„Odliczam minuty, aż go zobaczę”. Anna Wójcik po dwóch miesiącach zobaczy się z synem

„Informacja o tym, że prokuratura złożyła jeszcze wniosek do Sądu Opiekuńczego, gdzie zapis, artykuł 109 na który się powołała prokuratura, jest tak szeroki, łącznie z odebraniem praw rodzicielskich... Żadnej matce nie życzę tego co ja po prostu tam przeżyłam” – mówiła Anna Wójcik po opuszczeniu aresztu śledczego. 13-letni syn byłej pracownicy kancelarii premiera Mateusza Morawieckiego ma spektrum autyzmu.

Anna Wójcik wyszła z aresztu w Katowicach po godz. 13:00. Kobieta była przetrzymywana przez około dwa miesiące w związku ze śledztwem w sprawie rzekomych nieprawidłowości w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Według dziennikarza śledczego Piotra Nisztora, obciążać miały ją zeznania jednej osoby – szefa firmy Red is Bad, który także przebywa w areszcie.

Kobieta ma 13-letniego syna ze zdiagnozowanym ADHD i spektrum autyzmu. Podczas pobytu matki w areszcie chłopak próbował nawet popełnić samobójstwo. Dotychczas śledczy nie brali pod uwagę sytuacji rodzinnej kobiety. Dopiero ostatniego dnia prokurator wziął pod uwagę opinię biegłego.

Czekałam dwa miesiące

„Chwilę temu opuściłam areszt, jestem jeszcze w Katowicach, ze swoim mecenasem. Czekam na męża, który w połowie drogi do Warszawy ma mnie przejąć. Jedzie z dziećmi, jestem najszczęśliwszą osobą dziś, bo po prostu za chwilę spotkam się z moim synem” – mówiła Wójcik telewizji wPolsce 24.

Dopytywana przez dziennikarza, czy już miała możliwość telefonicznej rozmowy z chorym dzieckiem, odpowiedziała:

„Jestem w oczekiwaniu na spotkanie ze swoim dzieckiem, jestem bardzo, bardzo wzruszona. Jak tylko wyszłam od razu pierwszy telefon, jak tylko zamknęła się za mną brama aresztu, wyjechaliśmy z panem mecenasem samochodem. Od razu był telefon od mojego męża, z drogi właśnie, i rozmawiałam po prostu z moim synem. Nigdy w życiu jeszcze nie byłam tak wzruszona jak podczas tej rozmowy z dzieckiem. Odliczam te minuty, aż go zobaczę. To jest ten moment, na który dwa miesiące czekałam. Żeby w końcu uścisnąć, wycałować mojego syna”.

Przerwana terapia

„Odbieram to jako ogromną niesprawiedliwość – mówiła o swoim areszcie. – Nawet nie tyle niesprawiedliwość od losu, co niesprawiedliwość od ludzi, którzy po prostu mi ten los zgotowali. Zgotowali to mojej rodzinie, a przede wszystkim mojemu choremu synowi, ponieważ to jest niehumanitarne, żeby trzymać matkę chorego dziecka w areszcie”.

Anna Wójcik podkreśliła, że prowadziła terapię syna, a w dniu aresztowania nagle zerwano kontakt między nią a dzieckiem.

„Zostałam odizolowana na te dwa miesiące od własnego dziecka, od dziecka chorego, które potrzebuje matki, potrzebuje terapii, potrzebuje bliskości. Żaden organ państwa, żadna instytucja, nie jest w stanie zastąpić tej matczynej miłości, a przez to właśnie tej terapii w stosunku do własnego dziecka. Dzisiaj boję się, że po tych dwóch miesiącach to, co udało nam się wypracować jeszcze do stycznia – a trwało to już długo, ponieważ dziecko ma zdiagnozowane spektrum autyzmu od dłuższego czasu, więc po prostu każdy dzień to była terapia, to były rozmowy, to było wspieranie jego pasji, wspierałam go w każdym działaniu” – mówiła.

Polacy się oburzyli

Jak dodała, śledczy nie składali jej wprost „propozycji nie do odrzucenia”, ale próbowano ją złamać, by kogoś obciążyła.

„Trafiła kosa na kamień, nie udało się” – powiedziała. Nie ukrywała jednak, że w areszcie płakała.

„Informacja o tym, że prokuratura złożyła jeszcze wniosek do Sądu Opiekuńczego, gdzie zapis, artykuł 109 na który się powołała prokuratura, jest tak szeroki, łącznie z odebraniem praw rodzicielskich... Żadnej matce nie życzę tego co ja po prostu tam przeżyłam. Miałam załamanie psychiczne po tej informacji, ponieważ zdałam sobie sprawę z tego, że już wszystko jest tutaj chyba możliwe, co się może wydarzyć w stosunku do mojego dziecka i w stosunku do mnie”

– opowiadała.

Anna Wójcik dziękowała mediom, które się za nią ujęły. W podobnym tonie wypowiedział się jeden z jej obrońców, mec. Krzysztof Wąsowski.

„Polacy się oburzyli, że nie można trzymać matki chorego dziecka, która jest głównym elementem jego terapii tylko dlatego, żeby osiągnąć jakiś efekt polityczny – bo to do tego tak naprawdę się sprowadzało”- tłumaczył prawnik.

Źródła: wpolityce.pl, niezalezna.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama