Po spotkaniu Franciszka z Javierem Milei: dwie ekonomie, dwie wizje świata. Która zwycięży?

W poniedziałek 12 lutego Franciszek spotkał się z nowym prezydentem Argentyny, Javierem Milei. Ten drugi złagodził ostatnio swój ostry i krytyczny ton wobec papieża. Jednak ich wizje ekonomii, a także szerzej – świata – nie dadzą się pogodzić ze sobą.

Okazją do spotkania była kanonizacja Mamy Antuli, pierwszej argentyńskiej świętej. Audiencja trwała ponad godzinę, znacznie przekraczając ramy czasowe przyjęte dla tego rodzaju spotkań. Jak zauważa Francisco Sánchez, który był członkiem argentyńskiej delegacji, że spotkanie było pełne „zaskakujących aspektów” i „odbyło się w bardzo serdeczny sposób, z dużą sympatią, z dużą przyjaźnią”. Według jednego z argentyńskich internetowych serwisów informacyjnych po spotkaniu Milei powiedział, że papież „był zadowolony z programu wsparcia gospodarczego i społecznego” zainicjowanego przez jego rząd.

Nie da się jednak ukryć, że obydwaj Argentyńczycy mają zasadniczo odmienne wizje gospodarki. Ekonomię Franciszka można określić mianem „integralnej” – czyli biorącej pod uwagę pełne dobro człowieka i społeczeństwa, natomiast wizja Milei to skrajnie wolnorynkowy liberalizm, w którym rola państwa sprowadzona jest do minimum, a ekonomia dominuje wszelkie sfery życia.

Perspektywa papieża Franciszka

Społeczna i gospodarcza wizja Franciszka jest istotnym tematem jego pontyfikatu. Wyraził ją w kilku ważnych dokumentach: adhortacji apostolskiej Evangelii Gaudium (2013 r.), encyklikach Laudato Si’ (2015 r.), Fratelli Tutti (2020 r.) oraz adhortacji Laudate Deum (2023 r.).

W Evangelii Gaudium znajdujemy wyraźne potępienie „nowego bałwochwalstwa pieniądza” i odrzucenie teorii „skapywania bogactwa”, twierdzącej, że poszczególni ludzie mogą bogacić się w sposób nieograniczony, a ostatecznie przyczyni się do wzbogacenia całego społeczeństwa.

Papież zauważa, że ta teoria ekonomiczna „nigdy nie została potwierdzona przez fakty, wyraża prymitywną i naiwną wiarę w dobroć tych, którzy sprawują władzę ekonomiczną i w sakralizowane działanie dominującego systemu gospodarczego”. Co więcej, tego rodzaju koncepcja „podtrzymuje styl życia, który wyklucza innych”, a „kultura dobrobytu uśmierca nas; jesteśmy podekscytowani, jeśli rynek oferuje nam coś nowego do kupienia”.

Konsumpcjonizm nie jest właściwym stylem życia, ale nie jest też właściwym modelem gospodarczym i społecznym. Jeśli na pierwszym miejscu nie stawia się pełnego dobra człowieka, ale zawęża się je jedynie do aspektów ekonomicznych – jakoby pomyślność finansowa i dostępność dóbr miała zapewnić szczęście, prowadzi to ostatecznie do kryzysu człowieczeństwa i kryzysu społecznego.

„Światowy kryzys finansów i gospodarki obnaża ich nierównowagę, a przede wszystkim brak prawdziwej troski o człowieka; człowiek jest zredukowany tylko do jednej ze swoich potrzeb: konsumpcji” – pisał Papież.

Potępienie konsumpcjonizmu i „bałwochwalstwa” pieniądza powraca często w papieskich przemówieniach. Na Drugim Światowym Spotkaniu Ruchów Ludowych podczas wizyty apostolskiej w Boliwii w 2015 r. papież potępił „nieskrępowaną pogoń za pieniądzem”, a nawet nazwał go „łajnem diabła”.

„Gdy kapitał staje się bożkiem i kieruje decyzjami ludzi, gdy chciwość pieniądza dominuje nad całym systemem społeczno-gospodarczym, rujnuje społeczeństwo, potępia i zniewala mężczyzn i kobiety, niszczy ludzkie braterstwo” – oświadczył papież.

Jak zauważa prof. Rafael Luciani z Boston College, papież „proponuje, abyśmy zmierzali w kierunku alternatywnego porządku świata, który jest policentryczny, który uznaje peryferie”, proponując „bardziej ludzkie spojrzenie na świat”, które łączy się z wezwaniem do większego „dialogu” w dążeniu do wspólnego dobra. Innymi słowy, nie chodzi tylko o nieustanne wspinanie się po drabinie ekonomicznej, ale o uznanie roli i wkładu wszystkich członków społeczeństwa, a także wszystkich krajów i kultur.

Temat prymatu człowieka nad kapitałem nie jest niczym nowym w społecznym nauczaniu Kościoła – wielokrotnie poruszał go w swych encyklikach i przemówieniach także Jan Paweł II. Już w swej pierwszej encyklice społecznej „Laborem exercens” pisał:

Trzeba podkreślać i uwydatniać pierwszeństwo człowieka w procesie produkcji — prymat człowieka wobec rzeczy. Wszystko to, co mieści się w pojęciu „kapitału” — w znaczeniu zawężonym — jest tylko zespołem rzeczy. Człowiek jako podmiot pracy — bez względu na to, jaką spełnia pracę — człowiek sam jeden jest osobą. Prawda ta posiada zasadnicze i doniosłe konsekwencje (LE 12).

Społeczne nauczanie Kościoła spogląda więc zarówno na kapitalistyczne, jak i socjalistyczne teorie ekonomiczne z pewnego dystansu, umiejscawiając je w szerszym kontekście właściwie pojmowanego dobra wspólnego i jednostkowego. Żadna teoria ekonomiczna nie może bowiem przynieść dobrych owoców, jeśli nie jest oparta na właściwej antropologii i wizji społeczeństwa. Niestety niewielu polityków i ekonomistów wsłuchuje się w głos papieży, łatwo wpadając w pułapki skrajnych koncepcji ekonomicznych – ze szkodą dla człowieka i społeczeństwa.

Javier Milei, propagator wolnego rynku

Argentyna od dziesiątków lat zmaga się z kolejnymi kryzysami ekonomicznymi. Wybór Javiera Milei, libertarianina, który sam określa się mianem „anarchokapitalisty” jest swego rodzaju społecznym aktem desperacji. Milei, nawiązując do myśli wolnorynkowych klasyków takich jak Milton Friedman i Chicago School of Economics, uważa, że rola państwa powinna być ograniczona do minimum, a „niewidzialna ręka rynku” sama uporządkuje gospodarkę. Z tego rodzaju podejściem (aczkolwiek nie aż tak radykalnym jak u Milei) mieliśmy do czynienia w „balcerowiczowskim” okresie przemian ekonomicznych w Polsce na początku lat 90-tych XX wieku. Pamiętamy, jak były one bolesne dla wielu grup społecznych, jak wysokie było bezrobocie, jak wiele ludzkiego wysiłku zostało zaprzepaszczone. Sam Jeffrey Sachs, będący w tamtych czasach guru dla Balcerowicza i polskich liberałów, przyznaje dziś, że popełnione zostały zasadnicze błędy i odwrócił się od głoszonych wówczas przez siebie teorii ekonomicznych.

Tymczasem zaraz po objęciu urzędu 10 grudnia 2023 r. Javier Milei obiecał uruchomić serię szeroko zakrojonych reform gospodarczych w stylu balcerowiczowskim, a nawet „ultra-balcerowiczowskim”. Program obejmuje masowe cięcia wydatków publicznych, reformę administracji publicznej, a nawet likwidację skarbu państwa. Argentyński prezydent pojmuje wolność w stricte ekonomicznych kategoriach. Podczas inauguracyjnego przemówienia prezydenckiego stwierdził: „Jedynym sposobem na wyjście z ubóstwa jest więcej wolności”. Podobne tezy wygłaszał na 54. dorocznym spotkaniu Światowego Forum Ekonomicznego w Davos w Szwajcarii w zeszłym miesiącu. Według niego przed całym Zachodem stoi niebezpieczeństwo socjalizmu, a w konsekwencji – ubóstwa. Rozwiązaniem problemów jest kapitalizm, który „spowodował eksplozję bogactwa od momentu, gdy został przyjęty jako system gospodarczy”. „Kapitalizm wolnego handlu jako system gospodarczy jest jedynym instrumentem, jaki mamy, aby położyć kres głodowi, ubóstwu i skrajnemu ubóstwu na naszej planecie. Dowody empiryczne są niepodważalne” – przekonywał Milei.

Owszem, istnieją dowody na to, że kapitalizm prowadzi do bogacenia się społeczeństw, nie oznacza to jednak, że bogactwo przekłada się na prawdziwy, szeroko pojęty dobrobyt rozumiany w kategoriach psychologicznych, duchowych czy socjologicznych. W liście skierowanym 17 stycznia do założyciela Światowego Forum Ekonomicznego, Klausa Schwaba, Papież Franciszek podkreśla, że „eksploatacja zasobów naturalnych nadal wzbogaca nielicznych, pozostawiając całe populacje, które są naturalnymi beneficjentami tych zasobów, w stanie nędzy i ubóstwa”. Faktem jest coraz bardziej pogłębiająca się przepaść ekonomiczna pomiędzy wąską grupą najbogatszych a całą resztą. Teorie o „skapywaniu bogactwa” nie znajdują potwierdzenia w praktyce. Cenę za bogacenie się nielicznych płacą nisko opłacani pracownicy, a także – środowisko naturalne, bezlitośnie eksploatowane w poszukiwaniu coraz większych zysków.

Problemy ekonomiczne świata są realne. Obecny model ekonomii wymaga rewizji – to nie pozostawia wątpliwości. Jednak ani szaleńcze pomysły na ustanowienie „nowego porządku świata”, ani powrót do neoliberalnych dogmatów nie rozwiążą tych problemów. Lekarstwo może się okazać gorsze od choroby. W ekonomii, w przeciwieństwie do teologii, nie ma dogmatów i trzeba ciągle na nowo szukać rozwiązań, uwzględniających różne racje i różne sposoby patrzenia na człowieka i społeczeństwo. Być może spotkanie Papieża Franciszka z prezydentem Milei było choć niewielkim krokiem ku rozszerzeniu społecznej perspektywy tego drugiego. Oby tak było – w przeciwnym razie Argentyńczyków czeka równie bolesne rozczarowanie, jak Polaków w ostatniej dekadzie XX wieku.

 

źródła: CNA, KAI, Vatican News

« 1 »

reklama

reklama

reklama