje niezmienna: mężczyźni, zwłaszcza młodzi, pragną tego, co autentyczne, przetestowane i sprawdzone i odrzucają sztuczne, wytwarzane na masową skalę alternatywy.

Pytanie brzmi: skąd mamy wiedzieć, czy my jesteśmy prawdziwi?

Błogosławieństwo samochodu lub innego pojazdu

Wydaje się, że Kościół ma błogosławieństwo na wszystko, co obejmuje także twój samochód. Bez względu na to, czy masz na podjeździe chargera z 1968 lub coś tak zwyczajnego jak minivan, oto błogosławieństwo, które ksiądz może nad nim wypowiedzieć: 
K: Wspomożenie nasze w imieniu Pana.
W: Który stworzył niebo i ziemię.
K: Pan z wami.
W: I z duchem twoim.
K: Módlmy się. Panie Boże, bądź skłonny do wysłuchania naszych modlitw i pobłogosław ten pojazd Twoją świętą ręką. Wyznacz świętych aniołów jako eskortę, która zawsze będzie osłaniać jego pasażerów i uchroni ich od wypadków. I jak kiedyś przez diakona Filipa dałeś wiarę i łaskę Etiopczykowi siedzącemu w swoim powozie i czytającemu Pismo Święte, tak teraz wskaż drogę do zbawienia swoim sługom, abyśmy wzbogaceni Twoją łaską dążyli do dobrych uczynków i po wszelakich sukcesach i porażkach tego żywota, dostąpili pewnego szczęścia w życiu wiecznym. Przez Chrystusa, Pana naszego.
W: Amen.

Fragment pochodzi z książki „Katolicki dżentelmen” Sama Guzmana (Wydawnictwo W drodze).

Dlaczego mężczyźni poszukują autentyczności?

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama