„Największym problemem jest brak myślenia strategicznego. Projekty pronatalistyczne były «mało odważne», fragmentaryczne, często krótkoterminowe i nastawione głównie na transfery pieniężne” – mówi dr Krzysztof Szwarc, demograf z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.
W rozmowie z Naszym Dziennikiem komentuje on najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego. Wskazują one na dalszy spadek liczby urodzeń oraz na postępujące starzenie się społeczeństwa. Współczynnik dzietności z 1,099 w roku 2024 spadł do 1,068 w roku 2025 r.
„Polska należy dziś do krajów o najniższej dzietności na świecie. Współczynnik rzędu 1,07 oznacza poziom znacznie poniżej tzw. zastępowalności pokoleń (2,1). W Europie podobnie niskie wartości notują tylko nieliczne państwa, m.in.: Hiszpania, Malta czy Włochy. Na świecie najniższą dzietność od kilku lat notuje się w Korei Południowej (poniżej 1,0). Coraz bardziej zaczynamy odstawać od naszych sąsiadów. Jednocześnie kluczowa jest dynamika spadku, która w Polsce jest wyjątkowo gwałtowna. Jeszcze w latach 2017-2019 dzietność przekraczała 1,4, a więc obecny poziom to załamanie o ponad 20 proc. w ciągu kilku lat. W wielu krajach zachodnich spadki były wolniejsze i bardziej rozłożone w czasie. To oznacza, że Polska nie tylko ma niski poziom dzietności, ale też znajduje się w fazie silnej destabilizacji demograficznej” – mówi dr Szwarc.
„Średni wiek, w którym kobiety rodzą, rośnie systematycznie od wielu lat, i to w sposób wręcz liniowy. Wzrost wieku przy pierwszym dziecku do blisko 30 lat może być postrzegany dwojako: jako czynnik determinujący spadek liczby urodzeń, a także jako konsekwencja określonych, niekorzystnych dla demografii postaw młodych osób. Jeśli mówimy o czynnikach, to oczywiście jest ich więcej: niepewność ekonomiczna (rynek pracy, kredyty mieszkaniowe), zmiany kulturowe – większy nacisk na samorealizację, edukację i karierę, problemy mieszkaniowe, trudności w łączeniu pracy z rodzicielstwem, spadek liczby małżeństw, zmiana oczekiwań wobec standardu życia i wychowania dzieci, postępująca laicyzacja społeczeństwa. To powoduje efekt «channeled fertility» – nawet jeśli intencje prokreacyjne są wyższe, to biologiczne i czasowe ograniczenia powodują, że część dzieci po prostu się nie rodzi” – podkreśla w rozmowie z Urszulą Wróbel.
„Polska znajduje się na wieloletniej ścieżce depopulacji. Prognozy spadku do około 31 mln osób do 2060 r. są realistyczne […]. Największym problemem jest brak myślenia strategicznego. Projekty pronatalistyczne były «mało odważne», fragmentaryczne, często krótkoterminowe i nastawione głównie na transfery pieniężne. Mogły zadziałać, ale bez połączenia z innymi elementami okazały się ostatecznie nie na tyle skuteczne, aby można było ogłosić sukces” – przekonuje.
Źródło: KAI / IDK / Nasz Dziennik