Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Tadeusz Gadacz

ŚWIĘTOŚĆ BYCIA FILOZOFEM

Droga do wiary uczniów Edmunda Husserla

Fenomenologia: "Przymierzanie się do miarę stanowiących rzeczy" (Peter Wust)

"W tych dniach przysłano mi z Ameryki pewne czasopismo, w którym jakiś jezuita - a więc jeden z ludzi waszych, siostro Adelgundis - napisał o mnie jako o filozofie chrześcijańskim. Jestem przerażony tym przedsięwzięciem nadgorliwym, zbyt pochopnym, o którym nie miałem pojęcia. (...) Nie jestem filozofem chrześcijańskim. Proszę, niech siostra zajmie się tym, abym po śmierci nie był podawany za takiego. Nieraz już mówiłem siostrze, że moja filozofia, fenomenologia, nie pragnie być niczym innym jak tylko drogą, metodą, przy pomocy której wskazuje się drogę powrotu do Boga ludziom, którzy odeszli właśnie od chrześcijaństwa i od chrześcijańskich Kościołów".

Edmund Husserl, twórca fenomenologii, wypowiedział te słowa w rozmowie z siostrą Adelgundis, jedną ze swych uczennic. Był rzetelnym myślicielem: rzetelnym aż do tego stopnia, że nie zgodził się, by zbyt pochopnie przyznano mu miano chrześcijanina, kiedy sam jeszcze uważał się za człowieka będącego w drodze... Jednak swe zadanie wykonał. Pozostawił po sobie wielu uczniów, których rzetelna filozofia mistrza doprowadziła do wiary. W atmosferze jego filozofii wzrastała nie tylko siostra Teresa Benedykta od Krzyża - Edyta Stein, ale całe grono uczniów: siostra Adelgundis Jaegerschmid, Alfred Reinach, jego siostra Paulina Reinach, słuchaczka wykładów Husserla i przyjaciółka Edyty Stein, która po przejściu na katolicyzm wstąpiła do benedyktynek w Belgii, Dietrich von Hildebrand i Zygfryd Hamburger. O tych dwóch w sposób dość zabawny napomknął Edycie Stein Hans Lipps, pytając: "Czy pani też należy do tego klubu z Monachium, który codziennie chodzi na Mszę Świętą?" Uczniem Husserla był także czeski fenomenolog, i jeśli mamy prawo tak powiedzieć, męczennik za prawdę, Jan Patočka. Do grona uczniów należeli też duchowni i teologowie, m.in.: monsignore Beaudin, ksiądz katolicki i profesor filozofii chrześcijańskiej, oraz teolog ewangelicki prof. Haering. Ich drogi życiowe były różne, losy odmienne, ale dla każdego z nich istotne znaczenie miały zarówno wiara, jak i myślenie. Z jednej strony wiara stała się ośrodkiem ich myślenia. Z drugiej to właśnie myślenie przyczyniło się do tego, że wiara stała się ośrodkiem ich życia.

*

O najwybitniejszej spośród uczennic Husserla - Edycie Stein - napisano już wiele przy okazji jej niedawnej kanonizacji. Inna uczennica, Amelia Jaegerschmid urodziła się w rodzinie protestanckiej. W młodości utraciła wiarę w Boga. Nie przestała Go jednak szukać. Miała nadzieję, że właśnie filozofia jej w tym poszukiwaniu pomoże. Tak mówiła do swego Mistrza, wspominając czasy studiów we Fryburgu: "Z wykładu na wykład czekałam na to, że Go odnajdę poprzez Pańską filozofię". Po uzyskaniu doktoratu z historii przyjęła katolicyzm w 1921 r. i wstąpiła do zakonu benedyktynek. Jej macierzystą wspólnotą stał się klasztor świętego Lioba we Fryburgu-Günterstal, gdzie często przebywała także Edyta Stein. W 1938 roku, czemu świadectwo dał Ojciec van Breda, odważnie zabierała głos na temat spraw religijnych, czym zyskała sobie uznanie w środowiskach uniwersyteckich Niemiec. Kiedy niektórzy z przyjaciół odwrócili się od Husserla z powodu jego żydowskiego pochodzenia, ona zawsze otwarcie nawiedzała jego dom. Czuwała do jego śmierci. Po śmierci otoczyła przyjaźnią wdowę, a opieką rękopisy dzieł, które z narażeniem życia przewiozła do Belgii.

Dietrich von Hildebrand urodził się 12 października 1889 r. we Florencji, zmarł 26 stycznia 1977 koło Nowego Jorku. Jego powołanie filozoficzne, jak pisał w autobiografii, zrodziło się w 15. roku życia pod wpływem dialogów Platona. Mając lat 17 rozpoczął studia filozoficzne u Pfändera i Lippsa na uniwersytecie w Monachium. Pod wpływem fascynacji "Logische Untersuchungen", które tak jak wielu innych myślicieli jego czasów uznał za przełomowe dzieło w filozofii niemieckiej, przeniósł się na studia do Getyngi. W 1913 r. uzyskał doktorat u Husserla na podstawie pracy "Idea etycznego działania". Husserl określił ją jako "mistrzowskie dzieło fenomenologiczne". W rok później, mając 25 lat habilitował się na podstawie książki "Etyczność i etyczne poznanie wartości". Do 1933 pracował jako profesor filozofii w Monachium. Jako jeden z liderów intelektualnej walki z faszyzmem, po dojściu do władzy Hitlera zbiegł do Wiednia. Stamtąd wyjechał do Francji, gdzie wykładał w Tuluzie do 1940. Ostatecznie przeniósł się do Stanów Zjednoczonych. Pracował tam jako profesor na Fordham University w Nowym Jorku. Na katolicyzm przeszedł w 1941 r. Konwersja zaoowocowała zainteresowaniem problematyką teologiczną i tak ważnymi pracami jak: "Metafizyka wspólnoty", "Istota miłości", "Etyka". W przekładzie polskim ukazały się: "Przemienienie w Chrystusie", "Serce", "Fundamentalne postawy moralne".

*

Alfred Reinach urodził się 23 grudnia 1883 r. Doktorat uzyskał u Theodora Lippsa. Także on przeszedł do Husserla zainspirowany jego "Badaniami logicznymi". Jako jego asystent organizował getyngeńskie środowisko fenomenologów. To on, a nie Mistrz był duszą tego środowiska. Kiedy wykładał w Getyndze, był bardzo młodym, wybitnym profesorem. Miał zaledwie trzydzieści lat. Kiedy zginął na wojnie, miał lat 34. "Jeżeli chodzi o umiejętności prowadzenia seminarium, to muszę powiedzieć, że był to najlepszy nauczyciel, jakiego kiedykolwiek miałem. Ani Twardowski, ani Husserl nie dorównywali mu co do umiejętności sformułowania problemów, postawienia możliwych rozwiązań" - pisał o nim Roman Ingarden. A Edyta Stein tak wspominała pierwsze spotkanie z nim: "Byłam po tym pierwszym spotkaniu bardzo szczęśliwa i pełna głębokiej wdzięczności. Zdawało mi się, że dotąd jeszcze żaden człowiek nie podszedł do mnie z taką bezinteresowną dobrocią serca. Świadczyć miłość bliskim i znanym od lat przyjaciołom - to jeszcze mogłam rozumieć. Tu jednak zachodziło coś zupełnie innego; jakbym po raz pierwszy ujrzała całkiem nowy świat".

Reinach, nie będąc zdolnym do służby wojskowej, zgłosił się sam na wojnę i usilnie starał się, aby go przyjęto. Dyktowało mu to poczucie obowiązku. Jakby wychodził naprzeciw swemu losowi. Zmarł w listopadzie 1917. Na froncie doznał jakiegoś głębokiego przeżycia religijnego, o którym niewiele wiadomo. Wiadomo jednak, że ono właśnie w znaczący sposób wpłynęło na drogę wiary Edyty Stein. "Na pogrzebie Reinacha - pisała Stein - spotkałam się pierwszy raz z Krzyżem i Bożą mocą, jakiej udziela on tym, którzy go niosą. Ujrzałam pierwszy raz w życiu Kościół w jego zwycięstwie nad ościeniem śmierci. W tym momencie załamała się moja niewiara i ukazał się Chrystus w tajemnicy Krzyża".

*

Jan Patočka urodził się w 1907 r. w Turnovie, w północnych Czechach. Wzrastał jako jeden z bardziej znaczących talentów filozoficznych Pragi. Początkowo studiował u Emanuela Radla tradycję myśli Masaryka. Pogłębiał swe studia w Paryżu, Berlinie, przede wszystkim jednak we Fryburgu, dokąd sprowadziła go fenomenologia Edmunda Husserla. Patočka był jednym z ulubionych uczniów Husserla, wybranym przez samego Mistrza do publikacji jego spuścizny. Praca ta została jednak uniemożliwiona przez nazistowską politykę i czas wojny. Patočka zdążył się jeszcze hablitować przed wydarzeniami wojennymi w oparciu o książkę "Świat naturalny jako problem filozoficzny" na Uniwersytecie Karola w Pradze. Ponieważ podczas wojny wszystkie szkoły wyższe w Czechach zostały zamknięte, mógł rozwijać swe filozoficzne badania jedynie w stowarzyszeniach naukowych, jak np. w znanym Praskim Kole Filozoficznym. Kiedy i ta działalność została zakazana, pozostały tylko kręgi przyjaciół i osobiste spotkania z uczniami. W 1945 r. odzyskał pełną możliwość pracy akademickiej. Wykłady młodego docenta, mądre i fascynujące, cieszyły się niezwykłym zainteresowaniem studentów. W 1948 roku ponownie został odsunięty od wykładów, tym razem przez władze komunistyczne. Pracował dalej w Instytucie Masaryka, a po jego zamknięciu w Instytucie Pedagogicznym, gdzie zajął się pilnie dziełami Jana Amosa Komenskiego. Był to dla niego czas pogłębiania wiary. Przyjaźnił się z wieloma teologami, w tym szczególnie z J. Sockiem, profesorem Nowego Testamentu. W 1968 r. Wiosna Praska ponownie umożliwiła mu podjęcie wykładów na Uniwersytecie Karola. Jednak znów tylko na krótki czas. Po sowieckiej interwencji i tzw. normalizacji nadszedł okres prześladowań. Patočka nie był politykiem w wąskim słowa znaczeniu. Z wyjątkiem ostatnich miesięcy swego życia nie występował wprost na arenie politycznej. Był zainteresowany polityką, ale nie polityczną praxis, lecz sensem polityczności. Był także - jako następca Masaryka i Radla - przekonanym demokratą. Bardziej chodziło mu o politykę godną człowieka, kształtowanie międzyludzkiego życia sub specie aeternitatis. Znalazło to swe odzwierciedlenie w zaangażowaniu myśliciela w ruch praw człowieka Karta 77. To, że Jan Patočka stał się rzecznikiem tego ruchu, było dla wielu zaskoczeniem. Całe swe życie spędził w ciszy, w kręgu uczniów i przyjaciół. Nagle przystąpił do szturmu. Został on spowodowany ratyfikacją przez rząd Czechosłowacji Konwencji praw człowieka. Tekst został publicznie ogłoszony, lecz praktyka życiowa była od niego odległa. Patočka pisał w jednym ze swych komentarzy: "Bez moralnych podstaw, bez przekonania, które jest czymś więcej niż sprawą sposobności... nie może funkcjonować żadna społeczność. Moralność nie jest jednak tutaj jedynie po to, aby społeczeństwo funkcjonowało, lecz po prostu po to, ponieważ człowiek jest człowiekiem... Polityka podporządkowana jest prawu, nie prawo polityce... Celem Karty 77 jest... prosta solidarność wszystkich ludzi, którzy zrozumieli, jak ważną jest etyczna orientacja dla rzeczywistej społeczności, dla jej normalnego funkcjonowania". Atak wyzwał los. Patočka wzywany był na policyjne przesłuchania. Po jednym z nich zmarł, prawdopodobnie wskutek wewnętrznych obrażeń. Stał się świadkiem i męczennikiem Prawdy. W 1946 r. napisał w jednym z artykułów słowa, które mogą stać się odzwierciedleniem jego własnego męczeństwa: "Właśnie wtedy, kiedy ginie on jako ofiara w walce, bezowocnie, a więc bez usprawiedliwienia przez wynik, może człowiek być opromieniony i spełniony. W tym spojrzeniu osiąga także określony sens owa lekkość i kruchość ludzkiego bytu. To nie żaden zewnętrzny przypadek. To granica, poza którą nie można człowieka więcej uchwycić - a więc także dalej prześladować. Granica, na której trzeba pozostać; a kto na niej trwa niezłomnie, nierozdzielnie od swego ostatecznego sensu, ten urzeczywistnił samego siebie tak, jak tylko człowiekowi jest to dane: pozostał wolnym".

*

Postawmy zatem pytanie: co było przyczyną tego fenomenu konwersji i pogłębiania wiary u uczniów Husserla, fenomenu, którego w takiej skali nie spotykamy w żadnym innym nurcie filozofii XX wieku? Sam Husserl w rozmowach z siostrą Jaegerschmid tak o tym mówił: "Życie ludzkie nie jest niczym innym jak drogą do Boga. Ja staram się osiągnąć ten cel bez dowodów, metod i podbudówek teologii, to znaczy dojść do Boga bez Boga. W swojej egzystencji uczonego muszę niejako eliminować Boga po to, aby utorować drogę do Boga ludziom takim, którzy w odróżnieniu od siostry nie posiadają pewności wiary poprzez Kościół. Ja wiem, że takie moje postępowanie mogłoby być niebezpieczne dla mnie samego, gdybym sam nie był człowiekiem głęboko przywiązanym do Boga i wierzącym w Chrystusa".

Husserl pojmował swą filozoficzną drogę jako misję. Wielekroć wspominał o świadomości swej misji. Wciąż do niej wracał. Był przekonany, że jego naukowe dążenie do prawdy zmierza do tego samego celu, co dzieło ewangelizacyjne Kościołów. "Ja pragnę tego samego, czego pragną Kościoły - mówił 31 grudnia 1934 roku - doprowadzić ludzkość do wieczności. Moim zadaniem jest próbować tego poprzez filozofię. Wszystko, co napisałem dotychczas, są to tylko prace wstępne: jest to jedynie wykuwanie metod. Do jądra, do tego co istotne, człowiek - niestety, w ciągu tylko jednego życia nie dojdzie. A jest rzeczą tak ważną, by od liberalizmu i racjonalizmu doprowadzić filozofię z powrotem do tego, co jest istotne, do prawdy. Przedmiotem każdej prawdziwej filozofii musi być kwestia bytu ostatecznego, prawdy. I to jest dziełem mojego żywota". Potwierdził to także Roman Ingarden: "W ostatecznym obrachunku [Husserl] szukał drogi do Boga jako do najwyższego absolutnego rozumu, w którym spodziewał się znaleźć swe własne udoskonalenie i ostateczny spokój, do Boga, który miał być podstawą teleologii czystej świadomości".

Na czym polegała ta droga? Husserl uczył rzetelnego myślenia. Taki sens miało jego zawołanie "z powrotem do rzeczy". Peter Wust pisał: "Od samego początku musiało być chyba w intencji owego nowego kierunku filozofii ukryte coś całkiem tajemniczego, jakieś pragnienie powrotu do tego co obiektywne, do świętości bycia, czystości i nieskalania rzeczy, do samych rzeczy. Chociaż bowiem ojcu tego nowego kierunku myślowego Husserlowi nie udało się całkowicie przezwyciężyć nowożytnego przekleństwa subiektywizmu, to jednak właściwa pierwotnej intencji tej szkoły otwartość na przedmiot kazała wielu jego uczniom zmierzać dalej ku rzeczom, ku stanom faktycznym, ku samemu byciu, a nawet ku temu, co stanowi habitus katolika, dla którego nie jest nic bardziej stosowne niż wieczne przymierzanie się poznającego umysłu do miarę stanowiących rzeczy". Husserl w swych analizach starał się być niezmiernie uczciwy i prawy. "Czym w religii jest szczerość serca, tym w filozofii jest prawość umysłu - mówił 4 września 1935 roku. Przez całe swoje życie ja o tę prawość walczyłem, ba! - wojowałem i podczas gdy inni dawno już bywali zadowoleni, ja wciąż od nowa pytałem się i sprawdzałem, czy mimo wszystko gdzieś w głębi nie ma jakiegoś cienia nieuczciwości. Cała moja praca - także i dzisiaj - polega jedynie na ustawicznym sprawdzaniu i przesiewaniu, wszystko bowiem, co ustalam, jest przecież względne. Człowiek musi mieć tę odwagę, by to, co jeszcze wczoraj uznawał za prawdę, a w czym dziś widzi błąd, uznać też i ogłosić za taki". Myślenie Husserla było otwarte, pełne wewnętrznej wolności, nie mające nic z posmaku fundamentalnego posiadania prawdy, ale jedynie rzetelnego do niej dążenia. Dlatego dzielił swych uczniów na dwie grupy: "kozły" i "owce". "Kozłami" określał tych, którzy chcieli go widzieć takim, jakimi sami byli: religijnym i wyznaniowym. "Owcami" natomiast tych, którzy przyjmowali go takim, jakim był: wolnym, niczym nie skrępowanym, obiektywnym, prawdziwym i uczciwym. "W naszej przyjaźni - mówił do siostry Adelgundis - przez te wszystkie lata od r. 1916 nie powstała ani jedna rysa, ponieważ siostra nigdy nie podjęła ataku na mnie w przedmiocie religii". Myślenie Husserla prowadziło więc uczniów do wewnętrznej wolności i odkrycia osobowego bogactwa. "Siostry zadanie, moje drogie dziecko - mówił do Adelgundis - widzę w pierwszym rzędzie w tym, obyż nadal było ono dane siostrze, by młode dusze ludzkie pozyskiwać poprzez miłość dla miłości i strzec ich przed największymi niebezpieczeństwami Kościoła: przed jałową próżnością i skostniałym formalizmem. (...) Wielkim, świętym modlitwom Kościoła nieustannie grozi niebezpieczeństwo, że staną się czcze, bo się ich już nie nasyca osobistym przeżyciem". Przygotowywało ich jednak także do męczeństwa. Pod datą 5 grudnia 1933 r., a więc sześć lat przed wybuchem wojny, Husserl nazwał ludzi autentycznej nauki bohaterami ducha. Nauka, służąc prawdzie, wymaga bowiem takiego samego męczeństwa jak wiara; męczeństwa, które jest zasadą Kościoła. "Również w nauce będą męczennicy. Jeśli bowiem dzisiaj ktoś opowiada się za czystą nauką i chce ją przeforsować, to musi być bohaterem i mieć odwagę na poniesienie męczeństwa. Widzi siostra, Kościół i nauka mają cel ten sam: Boga. Jedni dochodzą do tego poprzez oddawanie czci Bogu i dobroczynność, inni poprzez badawczą pracę umysłu i obyczajne życie".

Takie były cechy jego myślenia. Wytworzyły one wśród uczniów szczególne więzi; więzi z Mistrzem, które przetrwały pomimo tego, że wielu odwróciło się od niego z powodu jego żydowskiego pochodzenia, i więzi pomiędzy sobą. Pozostawali z sobą w przyjaźni i korespondencji. "Wzajemny stosunek, jaki nas łączył - takie świadectwo dała Hedwig Conrad-Martius - był czymś zupełnie innym niż zwykła przyjaźń. Była to najpierw wspólnota atmosfery filozoficznej, z której wraz z wieloma innymi zostaliśmy zrodzeni. My, którzy byliśmy najbliższymi uczniami naszego czcigodnego nauczyciela i mistrza Edmunda Husserla. »Zrodzeni duchowo« (...) Była to podstawa spajającego nas wszystkich związku, który trwał przez szereg getyngeńskich pokoleń. Nie mieliśmy żadnego specjalistycznego języka, nie mieliśmy - i to w najmniejszym stopniu - żadnego wspólnego systemu. Tym, co nas jednoczyło, było jedynie spojrzenie otwarte na duchową osiągalność bycia we wszystkich jego możliwych do pomyślenia postaciach".

Jednocześnie powrót do tego co obiektywne doprowadził ich do "świętości bycia". "W kręgu fenomenologicznym użyźniona więc została gleba dla poznania transcendencji i objawień, pierwiastka boskiego i samego Boga, dla ostatecznych decyzji religijnych, dla nawróceń i konwersji. Bynajmniej nie wszyscy - jakkolwiek liczni - fenomenolodzy dokonali konwersji w duchu katolickim. Niektórzy uzyskali nowe, głębsze osadzenie w kręgu ewangelickim i doszli do autentycznego nawrócenia. Inni pozostali przy judaizmie, stali się Żydami w sensie konfesyjnym albo byli całkowicie bezwyznaniowi. Wszyscy jednak doświadczyli jakoś istnienia zaświatów, których istota - podobnie jak istota tak wielu innych rzeczy - nagle im się ukazała" - pisała Hedwig Conrad-Martius. Natomiast Edyta Stein tak podsumowała znaczenie myśli mistrza dla ich wiary: "Trzeba powiedzieć o Husserlu, że sposób, w jaki kierował on ku samym rzeczom, wychowując, by z całą ostrością zwracać na nie uwagę umysłu oraz opisywać je trzeźwo, wiernie i sumiennie, sposób, w jaki uwalniał od samowoli i pychy w poznaniu, prowadził do skromnej, posłusznej rzeczom i w tym właśnie pokornej postawy poznawczej. Prowadził on również do wyzwolenia się z przesądów, do nieskrępowanej gotowości przyjęcia tego, co naocznie zrozumiałe. I to nastawienie, do którego Husserl świadomie wychowywał, wyzwoliło wielu z nas i pozbawiło uprzedzeń wobec katolickiej prawdy, tak iż cały szereg jego uczniów zawdzięcza mu również i to, że odnaleźli oni drogę do Kościoła, której on sam nie znalazł".

Przypomniałem tutaj ów fenomen konwersji, drogi do wiary w szkole fenomenologii nie tylko w celach historyczno-filozoficznych czy systematyczno-naukowych. Przyświecał mi inny, ukryty, a może jawny cel: ukazanie uczciwości w dążeniu do prawdy i wolności wewnętrznej, odpowiedzialności za słowo, które nadają doświadczeniu religijnemu autentyzm i głębię przeżycia. "Jednakże zbyt wielu ludzi było religijnych powierzchownie; wprawdzie wierzyli oni, że są religijni w swej głębi i że są mocni w swojej katolickiej wierze, dziś jednak zbankrutowali" - mówił Husserl. Dla Husserla rola Kościoła sprowadza się do syntezy wiary i rozumu. Kościół bez refleksji, bez pogłębionej duchowości staje się zbyt rozpolitykowany, jakby z tego świata. Nauka natomiast oddzielona od wiary popada w materializm i bezdenny racjonalizm. Potrzeba obecnie, jak się wydaje, odnaleźć jakąś odpowiednią syntezę. Problem nie jest w niczym mniej aktualny. "Dzisiaj z sekularyzacji i z rozpolitykowania dojrzewa Kościół i dojrzewa kler do prawdziwego życia wewnętrznego" - pisał Husserl. To intuicyjne poszukiwanie prawdy, intelektualna uczciwość w dążeniu do niej i osobiste świadectwo Mistrza otwarło tak wielu jego uczniom własne drogi do syntezy wiary i rozumu.


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Edyta Stein PRAWDA wolność Bóg filozofia nauka fenomenologia Edmund Husserl Adelgundis Jaegerschmid Alfred Reinach Paulina Reinach Dietrich von Hildebrand Zygfryd Hamburger Jan Patočka Kościól
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W