Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Źródło: Gość Niedzielny

Przemysław Kucharczak

Człowiek pszczole wilkiem



Pszczoły masowo giną. Dzisiaj w ulu aż huczy kilkadziesiąt tysięcy pszczół, ale za dwa tygodnie zostają w nim tylko matka, kilka robotnic i umierające z głodu larwy pszczół, zamknięte w komórkach z wosku.

W dodatku ani w ulu, ani w jego okolicy nie widać pszczelich trupów. Pszczoły w tajemniczy sposób znikają.

Nie przychodzą nawet rabusie

Jeśli dzieje się to jesienią, ul często jest wypełniony miodem. Pszczoły strażniczki zwykle zażarcie biją się we wlotku do ula z rabusiami miodu, którzy próbują wkraść się do środka. Rabusiami bywają na przykład pszczoły z innych rojów albo osy. — Jednak, co dziwne, do tego opuszczonego ula nie chcą wlatywać inne pszczoły! Przez kilkanaście następnych dni owady zachowują się, jakby wejścia do tego ula broniła niewidzialna dla człowieka bariera — relacjonuje Zbigniew Binko, prezes Śląskiego Związku Pszczelarzy.

W Polsce to tajemnicze „zjawisko masowego ginięcia pszczół” jeszcze się nie rozszalało z pełną siłą. Jednak szaleje już niepokojąco blisko, tuż za naszą zachodnią granicą. W Niemczech w ciągu ostatnich czterech lat to zjawisko zredukowało liczbę pszczelich rodzin o 40 procent. Równie źle jest z pszczołami we Francji.

Jeszcze gorzej mają się pszczoły hodowlane w Ameryce. To zjawisko nazwano tam syndromem CCD (Colony Collapse Disorder, czyli gwałtowna zapaść kolonii). — W niektórych stanach USA padło aż 90 procent rojów. Moim przyjaciołom z Kanady zostało po zeszłym roku 4 tysiące pustych uli — mówi Janusz Kasztelewicz, właściciel gospodarstwa pasiecznego i Muzeum Pszczelarstwa w Stróżach koło Nowego Sącza.

Znikające pszczoły

Jeden z sąsiadów pana Janusza, Marek Kolek, właściciel pasieki ze 150 pszczelimi rodzinami, jest jednym z pierwszych Polaków, którego pszczoły już dotknęło CCD. — Jesienią zeszłego roku miałem wyjątkowo ładne pszczoły. Potem nadszedł 10—12 listopada, kiedy było u nas łagodne ocieplenie — wspomina. — Pszczoły wykorzystały to ocieplenie na obloty. Zwykle takie obloty są dla pszczół dobre, bo pozwalają im opróżnić jelito grube i w lepszej formie przetrwać zimę — dodaje.

Następnym razem pan Marek zajrzał do uli przed świętami Bożego Narodzenia. — I wtedy serce mi zamarło. Jesienią moje pszczoły obsiadały osiem, dziewięć ramek. Teraz siedziały na dwóch, i to w samym narożniku — mówi. — To dotknęło 95 procent stanu mojej pasieki — dodaje.

Zwykle po zimie na dnie ula leży około pół kilograma martwych pszczół. — Ale tym razem nie było ich wcale! Widać pszczoły nie wróciły do ula po listopadowym oblocie. Nie miałem nawet z czego pobrać próbek martwych pszczół do badania — relacjonuje Marek Kolek.

Według dr Krystyny Pohoreckiej, dyrektora Oddziału Pszczelnictwa w Puławach, należącego do Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa, sygnały o CCD w Polsce są na razie pojedyncze. Większość z nich pochodzi z południowej Polski. Pszczelarze zgłaszali ten problem w grudniu. Czy CCD nasili się wiosną? Oddział Pszczelnictwa w Puławach nie zamierza siać wśród pszczelarzy paniki. — Dopiero czekamy na sygnały od pszczelarzy. Na razie wiemy tylko, że nasze pasieki doświadczalne i pasieki naszych pracowników są w porządku — mówi dr Pohorecka.

Cukier, co nie krzepi

Z jakiego powodu masowo giną pszczoły? Problem w tym, że naukowcy nie są pewni, co jest tego najważniejszą przyczyną. — Przyjmuje się, że wpływa na to więcej czynników. I że dwa z nich są najważniejsze: pierwszy to pasożyty i wirusy, a drugi, równorzędny, to pozostałości pestycydów — mówi dr Pohorecka.

Chodzi o pestycydy nowej generacji, między innymi imidakloprid. Zabija owady takie jak mszyce, które nakłuwają np. burak cukrowy. Pszczelarze na całym świecie twierdzą jednak, że zabija on także pszczoły, karmione cukrem z takich buraków.

Używania imidaklopridu zabroniły więc już Niemcy i Francja, gdzie zdesperowani pszczelarze w czasie demonstracji palili nawet ule. Pestycyd pozostanie jednak w glebie przez około trzy lata.

Polscy pszczelarze twierdzą, że koncerny chemiczne czyszczą teraz swoje magazyny, sprzedając imidakloprid Polakom. — Niestety, rolnikom są sprzedawane nasiona buraków już zaprawione, czyli obklejone zaprawą z imidaklopridem. Prawdopodobnie kumuluje się on później w cukrze. To dawki nieszkodliwe dla człowieka, ale dla karmionej takim cukrem pszczoły, ważącej zaledwie 100 miligramów, to śmierć — twierdzi pszczelarz Janusz Kasztelewicz. — To powoduje porażenie jej systemu nerwowego, pszczoła traci orientację i nie potrafi znaleźć powrotnej drogi do swojego ula — mówi.

Do zabijającej pszczoły chemizacji, do pasożytów i wirusów, dochodzą też przyczyny zagłady pszczół o mniejszej wadze. Choćby taka, że pszczoły w pasiekach są dziś znacznie delikatniejsze niż pszczoły dzikie. Są co prawda większe i przynoszą więcej miodu, ale za to nieraz za blisko ze sobą spokrewnione i mniej odporne na choroby.

Do niedawna wiele mówiło się też o tym, że powrotną drogę do uli może pszczołom zakłócać telefonia komórkowa. — Nowe badania naukowe wykluczyły jednak, że to ważna przyczyna. Pole elektromagnetyczne ma na pszczoły wpływ, ale nie aż taki — mówi dr Pohorecka.

Chińczyk zapyla

Nowe generacje pestycydów robią dziś straszliwe spustoszenie wśród wielu gatunków owadów, nie tylko wśród szkodników. — Jest dzisiaj znacznie mniej dzikich owadów zapylających, na przykład trzmieli. Giną całe populacje. Ma to bezpośredni związek ze stosowaniem środków ochrony roślin — podkreśla dr Pohorecka.

Pszczoły zapylają około 80 procent roślin na ziemi. Czy przyjdzie nam więc pożegnać się z widokiem pięknie kwitnących drzew na wiosnę? Zapomnieć o kobiercach kwiatów na łąkach? Już dziś w niektórych regionach Chin z powodu śmierci pszczół sadownicy próbują zapylać grusze „na piechotę”, specjalnymi miotełkami. Tego nie da się jednak robić na masową skalę. Tymczasem jedna mała pszczoła w czasie jednego oblotu odwiedza aż kilkaset kwiatów. Żeby wyprodukować zaledwie kilogram miodu, pszczoły przynoszą nektar z kilku milionów kwiatów.

Albert Einstein powiedział, że jeśli wyginą pszczoły, ludzkość przeżyje jeszcze tylko cztery lata. Czy to nie przesada? — Może więcej niż cztery lata, ale na dłuższą metę życie bez pszczół byłoby dla nas niemożliwe — komentuje dr Krystyna Pohorecka. — Produkcja żywności spadłaby o jedną trzecią. Gwałtownie zaczęłaby się też wtedy na Ziemi zmniejszać bioróżnorodność — uważa.

Chodzi o to, że gdyby wyginęły zapylane przez pszczoły rośliny, po kolei znikałyby też związane z tymi roślinami kolejne owady i zwierzęta. To byłaby lawina nie do zatrzymania.

— Jest jednak wciąż duża przestrzeń do działań, które mogą temu zapobiec. Bardzo wiele na przykład dałoby, gdyby przestały być stosowane te środki chemiczne, które są najbardziej szkodliwe dla pszczół — uważa dr Krystyna Pohorecka.


opr. mg/mg



 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: ekologia chemia miód pestycydy pszczoła owad pszczelarstwo rój CCD cukier imidakloprid mszyce koncern chemiczny
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W