Kard. Sarah: Benedykt XVI potrafił stawić czoła pseudoliturgistom

„Nasze liturgie są często zbyt banalne i hałaśliwe, za bardzo afrykańskie i za mało chrześcijańskie” – powiedział, kard. Robert Sarah do uczestników trwającego sympozjum, które odbywa się w Senegalu.

Kard. Robert Sarah pochodzi z sąsiedniej Gwinei przez ponad 6 lat z nominacji Papieża Franciszka pełnił urząd prefekta watykańskiej Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.

Podczas odprawionej w Dakarze Mszy podkreślił, że to przede wszystkim na Zachodzie jesteśmy świadkami rozkładu wartości wynikających z wiary, a także samej pobożności i liturgii. Kard. Sarah skrytykował również chybione formy inkulturacji, kiedy usiłuje się wprowadzić do celebracji elementy afrykańskich czy azjatyckich tradycji wypaczające sprawowane przez katolików misterium paschalne. „Kładziemy tak duży akcent na te elementy kulturowe, że obrzędy trwają niekiedy po sześć godzin” – mówił hierarcha.

Afrykański purpurat przestrzegał zarazem, iż jeśli będziemy postrzegać liturgię w kategoriach wyłącznie duszpasterskiej efektywności, to grozi nam uczynienie z niej dzieła czysto ludzkiego, zbioru mniej lub bardziej udanych ceremonii. Przypomniał również wielkie zasługi w ochronie tego dziedzictwa Kościoła, jakie miał Benedykt XVI, który dzięki swej wiedzy „potrafił stawić czoła pseudoliturgistom”.


Nie dla promocji własnej kultury w liturgii
 

Już w 2016 r. kard. Sarah jeszcze jako prefekta Kongregacji Kultu Bożego odniósł się do powyższego zagadnienia podczas konferencji „Sacra Liturgia” w Londynie. Mówił:

„Myślę, że oczywistym jest nauczanie Kościoła w tej kwestii, iż katolicka liturgia jest wyjątkowo uprzywilejowanym miejscem [locus] zbawczego działania Chrystusa we współczesnym świecie, a dzięki prawdziwemu w niej uczestnictwu otrzymujemy Chrystusową łaskę i siłę, które są nam konieczne do wytrwania w wierze i do wzrostu chrześcijańskiego życia.

Liturgia jest z ustanowienia Bożego przestrzenią, do której wchodzimy, by wypełnić nasz obowiązek złożenia Bogu ofiary, jedynej, prawdziwej Ofiary. Jest ona miejscem, gdzie realizowane jest nasze głębokie pragnienie służby Wszechmogącemu. Katolicka liturgia jest więc czymś świętym ze swej natury. Katolicka liturgia nie jest zwyczajnym ludzkim zgromadzeniem.

Chcę tu podkreślić kilka bardzo ważnych spraw. To Bóg, a nie człowiek, stanowi centrum liturgii. Przychodzimy na nią, by oddać Mu cześć. Liturgia nie jest ani o tobie, ani o mnie. Nie celebrujemy w niej naszej własnej tożsamości lub osiągnięć, czy wspierania własnej kultury i lokalnych zwyczajów religijnych. Liturgia jest najpierw i przede wszystkim o Bogu i o tym, co On dla nas uczynił.

W swojej Opatrzności Bóg założył Kościół i ustanowił Świętą liturgię w tym celu, abyśmy mogli składać mu prawdziwy kult według zasad Nowego Przymierza, ustanowionego przez Zbawiciela. Czyniąc tak, wypełniając wymagania stawiane nam przez święte ryty, które rozwinęły się w Tradycji Kościoła, uświadamiamy sobie naszą prawdziwą tożsamość synów i córek jedynego Ojca.

Fundamentalnym jest byśmy zrozumieli tę wyjątkowość katolickiego kultu, ponieważ w ostatnich dziesięcioleciach widzieliśmy wiele liturgicznych celebracji, gdzie ludzie, różne osobowości i dokonania człowieka były tak uwypuklone, że niemalże wykluczyły Boga. Swego czasu zwrócił na to uwagę kard. Ratzinger, pisząc: „Jeśli liturgia ukazuje się nam jako laboratorium, w którym pracujemy, wtedy zapomina się o tym, co istotne: o Bogu. W liturgii bowiem najważniejsi jesteśmy nie my, lecz Bóg. Zapominanie o Bogu jest największym niebezpieczeństwem naszych czasów” (Joseph Ratzinger, „Teologia liturgii”, Dzieła zebrane, vol. 11, Wydawnictwo KUL, Lublin 2012, s. 653).

Nie może być żadnych wątpliwości co do natury katolickiego kultu, jeśli chcemy czytać Konstytucję Soboru Watykańskiego II o Świętej Liturgii w sposób właściwy i chcemy ją wiernie wcielać w życie. Przez wiele lat przed Vaticanum II w krajach misyjnych, ale również i w tych bardziej rozwiniętych, toczyła się dyskusja na temat możliwości udzielenia większej przestrzeni w liturgii językom narodowym – głównie w odniesieniu do czytań biblijnych, śpiewu liturgicznego, jak również innych miejsc w pierwszej części Mszy Świętej, którą dziś nazywamy Liturgią słowa.

Stolica Święta wydała wówczas wiele pozwoleń na używanie języków narodowych w administrowaniu sakramentów. I to jest kontekst, w którym Ojcowie soborowi mówili o możliwych pozytywnych, ekumenicznych oraz misyjnych skutkach reformy liturgicznej. To prawda, że języki narodowe odgrywają pozytywną rolę w liturgii. Jednakże Ojcowie, gdy dyskutowali na te tematy, nie godzili się na protestantyzację Świętej Liturgii i nie zgadzali się na to, by była ona poddana fałszywej inkulturacji.

Jestem Afrykańczykiem. Pozwólcie, że powiem to jasno: Liturgia nie jest miejscem, w którym ma być promowana moja kultura. To raczej miejsce, gdzie moja kultura otrzymuje łaskę Chrztu świętego, gdzie moja kultura jest wynoszona do Bożego poziomu. Poprzez Liturgię Kościoła, którą misjonarze zanieśli aż po krańce świata, Bóg mówi do nas, On nas zmienia i uzdalnia nas do bycia częścią Jego Boskiego życia.

Kiedy ktoś staje się chrześcijaninem, kiedy ktoś wchodzi w pełną komunię z Kościołem katolickim, otrzymuje coś więcej, coś co go zmienia. Oczywiście, różne kultury i inni chrześcijanie przynoszą dary, które ubogacają Kościół – liturgia Ordynariatu anglikańskiego obecnie w pełnej komunii z Kościołem jest pięknym tego przykładem. Oni przynoszą te dary z pokorą, a Kościół w swojej macierzyńskiej mądrości czyni z nich użytek, jak również odpowiednio je ocenia".


Źródła: vaticannews.va, pch24.pl

« 1 »

reklama

reklama

reklama