„Jest ze mną od 40 lat”. Świadectwo czytelniczki o niezwykłej więzi ze św. Maksymilianem

Zgubiony obrazek św. Maksymiliana odnalazł się po kilku miesiącach na podłodze autobusu, a łańcuszek z jego medalikiem – po kilku latach. Dla Lucyny Jastrzębskiej i jej rodziny obie historie stały się znakami opieki świętego, którego kult był obecny w ich domu jeszcze zanim Kościół wyniósł go na ołtarze.

„Miłość do ojca Maksymiliana pojawiła się w naszej rodzinie w trakcie wysiedlenia do Międzylesia. Wtedy nie było jeszcze wielu pewnych informacji. Krążyły jednak pogłoski o niezwykłym kapłanie, założycielu Niepokalanowa, który przebywał w Auschwitz. Mówiono, że jest odważny, posługuje więźniom i dodaje im sił, by przetrwali obozową rzeczywistość” – opowiada Lucyna Jastrzębska.

„Wiadomo dziś, że po dobrowolnym oddaniu życia za współwięźnia, Franciszka Gajowniczka, św. Maksymilian został zamknięty w celi głodowej. Po długich męczarniach został 14 sierpnia 1941 roku dobity zastrzykiem fenolu” – dodaje.

Po wojnie w rodzinnym domu nie ustawały modlitwy do Boga, aby przyjął go do nieba. „Mama Barbara zaczęła również gromadzić wszystkie dostępne numery «Rycerza Niepokalanej». W ten sposób jego obecność coraz mocniej wpisywała się w codzienność naszej rodziny” – opowiada.

„Obrazek św. Maksymiliana otrzymałam od mojego proboszcza z okazji jubileuszu jego kapłaństwa. Od tamtej chwili towarzyszył mi przez całe życie, szczególnie w trudnych momentach” – tłumaczy Lucyna.

Jedno z takich wydarzeń miało miejsce w 1985 roku. „Jechałam autobusem, by załatwić ważną i bardzo trudną sprawę urzędową. W czasie podróży obrazek św. Maksymiliana, z niewiadomych przyczyn, wypadł mi z torebki. Nie zauważyłam tego. Sprawa nie została wtedy zakończona i wyznaczono kolejny termin” – opowiada.

Przez cały ten czas polecała ją wstawiennictwu św. Maksymiliana.

„Po kilku miesiącach znów jechałam autobusem na posiedzenie dotyczące tej samej sprawy. Wchodząc do pojazdu, zobaczyłam na podłodze zdeptany obrazek. Był to właśnie mój obrazek św. Maksymiliana, który zgubiłam wiele miesięcy wcześniej” – mówi Opoce.

Do dziś nie potrafi opisać emocji, jakie jej towarzyszyły. Odebrała to jako znak, że święty, któremu zawierzyła swoją sprawę, jest przy niej. Ostatecznie sprawa zakończyła się pomyślnie. Od tamtej chwili jeszcze mocniej czuje, że św. Maksymilian jest jej opiekunem.

Medalik z wizerunkiem św. Maksymiliana

Drugie rodzinne wspomnienie wiąże się z medalikiem św. Maksymiliana i Matki Bożej Niepokalanej. Mama Lucyny nigdy się z nim nie rozstawała. Pewnego dnia zauważyła, że zaginął jej łańcuszek z medalikiem. Przeszukano cały dom, obejście, ogród i wszystkie miejsca, w których tego dnia przebywała. Niczego nie znaleziono. Mimo upływu czasu mama nie przestawała go szukać.

„Minęło kilka lat. Pewnej jesieni wyrywała buraki na polu. W pewnym momencie, razem z jednym z nich, z ziemi wyszedł zagubiony przed laty łańcuszek z medalikiem” – opowiada Lucyna.

„Dla naszej rodziny było to ogromne przeżycie. Mama, jak wspominam, płakała wtedy jeszcze bardziej niż w dniu, w którym go zgubiła. Nie chodziło przecież o wartość materialną, ale o przedmiot, który przez lata był dla niej znakiem zawierzenia Matce Bożej i św. Maksymilianowi” – dodaje.

Modlitwa, zaufanie Bogu i zawierzenie się wstawiennictwu świętych mogą dawać człowiekowi siłę, pokój i nadzieję także wtedy, gdy przychodzi mu zmierzyć się z trudnymi sprawami.

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« 1 »