Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Tadeusz Chrzanowski

Ikonologia wedle Cesare Ripy

Wydawnictwo Universitas w Krakowie nareszcie wypełniło poważną lukę w naszej literaturze fachowej: opublikowało książkę, która niegdyś była "niezbędnikiem" każdego artysty, a dziś winna nim być dla każdego uczonego-humanisty: to "Iconologia" Cesare Ripy.

Autor, o którym bardzo mało wiemy, urodzony w Perugii około l560, zmarły w Sienie przed 1625 r., był uczonym szperaczem, molem książkowym - jak to się do niedawna zwykło było mawiać. Jego podstawowe dzieło sporządzone na użytek przede wszystkim artystów stanowi coś w rodzaju antologii personifikacji pojęć. Wraz bowiem z renesansem wzrastało nieustannie zainteresowanie takim sposobem wizualizacji tego, co niewidzialne, co zrodzone z ludzkiego umysłu. Zresztą po co tłumaczyć własnymi słowami, skoro wystarczy podać - w polskim przekładzie - pełny tytuł dzieła: "Ikonologia albo Opis Wizerunków uniwersalnych, wydobytych z zabytków starożytności i z innych miejsc (...) Dzieło tyleż przydatne, co i niezbędne Poetom, Malarzom i Rzeźbiarzom przy przedstawianiu cnót, przywar, afektów i namiętności ludzkich".

Dzieło to ukazało się po raz pierwszy w Rzymie w 1593 r. w edycji nie ilustrowanej. Miało z miejsca tak wielkie powodzenie, ze już w dziesięć lat później wznowiono je ozdobione drzeworytami sporządzonymi wedle rysunków Kawalera d’Arpino. Słowo "ozdobione" jest niewątpliwą przesadą, obrazki są bowiem dość marne, chyba nie z winy samego artysty, sprawnego malarza doby późnego manieryzmu, ile za sprawą dość "grubego" rytownika. Niemniej owe ilustracje odegrały też istotną rolę, wzorowano się na nich chętnie - udoskonalając na miarę umiejętności każdorazowego naśladowcy zaproponowany schemat kompozycyjny. A jeśli ktoś ciekaw, ile było później jeszcze wydań, niech zajrzy do fundamentalnej pracy Mario Praza "Studies in Seventeenth-Century Imagery" (Roma 1964). To zresztą kolejne zadanie dla edytora, książka prawie równie ważna jak wspaniałe dzieło Curtiusa "Literatura europejska i łacińskie średniowiecze", także przez Universitas ofiarowane niedawno polskiemu czytelnikowi. "Ikonologia" przełożona została przez Ireneusza Kanię i zaopatrzona w błyskotliwy esej prof. Andrzeja Borowskiego oraz powtórzone za wydaniem z 1986 wstępy Piero Buscaroli - wydawcy i Mario Praza - znakomitego znawcy literatury i kultury epoki nowożytnej. Wydana nader pieczołowicie i efektownie, nawet gniotki ilustracyjne wyszły całkiem ładnie.

*

"Ikonologia" nie jest tu jednoznaczna z ikonologią jako metodą badawczą rozpropagowaną przez Erwina Panofsky’ego(1), choć łączą ją z nią rozliczne powinowactwa. a przede wszystkim podstawowe: problem emblematyki jako sposobu wypowiedzi artystycznej. Już bowiem w średniowieczu artyści odczuwali potrzebę przedstawiania plastycznego pojęć, a więc kunsztu personifikacji takowych. Ogromna spiżarnia pojęć w zasadzie abstrakcyjnych, a w każdym razie nie przyobleczonych w kształt ogólnie zrozumiały, a więc przed wszystkim ludzki, miała zostać "ucieleśniona" poprzez postacie i odpowiednie dla nich emblematy. Jedną z najpierwszych takich prób było wyobrażenie Ecclesii i Synagogi jako dwóch smukłych dam: pierwszej w koronie i z krzyżem, drugiej z zawiązanymi oczami, zrzuconą z głowy koroną i złamanym drzewcem sztandaru. Potem przyszła kolej na personifikacje cnót i grzechów, co przybrało formę pojedynczych wyobrażeń (słynne kolumny ze Strzelna na Kujawach, gdzie wyobrażono stojące w arkadkach postaci personifikujące cnoty - od południa i przywary - od północy), a nieco później kompozycji bitewnej: psychomachii, gdzie również symbolicznej wymowy dopracowują się zwierzęta, na których jadą do boju waleczne damy (np. na malowidle ściennym w Olkuszu).

Ale dopiero epoka nowożytna otwarła szeroko drzwi horacjańskiej zasadzie: ut pictura poesis, co miało oznaczać, że malarstwo winno być jak poezja, to znaczy umieć wypowiadać nawet to, co nie jest widzialne. Ripa wyszedł naprzeciw temu zapotrzebowaniu: stworzył świat widziadeł umysłu, zjaw intelektu, z tym naiwnym przekonaniem, że artysta jest w stanie przekazać odbiorcy najbardziej nawet skomplikowane symbole i alegorie. Spis rzeczy uświadamia to współczesnemu czytelnikowi, gdyż rozmaite stany ducha i właściwości charakteru mieszają się tu z pojęciami geograficznymi (rzeki, prowincje Włoch), z pojęciami określającymi zmysły, żywioły, miesiące (w trzech porządkach!), a także z antyku przejętymi wyobrażeniami wiatrów. Ale przede wszystkim są to cechy charakteru i to opisywane solidnie i szczegółowo, jak na przykład odrębne wyobrażenie "Sławy" i "Świetnej sławy".

Niektóre opisy i charakterystyki wydają się nam dzisiaj naiwne, ale nie były takimi dla ludzi z XVII i XVIII w, a nawet i później. Oto taki zabawny dla nas fragment: "Szał" - "Mężczyzna z wściekłością na twarzy i oczyma zawiązanymi, w postawie chwackiej, jakby pragnął miotać z daleka całą wiązką dzirytów rozmaitych i włóczni, jakie trzyma w ramionach. Ubrany krótko." A żeby było i coś innego, znajdujemy także "Szał poetycki", który przedstawia "młodzianka żwawego i rumianego ze skrzydełkami u skroni, w wieńcu laurowym, przepasanego bluszczem, coś właśnie piszącego, lecz z twarzą zwróconą ku Niebu".

Przy niektórych figurach Ripa wdaje się w teoretyczne rozważania i tak pisząc o "Cnej wstydliwości" komentuje następująco: "Wstyd, jakkolwiek nie jest cnotą, chwalony jest przez Arystotelesa, który omawia go bezpośrednio po cnotach i w charakterze cnoty umieszcza pomiędzy dwiema paskudnymi skrajnościami - bezczelnością i strachem. Cną wstydliwość swej skromnej Damy ukazuje Petrarka ujrzawszy ją nagą: »Jąłem patrzeć na nią, więc się zawstydziła«." Ripa nie wyjaśnia nam, czy Petrarka charakteryzował się cną wstydliwością - ale chyba nie.

Tak jak Alciati nie wymyślił trójdzielnej formy emblematu, podobnie i Ripa nie wymyślił personifikacji ani alegorii, ale to oni obaj skatalogowali i uporządkowali całe bogactwo dawnej wyobraźni i sami dołożyli sporo własnych pomysłów. Stali się więc na długie lata prawodawcami w świecie sztuki. Warto może wspomnieć, że twórcą podobnych personifikacji był nasz zacny rodak, a mój osobisty przyjaciel Tomasz Treter, kanonik bazyliki Santa Maria in Trastevere w Rzymie, a później katedry warmińskiej(2). Jednym z najważniejszych skomponowanych przez niego dzieł jest emblematyczna biografia jego opiekuna i promotora: "Theatrum Virtutum D. Stanislaii Hosii", które do naszych czasów przetrwało w dwu wersjach: rysunkowej, przygotowawczej sprzed sierpnia 1582 r. i miedziorytniczej z 1588 r. Otóż w tym niezwykłym dziele, w którym "ikonom" (przedstawieniom obrazowym) towarzyszą łacińskie, wedle metrów horacjańskich napisane ody, znajduje się na końcu cykl kilku cnót kardynała, które jego sekretarz uznał za szczególnie charakterystyczne. Potraktowane one zostały jak antyczne posągi stojące na postumentach, w pozach przeważnie wymyślnie-tanecznych i dzierżące w rękach stosowne atrybuty. Wspominam o tym nie po to, by sugerować, że się Ripa na Treterze wzorował, ale by ukazać zainteresowanie alegorią w twórczości artystów renesansu, manieryzmu, a wkrótce także baroku.

Mowa form pełniących funkcję nośników treści - także ukrytych, stała się ulubionym alfabetem artystów, co po pewnym czasie musiało doprowadzić do skostnienia i rutynizacji świata alegorii. Ale nadal istnieją pewne wątki, które dla widza - nawet nieprzygotowanego - niosą pewne oczywiste treści. Dla mnie pomnik robotnika i robotnicy dążących gdzieś hen, w świetlaną przyszłość komunizmu, przez wiele lat czołówka "MOSFILMU", albo pomnik promieniującej damy w czołówce jednej z amerykańskich wytwórni filmowych, to także w jakimś stopniu "późne wnuki" Cesare Ripy.

Od wydania bowiem jego dzieła nie było niemal kościoła, pałacu czy okazalszej budowli świeckiej, w których wystroju nie znalazłyby się personifikacje rozmaitych pojęć. I chociaż ich czas przeminął w sposób niemal nieodwracalny, znajomość księgi pracowitego Włocha pozostaje niezastąpionym podręcznikiem, ułatwiającym nam rozpoznawanie treści niejednokrotnie trudnych dziś do odczytania. Dlatego pozwoliłem sobie na laudację wydawnictwa, które postarało się oddać do rąk czytelnika tak potrzebną publikację, pięknie na język sarmacki przełożoną i elegancko wydaną.

Przypisy:

1. Erwin Panofsky, "Studia z historii sztuki", opr. J. Białostocki. Warszawa 1971; czytelnik znajdzie tu studium "Ikonografia i ikonologia" w przekładzie K. Kamińskiej (s. 11-32).

2. Tak obcesowo określam znakomitego męża, popełniłem o nim bowiem książkę: T. Chrzanowski, "Działalność artystyczna Tomasza Tretera", Warszawa 1984.


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: sztuka malarstwo recenzja synagoga artysta personifikacja ikona Cesare Ripa Erwin Panofsky Ecclesia
 
Realizacja: 3W
Realizacja: 3W