„Niektórzy nie mogli zrozumieć, dlaczego kręcimy ten film. To początek pewnego przebudzenia we Francji – zwłaszcza dla katolików, którzy nie chcą dłużej być niewidzialni" – mówią Opoce Steven i Sabrina Gunnell, francuskie małżeństwo twórców. Jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy „Najświętsze Serce" 20 lutego wchodzi do polskich kich.
Agata Ślusarczyk: Francja należy dziś do najbardziej zsekularyzowanych krajów Europy. Dlaczego właśnie teraz postanowiliście opowiedzieć historię Najświętszego Serca Jezusa?
Steven: Właśnie dlatego. Gdyby Francja nie była tak bardzo zsekularyzowana, być może ten film by nie powstał. Ale impulsem była przede wszystkim bardzo osobista historia. W sierpniu 2023 roku byliśmy z rodziną na rekolekcjach w sanktuarium Notre-Dame du Laus. Pewnego wieczoru zaproszono nas do aktu poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusa.
W tamtym czasie pracowałem nad innym projektem filmowym – biografią pułkownika Arnauda Beltrame’a, który oddał życie za zakładnika podczas zamachu terrorystycznego. Z różnych powodów ten film nie mógł jednak powstać.
I wtedy – bardzo łagodnie, ale wyraźnie – Pan Bóg zaczął prowadzić nas w stronę Najświętszego Serca. Dzień po dniu pojawiały się znaki: powracające obrazy, myśli, spotkania. Zrozumieliśmy, że to nie jest przypadek, że jesteśmy do czegoś wezwani. Przyznam, że początkowo się broniłem – temat mnie przerastał, wydawał się zbyt wielki.
Ale w modlitwie dojrzewało przekonanie: to właśnie ten film mamy zrobić.
Patrzyliśmy też na świat wokół nas – coraz bardziej brutalny, zagubiony, oddalony od Boga, rozdarty przemocą i rozpaczą. I wtedy zrozumieliśmy, że orędzie Najświętszego Serca przychodzi dokładnie na ten moment: aby obudzić nadzieję, przypomnieć o miłości Boga, która trwa mimo obojętności i odrzucenia.
Sabrina: Można powiedzieć, że akt poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusa był w pewnym sensie początkiem tego filmu. Po spotkaniu i świadectwie Alicji, którą zobaczycie w filmie, moje serce zapłonęło.
To nasz dziewiąty film dokumentalny, ale pierwszy wprowadzony do kin. Zrodził się z bardzo prostej obserwacji: świat staje się coraz bardziej brutalny. Ludzie są połączeni technicznie, a jednocześnie coraz bardziej samotni. Chcieliśmy przywrócić nadzieję i przypomnieć, jak bardzo każdy człowiek jest kochany.
Czy podczas pracy mieliście poczucie, że dotykacie tematu „niewygodnego” dla współczesnej Francji – czy raczej tematu koniecznego?
Steven: Na początku byłem naiwny. Myślałem: mówimy o miłości, o Jezusie – co może być w tym kontrowersyjnego? Szybko okazało się jednak, że podczas produkcji takiego filmu napotkaliśmy wiele przeszkód. Bardzo trudno było znaleźć partnerów, współproducentów, sponsorów. Finansowanie było prawdziwą walką.
Ale im trudniej się robiło, tym bardziej byliśmy przekonani, że ten film jest potrzebny. Te przeszkody były dla nas znakiem, że idziemy właściwą drogą.
Sabrina: Ewangelia zawsze była niewygodna. Tak było za czasów Jezusa i tak jest dziś. Wielu mówiło nam, że kult Najświętszego Serca to relikt XVII wieku. A kiedy zaczęliśmy czytać pisma św. Małgorzaty Marii Alacoque, odkryliśmy, jak boleśnie aktualne jest to przesłanie. Jak mówi jeden z bohaterów filmu: „Świat umiera, bo nie wie, że jest kochany”.
Jak reagują widzowie we Francji, którzy nie identyfikują się z Kościołem?
Steven: Reakcje były skrajnie różne. Niektórzy wychodzili z kina po kilku minutach. Inni atakowali film jako „prozelicki”, „antyrepublikański”, „reakcyjny”. Pojawiały się nawet absurdalne oskarżenia o faszyzm czy rasizm.
Ale fakty mówią same za siebie: pół miliona sprzedanych biletów, film dopuszczony do rywalizacji o Cezary, projekcje na całym świecie.
Jeśli Bóg jest z nami – kto przeciwko nam?
Sabrina: Była obojętność, były wyjścia z kina, ale były też nawrócenia. I ogromna ciekawość. Wielu Francuzów nie wie dziś, czym jest Najświętsze Serce – kojarzą co najwyżej Montmartre. A to przecież historia, w której Jezus objawił się właśnie we Francji, poza Ziemią Świętą w tak wyjątkowy sposób.
Czy dziś we Francji można mówić publicznie o Jezusie bez ideologicznej etykiety?
Steven: To wciąż możliwe, choć niełatwe. Religia jest we Francji tematem wrażliwym – to kraj ukształtowany przez rewolucję i walkę z Kościołem. Ale widzimy nowe przebudzenie. Coraz więcej duchownych zabiera głos publicznie. I są słuchani.
Ataki na film to margines. Większość widzów przyjęła go bardzo ciepło.
Sabrina: Ludzie byli zszokowani skalą kontrowersji: zakazem billboardów, odwoływaniem pokazów w ostatniej chwili, a nawet symbolicznymi protestami przed kinami.
Bóg jednak zawsze potrafi przemienić zło w dobro. To właśnie dzięki tym wydarzeniom wiele osób po raz pierwszy usłyszało o filmie. W pewnym sensie był to moment przebudzenia we Francji – zwłaszcza dla katolików, którzy nie chcą już dłużej pozostawać niewidzialni.
Czy orędzie Najświętszego Serca Jezusa, skierowane niegdyś szczególnie do Francji, jest dziś wciąż aktualne?
Steven: Jest bardziej aktualne niż kiedykolwiek. Choć objawienia miały miejsce w konkretnym czasie i miejscu, to ogień tego kultu rozprzestrzenił się na cały świat – Afrykę, Ameryki, Azję. I w sposób szczególny – do Polski.
Słyszałem, że Polska była pierwszym krajem, który poświęcił się Najświętszemu Sercu Jezusa. To piękne. Dziś to właśnie wy – Polacy i inne narody, w których kult Najświętszego Serca Jest bardzo żywy – przynosicie to orędzie z powrotem do Francji. To niezwykłe.
Sabrina: Jak mówi ojciec Guibert: kult Najświętszego Serca nie jest przestarzały – on jest przed nami. Chrystus nigdy nie przestał mówić światu o swojej miłości.
Czy pracując nad filmem odkryliście coś, co szczególnie was zaskoczyło w historii relacji Francji z Najświętszym Sercem Jezusa?
Steven: Odkryliśmy bardzo wiele, przede wszystkim osobiście. Zaskoczyło nas to, że choć Jezus w szczególny sposób wybrał Francję, objawienia Najświętszego Serca miały miejsce także w innych krajach, Niemczech czy Hiszpanii. Najbardziej poruszyło nas jednak to, że św. Małgorzata Maria Alacoque została uczyniona strażniczką tego nabożeństwa we Francji. To rodzi pytanie, czym Francja zasłużyła na tak wyjątkowy dar.
W latach 1673–1675 Jezus przez długi czas objawiał się w Burgundii – w skali historii chrześcijaństwa to zjawisko bezprecedensowe. To odkrycie wciąż nas porusza i prowadzi do modlitwy.
Film uświadomił nam także, że Najświętsze Serce było obecne w naszym życiu i w naszej relacji od samego początku, choć nie zawsze byliśmy tego świadomi – nasza pierwsza wspólna podróż prowadziła do Paray-le-Monial, choć wtedy nie rozumieliśmy jej znaczenia.
Nauczył nas również, że miłość Jezusa jest jednocześnie Boska i ludzka – i że niezwykle trudno jest się jej uczyć bez sakramentów, świętych i Maryi.
Sabrina: Dla mnie najważniejsze było odkrycie, że Najświętsze Serce towarzyszyło nam od początku naszej drogi. Odkryłam je przede wszystkim w sanktuarium w Paray-le-Monial we Francji. To była nasza pierwsza podróż ze Stevenem – nie powiem, że ślubna, ale jako młodej pary narzeczonych – ponieważ było to jedyne miejsce, które znałam.
Film wchodzi do kin w Polsce 20 lutego. Czego się spodziewacie?
Steven: Nie znam jeszcze Polski, ale to kraj św. Faustyny i św. Jana Pawła II. Trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce dla tego filmu.
Sabrina: Nie możemy się doczekać spotkania z polską publicznością.
Jakie pytanie chcielibyście zostawić widzom po wyjściu z kina?
Steven: „Czy serce nie pałało w was, gdy On mówił?”. Jeśli serce zapłonie – to znaczy, że Jezus jest blisko. A to początek nowej drogi.
Sabrina: Chrystus pragnie twojej miłości. Czy odpowiesz Mu swoją? Mam wrażenie, że chrześcijanie, nawet katolicy, nie wiedzą, że można się poświęcić Najświętszemu Sercu. A przecież to jest sercem naszej wiary, jej rdzeniem, jej prawdziwym źródłem. Film jest dla nas sposobem rozpowszechniania Bożej miłości na świecie i w sercach ludzi.
Dlaczego warto pójść do kina na „Najświętsze Serce”?
Steven: Francuska produkcja realizująca tego rodzaju filmy jest bardzo rzadka – by nie powiedzieć, że niemal nie istnieje. Od dawna nie widziałem w kinie takiego filmu, zwłaszcza made in France. Dlatego do końca życia ja, Steven Gunnell, będę kręcił filmy głoszące miłość Boga – tak długo, jak Pan będzie mnie potrzebował. To wielki film, ponieważ stoi za nim wielki zespół, ale nie powstał on ani dla nas, ani dla naszej „taniej chwały”. Zapraszam chrześcijańską publiczność, by nie wahała się go obejrzeć.