Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


bp Grzegorz Ryś

WIARA Z LEWEJ PRAWEJ I BOŻEJ STRONY
Zapis drogi z ćwierćwiecza

ISBN: 978-83-7767-877-0
wyd.: Wydawnictwo WAM 2014


Wspólnota w Kościele jest nam zadana, my jej nie tworzymy, my musimy do niej dorastać.

Skoro wiara jest osobistym spotkaniem z Bogiem, to po co nam Kościół? Ten Kościół, który jest pełen takich samych grzeszników jak ja sam? Nieważne, czy jesteś w samym środku Kościoła, czy też nie znajdujesz dla siebie miejsca nawet na jego obrzeżach. Dzięki tej książce spotkasz Jezusa i dotkniesz Kościoła.

W tekstach biskupa Grzegorza Rysia rozpoznasz Kościół, który Cię boli, ale też Boga, który na każdy nasz ból ma lekarstwo.

To nie jest hurraoptymizm, to obietnica: zrozum Chrystusa, by zrozumieć Jego Kościół. A wtedy znajdziesz w tej konkretnej wspólnocie miejsce dla siebie.
Osobiste spotkanie z BogiemWiara jest zawsze przed namiBóg wybiera to, co małe



Bóg wybiera to, co małe

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie» (Mt 11, 25-30).

Św. Katarzyna ze Sieny była niezwykłą kobietą. Żyła w XIV wieku i żyła bardzo krótko – zaledwie 33 lata. Była tak bardzo czczona, że po jej śmierci Siena z Rzymem kłóciły się o to, kto ma przechowywać jej ciało. I do dzisiaj biedna Katarzyna jest podzielona. Jej ciało spoczywa w Rzymie, a głowa w Sienie. Papież Jan Paweł II uznał ją za patronkę Europy. Jest także doktorem Kościoła – to jedna z niewielu kobiet, które dostąpiły tego zaszczytu. Przedziwny to jest doktor, co nie umiał pisać. Wszystkie swoje teksty dyktowała – listy, pisma ascetyczne... Ale co dyktowała! Niewielu odważyłoby się napisać do papieża: „Ty tchórzu”, a ona to potrafiła. Oczywiście, żeby się tak zwracać do papieża, trzeba niezwykłej pokory i odkrycia, jak bardzo Bóg mnie wybrał. Otóż na przykładzie Katarzyny widać to, o czym mówi Ewangelia – że Bóg wybrał to, co małe. Bóg wybrał prostaczków, aby im zawierzyć niesłychane rzeczy.

Św. Paweł pisał w Pierwszym Liście do Koryntian: „Bóg wybrał [...] to, co nie jest...” (1, 27-28). Bóg wybiera to, co jest zerem. Ma taką skłonność i od samego początku historii to widać. Bóg wybiera to, co świat uważa za nieważne. Dlatego między innymi Bóg wybrał Izraela. W Biblii czytamy, że Mojżesz mówił do Żydów: „Pan wybrał was i znalazł upodobanie w was nie dlatego, że liczebnie przewyższacie wszystkie narody, gdyż ze wszystkich narodów jesteście najmniejszym” (Pwt 7, 7). Kiedy Bóg ich wybierał, byli niewolnikami. I właśnie takich ludzi Bóg wybiera. Przepięknie widać to na przykładzie historii Dawida. Samuel przyszedł do domu Jessego szukać króla. I Jesse po kolei mu przedstawiał swoich synów – najpierw najstarszego, potem najmądrzejszego, potem najsilniejszego... Za każdym razem słyszał od Samuela, że nie tego wybrał Pan. Przedstawił wszystkich z wyjątkiem najmłodszego syna – Dawida, którego wysłał w pole, bo pomyślał, że każdy z jego synów może być królem, tylko nie Dawid. Wtedy Samuel powiedział: „Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie” (1 Sm 16, 11). A w czasie prezentacji kolejnych synów Bóg tak mówi do Samuela: „nie tak bowiem człowiek widzi [jak widzi Bóg]” (16, 7). Takich historii jest zresztą wiele. Pan Bóg wybrał Jakuba, a nie Ezawa, choć Ezaw to był chłop jak tur i świetnie sobie radził, a Jakub trzymał się maminej spódnicy. Potem wybrał Józefa, który był prawie najmłodszy ze wszystkich dwunastu synów Jakuba. Podobnie będzie w Nowym Testamencie – Bóg wybiera rybaków, a nie faryzeuszy i uczonych w Piśmie. Sam wybrał Betlejem, a nie Jerozolimę i nie Rzym, żeby się tam narodzić.

Bóg ciągle wybiera „to, co nie jest” i są przynajmniej dwa powody, dla których tak postępuje. Pierwszy jest taki, że choć nazywamy Boga Ojcem, to Pan Bóg jest jak matka. Jedną z najważniejszych cech matki jest to, że najwięcej czasu poświęca najsłabszemu dziecku. Dla matki jest oczywiste, że daje się dziecku to, czego potrzebuje, a nie to, na co zasługuje. Bóg jest właśnie taki. Najwięcej serca ma dla tych, którzy nie są ważni, nie są kimś. Warto się tego uczyć od Boga, bo mamy skłonność do szukania towarzystwa ludzi, którzy coś znaczą. Chesterton napisał, że szacunek św. Franciszka dla człowieka było widać nie wtedy, kiedy klękał przed papieżem, ale kiedy klękał przed trędowatym. Przed papieżem każdy klęknie... Kościół też nazywamy matką, a to znaczy, że w Kościele muszą być tacy ludzie, którzy mają skłonność do pogardzanych, odrzuconych, małych, tych, którzy w kategoriach świata są nieważni i niemal nie istnieją. Kościół jest taką wspólnotą, która powinna odwracać porządek przyjęty w świecie. Skoro w świecie ważny jest ten, kto silny i głośny, kto umie się przepchać i potrafi o siebie zadbać, to Kościół powinien być wspólnotą, w której liczy się każdy człowiek. Ten, który jest mało przebojowy, nie umie o siebie zadbać, w Kościele powinien być wyciągany z tej swojej małości i cichości, powinien być zapraszany i pokazywany, żeby mógł zaistnieć. Czy właśnie taki Kościół tworzymy?

To pytanie towarzyszy Kościołowi od zawsze. Jest o tym mowa już w Liście św. Jakuba: „Bo gdyby przyszedł na wasze zgromadzenie człowiek przystrojony w złote pierścienie i bogatą szatę i przybył także człowiek ubogi w zabrudzonej szacie, a wy spojrzycie na bogato odzianego i powiecie: «Usiądź na zaszczytnym miejscu!», do ubogiego zaś powiecie: «Stań sobie tam albo usiądź u podnóżka mojego!»” (Jk 2, 2-4). Podobnie pisał św. Paweł w Liście do Koryntian: „Tak więc, gdy się zbieracie, nie ma u was spożywania Wieczerzy Pańskiej. Każdy bowiem już wcześniej zabiera się do własnego jedzenia, i tak się zdarza, że jeden jest głodny, podczas gdy drugi nietrzeźwy” (1 Kor 11, 20-21). Jeden obżarł się w domu, bo ma wszystkiego pod dostatkiem, a obok niego siedzi ktoś, kto jest głodny, bo nie ma nic do jedzenia. A to przecież było pierwsze pokolenie uczniów! Musimy patrzeć, czy rzeczywiście tworzymy Kościół, który się różni od świata. A ma się od niego różnić tym, że będzie miał zrozumienie dla tych, którzy są słabi, ma ich cenić, pytać o zdanie, odkrywać, że mają dużo do powiedzenia. Często uważamy, że średniowiecze było ciemne i zacofane. A tu, popatrzcie – mamy młodą kobietę, której wszyscy słuchali, nawet papież... Coś zupełnie niesłychanego.

Jest też drugi powód, dla którego Pan Bóg wybiera to, co małe. Świetnie pokazuje to historia Gedeona z Księgi Sędziów. Pan Bóg powołał go, żeby walczył z wrogami Izraela, z Kanaanejczykami, więc Gedeon zebrał potężną armię. Jednak Pan Bóg kazał mu wszystkich tych żołnierzy odesłać do domu. Naprzeciw kilku tysięcy żołnierzy wroga Gedeon stanął bodajże z trzystoma żołnierzami, a wszystko po to, by Izrael potem nie myślał, że wygrał tę bitwę sam, ale żeby wiedzieli, że tam zwyciężył Pan Bóg. Bóg wybiera to, co małe, żebyśmy odkryli, że w naszym życiu wszystko jest łaską. I to jest być może najważniejsze.

W historii Kościoła nie brakuje mądrych ludzi, jak Augustyn, Tomasz z Akwinu, apostoł Jan czy Paweł – ludzi o niesłychanym intelekcie. Ale oni także rozumieli, że najbardziej istotna przed Bogiem jest prostota i odkrycie, że tym, który działa, jest Bóg. W końcu mądrość nie jest niczym złym. Św. Franciszek napisał do św. Antoniego przepiękny list. Ma tylko dwa zdania. Pierwsze zdanie: „Bratu Antoniemu brat Franciszek śle pozdrowienia”. Zdanie drugie: „Nie mam nic przeciwko temu, że uczysz braci świętej teologii, bylebyś nie gasił ducha pobożności i wiary”. To wszystko. A franciszkanie, ile razy wydają pisma św. Franciszka, tyle razy poprzedza je pięć stron wstępu. Człowiek może się uczyć, może być mądry, byleby nie stracił prostoty. To nie wiedza jest zła, ale pycha, która bierze się z myślenia, że jest się kimś, że się zrobiło coś ważnego. Bóg wybiera to, co małe, by pokazać, że w naszym życiu wszystko, co istotne, jest darem, jest łaską.

Mamy też drugą część tej Ewangelii, w której Pan Jezus mówi: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście...”. Czy ci ludzie byli wtedy obciążeni? Czy tutaj chodzi o pracę? Nie! Oni byli obciążeni religią. To brzmi strasznie, ale taka jest prawda. To samo mamy w Dziejach Apostolskich, gdy Apostołowie mówią do siebie, żeby nie wkładać „na uczniów jarzma, którego ani ojcowie nasi, ani my sami nie mieliśmy siły dźwigać” (Dz 15, 10). Człowieka można zmęczyć religią i właśnie to stało się w czasach Pana Jezusa. Żydowskie prawo to 365 przepisów. W szabat wolno zrobić 2000 kroków i ani jednego więcej. Nie wolno wtedy nic gotować, zbierać drewna na opał... Nic nie wolno. I cieszcie się taką wiarą. Przecież to jest udręka. A Chrystus mówi: „jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11, 30).

Można patrzeć na wiarę jak na nieustanny wysiłek. „Zepnę się i wszystko zrobię” – najpierw 10 przykazań, potem przykazania kościelne..., może być tysiąc pięćset przepisów, ale dam radę i innym każę robić to samo. To jest szaleństwo. A my jeszcze ludziom mówimy, że to jest Dobra Nowina.

opr. ab/ab



 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: wiara teologia chrześcijanin wiedza pycha wspólnota Kościoła Grzegorz Ryś osobiste spotkanie osobiste doświadczenie