Ekonomista: radzę trzymać się z daleka od kryptowalut

„Za tradycyjnym pieniądzem idzie gwarancja państwa, że jest to prawny środek płatniczy. Tymczasem kryptowaluty to jakiś zapis w komputerze, tego nie widać, nie da się dotknąć, nie wiadomo, kto jest właścicielem. To nie są żadne nowoczesne finanse, to wysoce ryzykowny, spekulacyjny instrument. I kiedy pojawi się ustawa, uśpimy ludzką czujność” – mówi dr hab. Mirosław Bojańczyk.

Echo Katolickie: Afera związana z giełdą kryptowalut nabiera tempa. Tylko że o ryzyku z nią związanym wiedziano dawno temu, a dopiero teraz politycy się nad tym pochylili. Zupełnie przypadkiem dlatego, że jeden z podejrzanych zgodził się zeznawać na niekorzyść politycznej opozycji?

Prof. Mirosław Bojańczyk: Afer jest bardzo dużo i, tak na dobrą sprawę, gdyby nie dziennikarze, to o wielu byśmy nie wiedzieli. Oczywiście są one perfidnie wykorzystywane do celów politycznych, także z tą będzie podobnie. Kwestia zaangażowania posła Romana Giertycha budzi wątpliwości i wygląda bardziej na chęć wyciągnięcia informacji oraz wykorzystania ich na własny użytek niż załatwienia jakiegokolwiek problemu.

Ale, wracając do sedna sprawy, na świecie tysiące firm typu giełdy kryptowalut upadło z bardzo różnych powodów.

W przypadku działań finansowych, które obiecują wielkie zyski, zawsze istnieje zbyt duże ryzyko, coś na rynku się źle ułoży, a z drugiej strony – pojawiają się przekręty, korupcja. W przypadku kryptowalut mamy kombinację tych dwóch elementów i coś jeszcze: wymyślono pewien instrument, którego tak naprawdę nikt nie rozumie.

To pułapka, w którą ludzie skuszeni wielkimi obietnicami dają się złapać. Tak było z Amber Gold, biznesem Janusza Palikota itp. A kiedy ludzie tracą pieniądze, wszyscy lamentują: gdzie było państwo? Jestem zwolennikiem całkowitego zakazu tego typu instrumentów. Jeśli powierzamy komuś swoje środki, warto zadać pytania: czym jest ta waluta, gdzie ona jest, kto jest właścicielem tej firmy, kto za tym stoi itp. Za tradycyjnym pieniądzem idzie gwarancja państwa, że jest to prawny środek płatniczy. Tymczasem kryptowaluty to jakiś zapis w komputerze, tego nie widać, nie da się dotknąć, nie wiadomo, kto jest właścicielem. Za takie podejście jestem krytykowany, słyszałem, że nie znam się na nowoczesnych finansach. Chcę wyraźnie powiedzieć: to nie są żadne nowoczesne finanse, to wysoce ryzykowny, spekulacyjny instrument i radziłbym ludziom trzymać się od tego z daleka.

Rząd twierdzi, że chce uregulować ten rynek, ale przecież Zondacrypto nie była polską giełdą, do tego mamy Komisję Nadzoru Finansowego, która jest gwarantem bezpieczeństwa naszych pieniędzy. Jeśli coś nie ma jej aprobaty, nie mamy szansy na odzyskanie środków – to chyba powinno dawać do myślenia?

Tak, tylko tu jest jeszcze inny wątek, bardziej psychologiczny. Jeżeli coś jest przedmiotem regulacji przez KNF czy państwo, to stanowi sygnał, że skoro państwo coś reguluje, kontroluje, możemy w to spokojnie wchodzić i inwestować. I kiedy pojawi się ustawa, uśpimy ludzką czujność. Bo jeżeli państwo reguluje, dopuszcza coś do obrotu, tym samym w jakiś sposób pośrednio potwierdza, że dany instrument jest w miarę bezpieczny. Tymczasem takie firmy zawsze będą padały, jak ma to miejsce w USA, gdzie bankrutowały ich tysiące. Kiedy ludzie zarabiają, to się cieszą, a jak firma upada, to – jak w przypadku Amber Gold itp. – przychodzą do państwa, czyli de facto podatników, żeby pokryło im straty, pytając, gdzie był KNF.

Regulowanie stwarza wrażenie bezpieczeństwa – niestety pozornego.

Jest jakieś inne rozwiązanie?

Regulacje nie rozwiążą tego typu problemów, dopóki ludzie nie zaczną po prostu myśleć. Przepisy mogą jedynie wyeliminować skrajne ryzyko, ograniczyć możliwość wyprowadzania pieniędzy. Jeden z najbogatszych ludzi na świecie mówił: nie kupuję tego, czego nie rozumiem, nie wiem, jak to działa. Wiele osób wchodzi w ryzykowny biznes, kierując się tym, że dwa, trzy lata temu można było na nim zarobić więcej niż na innych. Tylko w większości przypadków na końcu jest bankructwo, ale ludzie szybko o tym zapominają… Największym problem jest niska świadomość społeczna dotycząca w ogóle finansów czy procesów inwestycyjnych. Jestem przerażony młodymi ludźmi, których nic nie interesuje. Kiedy mówię o długu publicznym, który będą spłacali przez 50 lat, ich to w ogóle nie zajmuje. Na razie nie jesteśmy świadomi, że szykuje się nam duży konflikt międzypokoleniowy. Rośnie liczba ludzi niepracujących lub na emeryturze, którzy mimo 13. i 14. emerytury nie dostają za dużo. Wkrótce państwo nie będzie w stanie dopłacać do ich świadczeń, bo finanse się sypią. To młodzi zostaną obciążeni dodatkowymi podatkami, daninami.

Może jednak troszczą się o przyszłość finansów państwa, bo kiedy Donald Tusk zapowiedział zlikwidowanie ulgi dla młodych, bili mu brawo. Z drugiej strony rodzi się pytanie: dlaczego 24-letni, w pełni zdrowy obywatel ma nie płacić podatków, a musi to robić schorowany emeryt, który całe życie odprowadzał podatki i składki na emeryturę, z której teraz znowu musi oddawać haracz państwu?

Jeżeli mówimy o ulgach młodych ludzi, warto wspomnieć, że w tej grupie jest największe bezrobocie – nie tylko w Polsce, ale w większości krajów europejskich. Ogólnie – ze względu na nasze duże zadłużenie – jestem przeciwnikiem różnych ulg, jednak tę dla młodych oceniam pozytywnie. Młodym trudno znaleźć pracę, mają ciężką sytuację mieszkaniową, zarobki nie wystarczają na wzięcie kredytu. Wiem, że wśród starszych jest wielu biednych, jednak oni mieli więcej czasu, by zadbać o swoje oszczędności, emeryturę itp.

(…)

Przecież rząd zapewnia, że nie jesteśmy jakoś mocno zadłużeni i wszystko jest pod kontrolą.

Tak będą mówili ekonomiści tzw. rządowi: są kraje bardziej zadłużone, w stosunku do PKB nie ma tego dużo itd.

Tymczasem koszty obsługi samego zadłużenia to prawie 100 mld zł i one rosną: szacunki mówią o 110-120 mld zł w przyszłym roku.

Jednocześnie mało kto bierze pod uwagę, że rośnie rentowność obligacji w różnych krajach, czyli żeby sprzedać kolejne obligacje na finansowanie zadłużenia, trzeba dać wyższe oprocentowanie, tzn. koszty będą rosły. Żeby to zobrazować: wszystkie podatki płacone przez kilkanaście milionów obywateli Polski nie są wystarczające, aby zapłacić koszty długu, nie mówiąc o spłacie długu – to przerażające! A jeżeli ktoś nie kupi obligacji rządowych? Wtedy nie ma pieniędzy na emerytury, renty, ochronę zdrowia itd. Warto zadawać pytanie: czy można się w nieskończoność zadłużać?

Kryzys na rynku finansów jest chyba nieunikniony?

Krach musi przyjść. Od jakiegoś czasu robię pewne wyliczenia i w zeszłym roku stwierdziłem, że w ciągu trzech, czterech lat w Polsce przyjdzie bardzo duży kryzys. Nie widzę w najbliższym czasie sytuacji, gdzie nie będzie deficytu, nie będziemy wydawać więcej, niż mamy dochodów z podatków. A każdy deficyt powoduje, że dług publiczny rośnie, bo dług publiczny to skumulowane deficyty.

Czy Polska jest w stanie spłacić w ogóle te długi?

Nie, nie jest w stanie. Zresztą Amerykanie też nie są w stanie spłacić swojego zadłużenia. Dlatego wszyscy zadłużają się dalej – na poziomie centralnym, samorządów, gospodarstw domowych. Dlatego najwyższy czas zacząć oszczędzać, ograniczyć ulgi.

Każdy obywatel powie: niech posłowie zaczną od siebie…

Proszę przypomnieć sobie dwie główne propozycje rządzącej obecnie ekipy: zniesienie podatku Belki, podniesienie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł. W pierwszym przypadku zaproponowano pewną atrapę, czyli de facto oszukano ludzi. Podatek Belki został, dorzucono OKI, gdzie do pewnego limitu oszczędności podatek nie będzie pobierany. Co innego obiecywali, co innego robili. Podobnie z podniesieniem progu podatkowego – patrząc na inflację ostatnich lat, ludzie realnie płacą podatki wyższe o kilkanaście procent. Dlaczego tych progów, mimo że obiecywali, ta ekipa nie chce ruszyć?

Bo budżet jest w ruinie, ale tego nikt głośno nie powie.

Zaproponowano dodatkowy próg podatkowy, przez co ci najmniej zarabiający nic nie skorzystają, a przy okazji skomplikuje się i tak zagmatwany system podatkowy. Nie tędy droga.

Dr hab. Mirosław Bojańczyk – profesor Akademii Vistula, ekonomista, specjalista w zakresie finansów publicznych i finansów przedsiębiorstw, wyceny przedsiębiorstw, tworzenia biznesplanów oraz oceny projektów inwestycyjnych

 

Źródło: Echo Katolickie 37/2026

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« ‹ 1 › »