Kapelan ukraińskiego wojska: odzyskujemy naszą wolność duchową, a to oznacza, że możemy też wygrać tę wojnę

Wygramy, jeśli cały nasz naród zrozumie, że trzeba jeszcze bardziej się zjednoczyć w miłości do ojczyzny i Boga, jeśli ból jednego Ukraińca będzie bólem całego narodu – uważa ks. płk Serhij Dmitrijew z Prawosławnego Kościoła Ukrainy, kapelan Sił Obrony Terytorialnej Sił Zbrojnych Ukrainy.

Krzysztof Tomasik (KAI): Co robi na froncie i kim jest płk Serhij Dmtirjew – kapelan wojska ukraińskiego?

Ks. płk Serhij Dmitrijew: W tej chwili nie jestem na froncie, ale bywam tam często a moje stanowisko nazywa się oficjalnie oficer służby kapłańskiej Dowództwa Sił Obrony Terytorialnej (TrO) Sił Zbrojnych Ukrainy. Głównym moim zadaniem jest organizowanie służby duchowieństwa w oddziałach TrO, a więc kształcenie kapelanów, nabór nowych, dbanie o to, aby wszystkie wyznania miały swych duchownych.

KAI: Jak wyglądała Wasza Wielkanoc wśród żołnierzy w drugim roku wojny? Gdzie byłeś, co robiłeś?

– Było więcej ludzi, ale też więcej potrzeb. Trzeba było dostarczyć żołnierzom np. święconki, trochę słodyczy, żeby poczuli, że są święta. Nie możemy organizować zbiórek na jakieś rzeczy religijne, bo ludzie obecnie wspierają finansowo zakup broni, dronów i innych rzeczy potrzebnych wojsku, więc trudno wymagać, żeby zrzucali się jeszcze na cele religijne. Mówiąc po polsku, każda złotówka ma swoją cenę, dlatego był deficyt w zakresie dostarczania żołnierzom symboli świątecznych. W tej sytuacji głównym zadaniem nas – kapłanów – było służenie wojskowym słowem Bożym i pociechą duchową.

Osobiście w tym roku musiałem znaleźć ok. 3 tys. święconek, ikonek i innych drobnych upominków i udało się im je przekazać.

KAI: Jaka jest obecnie sytuacja na froncie? Co Cię tam najbardziej boli i niepokoi, a z czego jesteś zadowolony?

– Przede wszystkim za dużo ludzi ginie i jest coraz więcej rannych każdego dnia i ta liczba niestety rośnie. Jeśli dawniej wśród moich znajomych żołnierzy ginęły dwie-trzy osoby w ciągu miesiąca, to teraz dotyczy to jednego dnia. Jest to na pewno bardzo trudna sytuacja.

Jeszcze w 2021 nikomu do głowy nie przyszło, że w XXI wieku wróg może napaść na Ukrainę i wielu ludzi bardzo to przeżywa, to są traumatyczne doznania. Widzimy, że różne kraje nam pomagają, ale takiej pomocy, jakiej najbardziej potrzebujemy, nie ma, a bardzo ważne jest, żeby kraje zjednoczyły się, aby powstrzymać i pokonać zło.

KAI: Jak wygląda współpraca z kapelanami innych wyznań? Jak ją oceniasz?

– Obecnie, w warunkach wojennych prawie zupełnie zatarły się różnice nie tylko między wyznaniami chrześcijańskimi, ale też międzyreligijne, m.in. między prawosławnymi a muzułmanami. Na przykład w przededniu świąt wielkanocnych pojechaliśmy z grupą naszych kapelanów prawosławnych do imama z życzeniami i zaśpiewaliśmy im kilka naszych pieśni religijnych, ale też wojskowy hymn chanów krymskich sprzed wieków i oni to bardzo dobrze przyjęli.

KAI: Czy na froncie, w obliczu wielkich tragedii, ludzie wierzą z Boga? Można spotkać się ze stwierdzeniem, iż na wojnie nie ma niewierzących. Czy to prawda?

– Owszem, często można usłyszeć takie wypowiedzi, ale nie do końca jest to prawda, bo są tam także ludzie niewierzący i pozostają nimi również na froncie. Co więcej, nierzadko nawet wierzący zadają sobie pytanie: gdzie jest Bóg, gdy ludzie strzelają do siebie i zabijają siebie nawzajem? Stale pojawiają się pytania w rodzaju: gdzie jest sprawiedliwość, gdzie prawda? To się ciągle przewija zwłaszcza wtedy, gdy ginie ktoś z bliskich czy znajomych i są to pytania zadawane nie tylko przez niewierzących.

Ale też prawdą jest, że na wojnie rzeczywiście nie ma takich ateistów wojujących, nie ma nietolerancji religijnej i politycznej. Każdy odnosi się z szacunkiem, wyrozumiale do przekonań religijnych, społecznych i innych swych towarzyszy.

KAI: Czy są wśród was również duchowni Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego (Patriarchatu Moskiewskiego)?

– Nie, nie ma żadnego przedstawiciela Patriarchatu Moskiewskiego i podczas tej pełnowymiarowej wojny ludzie zobaczyli, co to za Kościół, że nie jest on żywy, ale martwy. Porównują go z naszym Prawosławnym Kościołem Ukrainy i z innymi wspólnotami religijnymi i widzą, że gdy taki Kościół (ten promoskiewski) nie pomaga ludziom, nie stoi po ich stronie, nie ma w nim służby społecznej, miłosierdzia, to taka organizacja nie jest prawdziwie religijna. I Patriarchat Moskiewski sam dał się poznać jak taka właśnie organizacja.

Oni coś tam robią, ale wszyscy widzą, że nie jest to taka pomoc, jakiej ludzie oczekują. Jest to Kościół bardzo upolityczniony, a poza tym oni sami dokonują desakralizacji swego Kościoła. Burzą zaufanie do wszelkich organizacji religijnych. Badania socjologiczne pokazały, że obecnie na Ukrainie nie wzrosło zaufanie do wspólnot religijnych, bo ludzie widzą, jak się zachowuje Kościół Patriarchatu Moskiewskiego i to się przekłada na brak zaufania do wszystkich wspólnot religijnych.

KAI: Czy w tej sytuacji można powiedzieć, że obok walk na froncie trwa również swego rodzaju wojna na płaszczyźnie religijnej z Patriarchatem Moskiewskim?

– Nie powiedziałbym, że jest to wojna religijna. Jest to raczej wojna z organizacją religijną, wykorzystywaną do celów politycznych, jako broń polityczna, propagandowa, nawet dywersyjna, przez Federację Rosyjską przeciw narodowi ukraińskiemu. A takie postępowanie i działania są zawsze skazane na porażkę.

KAI: Jak postrzegasz wydarzenia wokół Ławry Kijowsko-Pieczerskiej?

– Patriarchat Moskiewski stara się pozostać w Ławrze, bo tam są wielkie pieniądze, duży majątek, budynki i inne nieruchomości. Obecnie przyjął strategię, podobną do tej, jaką obrali czerwonoarmiejcy pod dowództwem Tuchaczewskiego w czasie Bitwy Warszawskiej: aby łatwiej osiągnąć swój cel, czyli zdobyć stolicę Polski, założyli mundury polskich ułanów, licząc na to, że Polacy z jednej strony będą im pomagać i z drugiej że będą walczyć między sobą, podejrzewając się o zdradę. I teraz też mnisi Ławry wywieszają flagi ukraińskie, zaczynają rozmawiać po ukraińsku, mówią o sobie, że są patriotami, ale są to tylko pozory, a w gruncie rzeczy chodzi im tylko o pozostanie na miejscu i o obronę swoich pozycji.

Trzeba powiedzieć, że w wielu świątyniach Patriarchatu Moskiewskiego w innych rejonach kraju tamtejsi duchowni nie chcą np. odprawiać nabożeństw za poległych żołnierzy ukraińskich, dochodzi do pobicia naszych wojskowych w tamtych cerkwiach, na co mamy dowody w postaci zdjęć i filmów wideo. Ludzie masowo przechodzą od nich do Prawosławnego Kościoła Ukrainy. Jestem przekonany, że niebawem – za kilka tygodni, może miesięcy – Ławra Kijowsko-Pieczerska zostanie w pełni przekazana naszemu Kościołowi.

W tym roku na Wielkanoc po raz pierwszy od 300 lat w cerkwi „Trapeznej” na terenie Ławry zabrzmiała modlitwa w naszym ojczystym języku ukraińskim i w naszym ojczystym Kościele ukraińskim. A zatem obecnie trwa deokupacja duchowości Ukrainy. Jeśli więc odzyskujemy naszą wolność duchową, to oznacza to, że możemy też wygrać tę wojnę.

To jest bardzo prosta paralela: gdy Polska była podzielona między trzech zaborców, to gdy chodzi o zabór rosyjski, tam, gdzie budowano cerkwie rosyjskie, gdy próbowano ludzi nawracać na rosyjskie prawosławie, to dzięki temu, że był silny Kościół katolicki, także później dzięki takim ludziom jak kard. Stefan Wyszyński, który w dzieciństwie uczył się w szkole rosyjskiej i znał dobrze tę rzeczywistość, i dzięki innym wybitnym postaciom tamtych czasów, Polska potrafiła odzyskać niepodległość, a potem wyjść z uzależnienia od Rosji i spod okupacji komunistycznej. W tym wszystkim wielką rolę odegrała silna wiara religijna narodu polskiego. Zaborcy nie byli w stanie zniszczyć duchowości waszego narodu.

I dlatego Rosja zawsze starała się i nadal usiłuje zniewolić naród ukraiński, gdyż jeśli im się to uda, to zapanuje nad całą resztą. I widzimy, że zdołamy się w pełni wyzwolić z tego zniewolenia duchowego i to będzie nasze ostateczne zwycięstwo.

KAI: Czego potrzebujecie teraz najbardziej?

– Chyba najbardziej Ukraina potrzebuje obecnie międzynarodowej, światowej obrony parlamentarnej i politycznej. Ale też chcemy, aby Kościół rzymski jako Kościół ogólnoświatowy nazywał wojnę wojną z zabójców i agresorów także ich imionami. Ja osobiście uważam, że Watykan traktuje wojnę na Ukrainie nie jako wojnę, że nie zna dokładnie sytuacji. Uważam, iż Europa jest bardzo tolerancyjna, ale gdy toczy się wojna, na tolerancję nie ma miejsca. Myślę, że trzeba przypomnieć słowa Pisma Świętego: gdy Kain zabił Abla, Bóg zapytał go po prostu: „Dlaczego zabiłeś swego brata?” i w tym kontekście sądzę, że Kościół katolicki powinien mówić całemu światu, że Rosjanie zabijają Ukraińców i nazywać grzech grzechem.

KAI: Kiedy się skończy ta wasza Droga Krzyżowa i kiedy zmartwychwstaniecie? Przeżywamy teraz czas zmartwychwstania i Ukraina też go doświadczy.

– Myślę, że obecnie jest to czas prób dla Ukraińców, trwa on już długo. Mówimy, że wojna na naszej ziemi toczy się ponad rok, ale można też powiedzieć, że zaczęła się ponad 8 lat temu a nawet, że trwa już 300 lat. Wojna zakończy się dopiero wtedy, gdy będziemy zjednoczeni, gdy będziemy stanowili jedno, jak mówi Pan Jezus i gdy ból jednego Ukraińca będzie postrzegany jako ból całego narodu, jak głosi Pismo Święte, że ból jednego członka Kościoła jest bólem całego Kościoła. I gdy Ukraińcy to zrozumieją, to będziemy rozumieli, że musimy być jeszcze bardziej zjednoczeni. Bo gdy Ukraina jest zjednoczona w jednej wierze, w jednym języku, mając jedną armię, to będzie silna i zwycięstwo nadejdzie szybciej. Szanując siebie nawzajem w całej swej rozmaitości mamy być zjednoczeni w miłości do swej ojczyzny, do Boga w różnych Jego przejawach.

Rozmawiał Krzysztof Tomasik, kg (KAI) / Warszawa/Kijów

« 1 »

reklama

reklama

reklama