Termin „zdrowie reprodukcyjne” to eufemizm, który ma wyłącznie jeden cel: wyłączyć społeczną wrażliwość na proceder masowego zabijania nienarodzonych dzieci, na którym olbrzymie pieniądze robią instytucje aborcyjne. Rzeczy trzeba nazywać po imieniu, w przeciwnym razie stoczymy się w otchłań barbarzyństwa – wskazuje George Weigel.
Aby uświadomić sobie rozmiar tego barbarzyństwa, wystarczy spojrzeć na suche statystyki. Rzeź niewiniątek, która dokonała się na skutek legalizacji aborcji w samych tylko Stanach Zjednoczonych, przekracza swymi rozmiarami liczbę ofiar II wojny światowej na całym świecie. Mowa o co najmniej 65 milionach dzieci zabitych w łonie matek w jednym tylko kraju.
„Skoro prezydent Dwight D. Eisenhower, mógł napisać o tym rozlewie krwi, że «utrata istnień, które mogłyby być żyć twórczym życiem, zostawia blizny na umyśle współczesnego świata», co powiedziałby o 65 milionach Amerykanów celowo zabitych przed narodzinami?” – pisze z bólem Weigel.
Instrukcja, jak wyrzucić dziecko na śmietnik
„Zdrowie reprodukcyjne” nie ma nic wspólnego ze zdrowiem. „Wolność reprodukcyjna” nie ma nic wspólnego z wolnością. Jedno i drugie jest eufemizmem mającym na celu ukrycie prawdy o tym, co dzieje się podczas aborcji. Efektem jest barbaryzacja kultury i życia publicznego. „Barbaryzacja” to za ostre sformułowanie? A co powiecie na instrukcję wyrzucania dzieci na śmietnik, zawartą w niedawno opublikowanym „Ulotce informacyjnej, jak stosować pigułki aborcyjne w 14-20 tygodniu ciąży”.
Ulotka instruuje czytelniczki, aby stosowały misoprostol co 3 godziny, aż wydalą się zarówno płód, jak i łożysko oraz wskazuje, co dzieje się potem.
„CO ZOBACZYSZ?
Będziesz wydalać krew, skrzepy, płód i łożysko. Możesz nie patrzeć na to. Płód będzie miał kilka cali długości i możesz zobaczyć głowę, ramiona i nogi... Możesz poczuć pępowinę połączoną z łożyskiem. Jeśli tak, nie powinnaś ciągnąć za pępowinę.CO POWINNAM ZROBIĆ Z WYDALONĄ ZAWARTOŚCIĄ?
To zależy od miejsca zamieszkania i preferencji. Jeśli wszystko jest na tyle małe, że można spłukać w toalecie, możesz to zrobić. Jeśli byłaś w 15-16 tygodniu lub więcej, ciąża może być zbyt duża. Aby zmniejszyć ryzyko prawne, możesz owinąć ją w wiele warstw plastiku i wyrzucić do śmieci razem z innymi odpadami domowymi.”
Jeśli kogoś razi ten brutalny język, to bardzo dobrze. To znaczy, że zachował jeszcze elementarną ludzką wrażliwość, w przeciwieństwie do znacznej części amerykańskiego społeczeństwa.
Niestety anty-kultura eufemizmów sprawiła, że publicznie akceptowalne jest opisywanie dwudziestotygodniowego nienarodzonego dziecka jako „odpadów domowych”, które mają trafić do kosza na śmieci po aborcji, owinięte w wiele warstw plastiku.
Tu nie chodzi o słowa, chodzi o fakty
Tu nie chodzi wyłącznie o kwestie językowe. Chodzi o twarde fakty. W stanie Wirginia podczas listopadowych wyborów do Kongresu na karcie do głosowania ma się znaleźć proponowana poprawka konstytucyjna. Posługując się terminem „fundamentalne prawo do wolności reprodukcyjnej” jej autorzy usiłują sprawić, aby bezpłatna aborcja była powszechnie i bezwarunkowo dostępna aż do końca trzeciego trymestru ciąży, czyli do dnia narodzin, bez konsultacji medycznej i psychologicznej, bez powiadamiania rodziców małoletnich córek.
„Stan [Wirginia] nie będzie karał, ścigał ani w inny sposób podejmował negatywnych działań wobec żadnej osoby za pomoc lub wspieranie innej osoby w korzystaniu z prawa tej osoby do wolności reprodukcyjnej za jej dobrowolną zgodą”.
Mówiąc wprost: jest to próba zdjęcia wszelkiej odpowiedzialności prawnej z instytucji aborcyjnych i pracujących w nich osób. Jeden z najbardziej uznanych amerykańskich konstytucjonalistów, Edward Whelan wyjaśnia, jakie będą konsekwencje, gdy poprawka ta zostanie przyjęta:
„Załóżmy, że chłopak nielegalnie zdobywa tabletki aborcyjne dla swojej dziewczyny i zachęca ją do ich przyjmowania bez wizyty u lekarza. Dziewczyna dobrowolnie się na to zgadza. Okazuje się, że jest w ciąży pozamacicznej lub po czasie, gdy tabletki można bezpiecznie zastosować. Umiera w wyniku tego zdarzenia. Bez względu na to, jak rażące było zachowanie chłopaka, stan Wirginia nie może podjąć żadnych negatywnych działań wobec niego.” [https://eppc.org/publication/virginias-amendment-1-is-extreme-and-deceptive/]
Dokładnie o to więc chodzi: „wolność reprodukcyjna” to wolność dla aborterów i wyrok śmierci dla nienarodzonych dzieci, a także krzywda milionów kobiet, które będą ponosić konsekwencje przerwania ciąży – medyczne, psychiczne i moralne.
Swój felieton Weigel kończy odwołaniem do wybitnego historyka Christophera Dawsona, który twierdził, że „społeczeństwo jest tak wielkie, jak jego duchowe aspiracje.” Trawestując to spostrzeżenie, można powiedzieć, że wielkość społeczeństwa mierzy się miarą jego moralnej samoświadomości. Gdy społeczeństwo przyjmuje jako oczywistą prawdę, że wolność oznacza czystą samowolę, gdy przerwanie ciąży na każdym etapie jest chronione konstytucyjnie, oznacza to, że społeczeństwo całkowicie zatraciło zmysł moralny i dryfuje ku pewnej śmierci.
Źródło: georgeweigel.com
Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.