Odmówiła aborcji po diagnozie raka. Teraz jest pielęgniarką onkologiczną z powołania

U Alicji Harris w czasie ciąży zdiagnozowano raka piersi. Pomimo nacisków lekarzy odmówiła aborcji, znalazła ośrodek, który dopasował terapię do jej stanu i bezpiecznie urodziła dziecko. Później podjęła studia, została pielęgniarką, teraz zaś pracuje na tym samym oddziale, który uratował jej życie.

W 14. tygodniu ciąży Alicja Harris odkryła w piersi guzek. Sądziła początkowo, że to normalne zjawisko związane z działaniem gruczołów mlekowych. Diagnoza wykazała jednak inwazyjnego raka przewodowego, najczęstszą formę raka piersi.

„Słysząc słowa «masz raka» podczas ciąży, czułam, jakby cały mój świat się zatrzymał,” napisała dla Cure Today. „Pamiętam, jak trzymałam się za brzuch i modliłam się o siłę, nie tylko dla siebie, ale dla maleńkiego życia rosnącego we mnie.”

Lekarz zalecał dokonanie aborcji; Alicja odmówiła jednak i poszukała innej opinii, aby móc przejść leczenie w ciąży. Jak mówi dziś, to rosnące w jej łonie dziecko dawało jej motywację do przetrwania. W drugim trymestrze Harris przeszła operację usunięcia guzka, a w trzecim – chemioterapię dopasowaną do jej stanu.

„Raz córeczka kopała tak mocno podczas leczenia, że aż pielęgniarka zapytała: «To ty czy dziecko?» Odowiedziałam: «To ona daje ci znać, że też walczy.»”

Każde kopnięcie, jak mówiła, było kolejnym impulsem do dalszej walki. W 36. tygodniu odbył się przyspieszony poród i Alicja bezpiecznie urodziła córkę, Journi. Natychmiast po porodzie kontynuowała leczenie, w tym radioterapię.

„Kapitulacja nie wchodziła w grę”

Alicja wspomina, jak świadomość macierzyńskich obowiązków względem córeczki dodawała jej siły w trudnych chwilach:

„Dochodziłam do siebie po porodzie, uczyłam się opiekować noworodkiem, a mimo to nadal przechodziłam chemioterapię i radioterapię. Moje ciało było zmęczone, umysł zamglony przez chemioterapię,  często czułam, że jestem na wyczerpaniu. Ale nie poddawałam się, bo kapitulacja nie wchodziła w grę.”

Doświadczenie opieki, którą zapewniły jej pielęgniarki na oddziale, wywarło na Alicji głębokie wrażenie:

„Pielęgniarki, które się mną opiekowały, stały się wtedy moją rodziną. Nie tylko leczyły mojego raka, leczyły mojego ducha. Pytały o moje dziecko, świętowały moje małe sukcesy i dawały mi nadzieję w dni, gdy czułam, że już nie dam rady. Ich współczucie i życzliwość pozostały ze mną długo po zakończeniu leczenia. Kiedy skończyłam leczenie, przeżyłam i ja, i moje dziecko. Nazwałam ją Journi [„Podróż], bo była to moja podróż wiary, bólu i siły. Walka, którą razem z dzieckiem przeszłyśmy, zmieniła mnie na zawsze.”

„Podróż we dwie”: wsparcie matek walczących z rakiem

Alicja Harris zdecydowała się założyć fundację non-profit, którą nazwała „Journi For Two” [Podróż we dwie]. Celem było zapewnienie wsparcia kobietom w ciąży walczącym z rakiem, także po jego przezwyciężeniu.

„To dopiero był początek czegoś znacznie dłuższego. Przetrwanie nie kończy się, gdy kończy się terapia”. Nikt tak naprawdę nie rozumie, czym jest przeżycie, bo po tym wszystkim naprawdę tracisz część siebie. Przejście przez leczenie, jednocześnie z połogiem to był naprawdę trudny czas”.

Fundacja stara się oferować wsparcie zarówno finansowe, jak i emocjonalne – przez ciążę, po porodzie i macierzyństwo. Mimo to chciała zrobić jeszcze więcej, by się odwdzięczyć.

Nowy zawód, nowa misja

Harris w wieku 40 lat zdecydowała się podjąć na nowo naukę, aby zostać pielęgniarką.

„Powrót do szkoły, wychowując mojego maluszka, dochodząc do zdrowia, był jednym z najtrudniejszych rzeczy, jakie kiedykolwiek zrobiłam. Były noce, gdy uczyłam się, a córka spała na mojej piersi, czytając w kółko to samo zdanie, bo mój umysł był jeszcze zamglony po chemioterapii. Czasem zastanawiałam się, czy naprawdę dam radę, ale potem przypominałam sobie pielęgniarki, które mnie przez to prowadziły. Chciałam sama stać się kimś takim dla innych”.

Wcześniej Alicja pracowała wcześniej przez 20 lat w branży kosmetycznej. Miała poczucie, że nie jest to jej życiowe powołanie. Gdy ukończyła szkołę pielęgniarską, podjęła pracę na tym samym oddziale onkologicznym, który uratował jej życie.

„Miałam pielęgniarkę, która powiedziała mi podczas pierwszej wizyty, trzymając mnie za rękę: «Słuchaj, wszystko będzie dobrze. Kiedyś przechodziłam to samo, a zobacz, gdzie jestem dziś,»”.

Te słowa przywróciły nadzieję Alicji i zapadły jej głęboko w pamięć. Dziś podsumowuje swą życiową drogę tymi słowami:

„Bycie osobą, która wyszła z raka piersi, ukształtowało mnie jako pielęgniarkę. Jako mama, jako osoba ocalona z choroby, jako pielęgniarka, chcę, by żadna inna matka nie czuła się samotna podczas walki z rakiem.”

Źródło: Live Action

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« ‹ 1 › »