Poślubiła ateistę. Po jej śmierci został księdzem. Niezwykła biografia Elżbiety i Feliksa Leseur

„Połączeni przez miłość, podzieleni przez wiarę. Historia Elżbiety i Feliksa Leseur” – w kwietniu ukaże się przetłumaczona na język polski biografia żyjących na przełomie XIX i XX w. we Francji małżonków: katoliczki i agnostyka. To historia o wytrwałości w modlitwie, cichej walce o nawrócenie oraz szacunku dla wolności drugiego człowieka. Elżbieta Leseur jest kandydatką na ołtarze.

To był najstraszliwszy dzień w życiu Feliksa Leseura – wybitnego lekarza, dziennikarza i znanego polityka. 3 maja 1914 roku odeszła jego ukochana żona. Pogrążony w beznadziei sięgną do szuflady swojego biurka. Ku swojemu zaskoczeniu znalazł w nim zaklejoną kopertę, a której widniał napis: „Mój duchowy testament dla Feliksa”.

Zostaniesz apostołem Chrystusa…

Z wielkim wzruszeniem i łzami w oczach przeczytał słowa swojej żony napisane w 1905 roku, dziewięć lat przed śmiercią. Wiedziała, że umrze przedwcześnie.

„Prosiłam Boga wszechmogącego, aby zesłał mi wystarczająco duże cierpienie, aby odkupić twoją duszę. W dniu, w którym umrę, cena zostanie zapłacona. Nie ma większej miłości nad tę, gdy żona oddaje życie za swojego męża” – napisała.

Powierzyła mu misję, by dużo się za nią modlił, i swymi uczynkami o niej świadczył przed Bogiem. W zamian obiecała, że po śmierci, swymi modlitwami uprosi mu nawrócenie, zapewniając męża, że kiedyś i on zostanie apostołem Jezusa Chrystusa i żywym członkiem Kościoła. Zdziwiły go bardzo te słowa. Feliks był zagorzałym ateistą.

Miłość widać było gołym okiem

Elżbieta i Feliks poznali się przypadkiem podczas wakacyjnego pobytu w Passy, gdzie obie rodziny zazwyczaj spędzały lato. Elżbieta – niezwykle oczytana, prędko zauroczyła studenta medycyny Feliksa Leseura swym szykiem, pięknem, żywym intelektem i wszechstronnym wykształceniem. Spodobało mu się jej radosne usposobienie, spontaniczny i interesujący sposób rozmowy. Ich komitywę widać było gołym okiem, dla wspólnych znajomych stało się zatem jasne, że najwyraźniej się pobiorą. Oficjalne zaręczyny miały miejsce 23 maja 1889 roku w gronie rodzinnym. Na wspólnym kobiercu stanęli 31 lipca 1889 roku. Mieli wiele wspólny pasji. 

„Łączyło ich zamiłowanie do czytania książek, wspólnych podróży i towarzyskich wydarzeń, doskonale rozumieli się na poziomie intelektualnym i kulturalnym. On był dziennikarzem, ona nie pracowała zawodowo, ale stale się dokształcała i udzielała charytatywnie. Kochali się bardzo pomimo tego, co ich dzieliło: Elżbieta była osobą głęboko wierzącą, zaś Feliks, który obracał się w politycznym środowisku francuskich antyklerykałów, był ateistą wrogo nastawionym wobec wszystkiego, co religijne, a więc także wobec wiary swojej żony” – pisze we wstępie autorka biografii Elżbiety i Feliksa Leseur, Bernadette Chovelon „Połączeni przez miłość, podzieleni przez wiarę. Historia Elżbiety i Feliksa Leseur”, która będzie miała premierę w kwietniu na Targach Wydawców Katolickich. Książka ukazała się w 2015 r. we Francji, w tym roku trafi także do polskich czytelników.

Obrzydliwa walka z wiarą  

Głęboko wierząca Elżbieta dopiero tuż przed ślubem dowiedziała się, że wychodzi za mężczyznę, który świadomie został agnostykiem, wyrzekając się wiary przekazanej przez rodziców. Obie rodziny były wierzące, zatem dla wszystkich oczywiste było, że przyszli małżonkowie podzielają światopogląd rodziców. Choć byli szaleńczo w sobie zakochani, mąż starał się ze wszystkich sił wyplewić wiarę z serca żony. Podsuwał jej antyklerykalne książki, fundował luksusowe podróżnicze i towarzyskie życie, które miało odciągnąć ją od modlitwy. Na jakiś czas mu się to w pewien sposób udało...

„Rozpocząłem tę obrzydliwą walkę z jej wiarą, najpierw cicho i ukradkiem, w kolejnych zaś latach, szczególnie w 1896 i 1897 roku, otwarcie i zaciekle. Kiedy braliśmy ślub, oświadczyłem, że będę oczywiście szanował katolicką wiarę i religię, czasami chodziłem z Elżbietą na mszę. I tyle. Nie praktykowałem. Prawdę mówiąc, nie przykładałem żadnej wagi do przekonań, których nie podzielałem, a które były mi całkowicie obojętne. Dlaczego zmieniłem podejście? W jaki sposób utraciłem zmysł religijny i stałem się sceptykiem, żywiąc wrogi stosunek do wiary? (…) Wytężając umysł, szukałem motywów do niewiary, jak prawdziwy chrześcijanin szuka przyczyn swojej wiary. Zawsze interesowała mnie historia religii, a wojująca egzegeza dawała mi oręż do walki z katolicyzmem, którego nauczyłem się nienawidzić. Karmiłem się wyłącznie pismami przeciwników Kościoła i nowoczesnymi autorami, jak Dawid Strauss, Ernest Havet, Ernest Renan, August Sabatier, Albert Réville, Alfred Loisy, Albert Houtin i inni” – pisze w notatkach.

Mam przed sobą wielkie zadanie

Elżbieta nigdy nie starała się polemizować z mężem na temat wiary. Za to on robił to zaciekle nie tylko w domu, ale piórem, jako dziennikarz. Uważała, że doprowadziłoby to tylko do dyskusji, a nawet próżnych i bezowocnych kłótni. Zamiast tego świadczyła o Bogu przez swą miłość, sposób mówienia, radość życia, zachwyt nad pięknem natury oraz radość płynącą z przyjaźni i podróżowania.

„Dzięki pogodzie ducha i sile, które pragnę posiąść, udowodnię, że chrześcijańskie życie jest piękne i wielkie oraz że niesie z sobą radość. Pielęgnując w sobie wszystkie wyższe czynności psychiczne, będę głosić, że Bóg jest Najwyższym Rozumem, a ci, którzy mu służą, mogą bez końca czerpać z tego błogosławionego źródła intelektualnego i moralnego światła. Żeby dawać, trzeba zdobyć” – pisze w swoich duchowych notatkach Elżbieta.

Zaczyna świadomie, w świetle sakramentu małżeństwa dbać o rozwój i wzrost ich małżeńskiej miłości. „Mam przed sobą wielkie zadanie, a po ludzku żadnej pomocy, by je wykonać. Być może pewnego dnia doświadczę wielkiej radości, widząc, jak moja wiara, która jest dla mnie całym życiem, jest rozumiana i podzielana przez tych, przez tego, którego tak kocham. Wszystkie cierpienia, których to wymaga, ofiaruję za drogie mi dusze. Nic się nie marnuje, żadne cierpienie, ani jedna łza” – pisała w swoim „Dzienniku”.

Listy do niewierzących

Taki jest tytuł książki, którą Feliks wydał po śmierci żony. „Listy do niewierzących” to sto sześć listów napisanych przez Elżbietę do swoich przyjaciół i ludzi, z którymi się spotykała. Nigdy nie starała się nikogo „nawracać”, zbyt szanowała poglądy drugiego człowieka. „Starała się przede wszystkim z prostotą i dyskrecją ukazać swe wnętrze, to, co nią kierowało i dawało siłę w doświadczeniach i chorobach” – pisze biografka.

Tym, co porusza we wszystkich czynach i słowach Elżbiety, jest miłość. Miłość do męża, do bliskich, do każdego bez wyjątku, także do nieznajomych, o których mówi ogólnie: dusze. Za te rozproszone po całym świecie „dusze” czuje się odpowiedzialna i modli się nieustannie, ofiarując wszystkie cierpienia.

Z Feliksem nie doczekali się potomstwa. Własne macierzyństwo zastąpiła głębokim uczuciem „macierzyństwa duchowego” w stosunku do dzieci rodzeństwa – przekazując im wiarę, przygotowując do pierwszej Komunii świętej.

Dla siebie surową, dla innych ujmującą

Choroba, na którą zapadła w 1907 r. była „największym doświadczeniem jej życia”. Mimo to starała się prowadzić towarzyskie życie – odwiedzali ją przyjaciele. Dużo czytała i dbała o siebie, by być dla męża „użyteczną i przyjemną”. Uważała to za „obowiązek stanowy”. „Głębiny duszy i wewnętrzne życie wiary zachować dla Boga jedynie. Dawać innym pogodę ducha, wdzięk, dobroć, pożyteczne słowa i uczynki. Sprawić, by przeze mnie umiłowano prawdę chrześcijańską, lecz mówić o niej jedynie na wyraźne, a przynajmniej dość jasne zapytanie, kiedy wydaje się to opatrznościowe (…) Dla siebie być surową, dla innych ujmującą na tyle, na ile to możliwe” – zapisywała w „Dzienniku”.

Miłość silniejsza niż śmierć

Mimo różnic w wierze i choroby żony, małżonków wciąż łączy płomienna miłość, o czym świadczą ich listy. Podczas rozłąki spowodowanej pracą Feliks pisze do żony:

„Moja ukochana, ależ ten dzień wydał mi się długi i pusty. Zdecydowanie jesteś moim aniołem stróżem i kiedy Ciebie nie ma, nic nie jestem wart. Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo jesteś mi niezbędna”. I: „Ten list jest szczęśliwie ostatnim, który napiszę do Ciebie, a radością napełnia mnie myśl, że jutro będę przy Tobie, mogąc w końcu ucałować Cię naprawdę. Raduję się tą myślą”.

W odpowiedzi Elżbieta pisała: „Mój kochany, te dwadzieścia lat wspólnego życia, ścisłej więzi serca i umysłu, stworzyły między nami, mam nadzieję, miłość naprawdę silniejszą niż śmierć i gdybym miała żyć bez Ciebie, zaszyłabym się w samotności i świat stałby się dla mnie ciężarem”.

„Do końca bardzo się kochali. Lubili wygodę, podróże i wieczory spędzane z przyjaciółmi. Z entuzjazmem korzystali z zachodzących w świecie przemian: byli szczęśliwą parą w epoce zawrotnego postępu. Chętnie korzystali z dobrobytu możliwego dzięki technologicznym nowinkom” – pisze we wstępie do książki Bernadette Chovelon.

Przestałem ją atakować  

W 1911 roku przeszła operację złośliwego guza, a następnie została przykuta do łóżka do lipca 1913 roku. Odkąd choroba żony nasiliła się, antyklerykalizm Feliksa stał się bardziej ugodowy. On sam się zmieniał. Zrozumiał, że tylko głęboka wiara Elżbiety może pomóc jej przyjąć chorobę i przeżyć jak najlepiej te kilka lat, które jej zostały.

„Kiedy widziałem ją tak chorą, do tego jeszcze na jedną z chorób wątroby, które zazwyczaj wywołują hipochondrię, zniecierpliwienie i zniechęcenie, a którą ona znosiła z tak stabilnym nastrojem, byłem przecież zadziwiony, jak bardzo ta dusza panuje nad sobą i nad ciałem, i uznawszy, że czerpie tę wyższą siłę ze swej wiary, przestałem ją atakować” – pisał.

Zdarzały się jednak momenty, kiedy jej wiara była wyśmiewana, atakowana i krytykowana – przez męża, Bóg pomagał jej zachować wewnętrzne miłosierdzie i zewnętrzną pogodę ducha. Dużo czasu przeznaczała na modlitwę i medytację nad Słowem Bożym. Duchowym ideałem i wzorem stali się dla niej: św. Teresa z Avila i św. Franciszek Salezy. Dla odwiedzających ją przyjaciół jej wewnętrzne pogoda ducha pośród cierpienia była dla nich zagadką.

Elżbieta była przekonana, że jej misją, jest zbawiać duszę swojego ukochanego męża.

„Pokazywać mu owoce bez życiodajnych soków, moje życie, a nie wiarę, która je przemienia, światło będące we mnie, nie mówiąc o Tym, który daje je mojej duszy; objawiać Boga, nie wypowiadając Jego imienia – oto, wierzę, jedyna forma, jaką może przybrać moje pragnienie nawrócenia i uświęcenia dla drogiego towarzysza życia, mego ukochanego Feliksa” – pisała w swoim duchowym dzienniku.

Ona jest przy mnie

Po niedługim czasie okazało się, że Elżbieta cierpi także na raka piersi. Wszystkie swoje cierpienia ofiarowała Bogu w intencji nawrócenia męża, który nieustannie jej towarzyszył i wspierał. W szpitalu – choć był ateistą – czytał jej na głos ulubioną lekturę „Kwiatki św. Franciszka”.

Elżbieta zmarła 3 maja 1914 roku w Paryżu. Jej twarz była promienna, uśmiechnięta. Feliks poprosił ich wspólnego przyjaciela malarza, by utrwalił ten widok. Patrząc na zmarłą żonę, zaczął zastanawiać się, „czy jednak nie ma czegoś poza naszym materialnym światem?”.

Po pogrzebie Amelia, siostra Elżbiety, wskazała Feliksowi niewielki schowek, w którym znalazł „Dziennik” swojej żony, „Zeszyt postanowień”, „Myśli dnia każdego” i „Testament duchowy”. Pod wpływem jej intymnych, duchowych notatek zaczął się nawracać.

Miesiąc po śmierci żony, po namowie przyjaciela opuszcza Paryż i wspólne mieszkanie, które na każdym kroku przypominało mu o żonie. Był zdruzgotany i załamany. Wówczas wydarzyło się coś nadprzyrodzonego, o czym zapisze w swoim notatkach: „Miałem doprawdy niezbite wrażenie, że ona jest, jest przy mnie; pomyślałem od razu: „Ależ ona żyje, jej dusza jest przy mnie, doświadczyłem właśnie niemal namacalnie jej obecności; przemówiła do mnie; przemówiła do mnie językiem nadprzyrodzonym” – napisał we wspomnieniach.

Wyznał także, że wobec tego wydarzenia doświadczył prawdziwej wewnętrznej rewolucji: 

„Ale w takim razie, powtarzałem sobie, skoro Elżbieta żyje, a właśnie nieodparcie tego doświadczyłem, to dlatego, że dusza jest nieśmiertelna; a zatem Bóg istnieje i świat nadprzyrodzony jest prawdą filozoficzną wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami” – napisał.

Lourdes – łaska wiary

Najważniejsze jednak wydarzenie dokonało się w Lourdes. Tam, modląc się razem z pielgrzymami, otrzymał łaskę wiary.

„Gdy wrócił do Paryża, czuł się innym człowiekiem. Odczuwał potrzebę regularnego chodzenia na mszę do kościoła Saint-Pierre-de-Chaillot, codziennie czytał Ewangelię, a czynił to z tak wielkim wzruszeniem i radością, że szybko stała się dla niego prawdziwym, ożywczym pokarmem powszednim. Z biblioteczki Elżbiety wybierał jej ulubione dzieła, kształtując swą filozofię człowieka wierzącego” – pisze autorka biografii.

Zostaniesz księdzem!

Z czasem w jego sercu zrodziła się myśl, by całkowicie poświęcić się Bogu. Opanowany przez miłość, która go przekraczała, przypomniał sobie zdanie, które Elżbieta często powtarzała wtedy, gdy nie pojmował jego wagi: „Naprawdę dobrze kocha się tylko w Bogu”.

Nie wiedział, jak inaczej miałby odpowiedzieć na tę miłość, niż oddając całe swoje życie jak Elżbieta. Co i rusz wracało do niego zdanie, które młoda szwagierka Julia wyrzekła do niego kilka godzin przed śmiercią:

„Feliksie, pewnego dnia zostaniesz księdzem”. Pamiętał także rozmowę z Elżbietą w klinice kilka dni po jej operacji: „Kiedy umrę, nawrócisz się, a kiedy się nawrócisz, zostaniesz zakonnikiem. Zostaniesz don Leseur albo ojcem Leseur. Będziesz księdzem Leseur”.

I tak się staje. Zaciekły ateista i antyklerykał nie tylko się nawraca, ale wstępuje do dominikanów i przyjmuje święcenia kapłańskie. Odtąd jego życiową misją staje się przybliżanie światu postaci jego zmarłej żony – głosi rekolekcje, wydaje także jej spuściznę duchową.

Zmarł 25 lutego 1950 r. Wdowcem był lat trzydzieści sześć, z czego trzydzieści lat księdzem. Jego ostatnie słowa na łożu śmierci brzmiały: „Wieczność, cóż to za wielka tajemnica!”.

W 1934 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny Elżbiety Leseur. Żona, która ofiarowała się w intencji nawrócenia swojego męża, jest dziś służebnicą Bożą.

Oprac. na podstawie książki francuskiej doktor literatury i filozof Bernadette Chovelon „Połączeni przez miłość, podzieleni przez wiarę. Historia Elżbiety i Feliksa Leseur”, Wydawnictwo M.

 

Godło i barwy RPProjekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2023. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

« 1 »

reklama

reklama

reklama