reklama

Sumienie pod lupą

Adwent to czas na przegląd sumienia


Ks. Paweł Siedlanowski

Sumienie pod lupą

Adwent to czas rekolekcji, wyciszenia - takim przynajmniej być powinien. To także właściwa pora na przegląd sumienia. Nie da się go serwisować tak jak samochodu: tu podregulować, podkręcić śrubkę, tam naoliwić, wymienić zużytą część, i problem z głowy. Nie ma doń instrukcji obsługi - są ogólne zasady, które wyznaczają kierunek formacji, nieustannej pracy. Problem leży w tym, że nie potrafimy (nie chcemy?) im się podporządkować. Rekolekcyjny „duchowy serwis” wypada blado, wysiłki okazują się nieskuteczne. Dlaczego? Brakuje odwagi, by wyrwać się z wewnętrznego marazmu. „Święty” spokój okazuje się zbyt kuszący, by go porzucić. Wybieramy utarte, nudne szlaki tylko po to, by oszczędzić sobie wysiłku szukania nowych - nie naruszyć toksycznego status quo, który choć niedoskonały, daje względne poczucie bezpieczeństwa. Podczas I Komunii św. dziecko zwykle otrzymuje książeczkę do nabożeństwa, w której znajduje się rachunek sumienia - niestety, często służy on potem przez dziesięciolecia w przygotowywaniu do sakramentu pokuty. Zamiast pomagać, porządkować - deformuje, okalecza, wprowadza chaos. Naszkicowany w modlitewniku obraz Boga nijak się ma do „dorosłych” problemów. Obejmuje swoim zasięgiem jedynie mały fragment rzeczywistości, pozostawiając zupełnie nieruszone sprawy naprawdę ważne. Może warto zatroszczyć się w tym roku o „dojrzały”, adekwatny do wieku, rachunek sumienia?...

W prezentowanej obok sondzie o swoich doświadczeniach mówią zwyczajni ludzie, przechodnie spotkani na ulicy. O twórczej roli „kwadransa szczerości” przypomina ksiądz - ceniony spowiednik, kierownik duchowy. Wreszcie przytoczone zostaje nauczenie Jana Pawła II, który jasno stwierdza, że nie może być mowy o prawdziwej wolności, rozwoju, przyszłości bez prawego sumienia. Warto o tym pamiętać, wybierając się na tegoroczne rekolekcje adwentowe.

Czyste, bo nieużywane?

Bardzo trudno dziś mówić o sumieniu. Nie potrafimy go opisać, przyporządkować mu kryteriów, wedle których dokonują się jego osądy. Wielu traktuje je jako niepotrzebny balast, przeszkadzający tylko w budowaniu świata na swoją prywatną, ludzką miarę.

Wyrzuty sumienia traktowane są przez wielu jako słabość, nad którą należy zapanować. W powszechnym mniemaniu istnieją dziedziny życia, ekonomii, polityki, gdzie prawość sumienia wyklucza z działania. Nie brakuje przykładów, gdzie otwarte przyznanie się do wiary i deklaracja o kierowaniu się przy podejmowaniu przyszłych decyzji nakazami sumienia, dyskwalifikuje, w najlepszym przypadku wzbudza uśmiech politowania.

Adwokat we własnej sprawie

Dziedzina sumienia to problem niezwykle delikatny, indywidualny. Człowiek nie rodzi się wyposażony w pełni we wszelkie władze poznawcze - sumienie dojrzewa wraz z nim, przeobraża się, pięknieje albo ulega deformacjom. Dużo zależy od nas, jakim się stanie.

Problem w tym, że niewiele rzeczy tak dobrze wychodzi człowiekowi, jak usprawiedliwianie się. Każdy z nas to świetny adwokat siebie! Ludzie wymyślili dziesiątki sposobów na to, jak sobie poradzić z głosem sumienia. W myśl demokratycznej zasady o słuszności racji podjętej przez większość, określenie „wszyscy tak robią” skutecznie unicestwia wszelkie wewnętrzne poruszenia prawdy buntującej się przeciwko jaskrawemu jej naruszaniu. Dotyka to nie tylko pokolenia wychowanego w kolektywnej rzeczywistości minionego systemu, ale także najmłodszych, urodzonych i wychowanych już w wolnej Polsce. Bywa, że sumienie przypomina dziurawe sito: większe brudy się zatrzymują, ale cała „drobnica” przecieka. Często też stroi się w szaty faryzejskie. Zapada wtedy na duchowe schorzenie, które objawia się przywiązywaniem wielkiej wagi do zewnętrznej poprawności, zachowania przepisów, z jednoczesnym zaniedbaniem troski o wewnętrzną czystość. Rzeczy drobne urastają do rangi wielkiej wagi, sprawy istotne zostają pominięte. Faryzeusz to człowiek, który głośno potępia zło widziane wyraźnie u innych, ale toleruje u siebie. Ilu takich faryzeuszów ukrytych jest w nas?

W Skoczowie w1995 r. Jan Paweł II, podczas kilkugodzinnej nieoficjalnej pielgrzymki do Polski, po kanonizacji Jan Sarkandra wskazał na ogromną potrzebę kształtowania sumienia jako podstawowego warunku życia w społeczeństwie pluralistycznym. Wołał wtedy: „Czas próby polskich sumień trwa! Musicie być mocni w wierze! Dzisiaj, kiedy zmagacie się o przyszły kształt życia społecznego i państwowego, pamiętajcie, iż zależy on przede wszystkim od tego, jaki będzie człowiek - jakie będzie jego sumienie”. Słowa te zostały wypowiedziane ponad 14 lat temu, a przecież nic nie straciły ze swojej aktualności.

Siła świadectwa

„Świadectwo męczenników jest dla nas zawsze jakimś wyzwaniem - mówił wtedy Papież. - Ono prowokuje, zmusza do zastanowienia. Ktoś, kto woli raczej oddać życie, niż sprzeniewierzyć się głosowi własnego sumienia, może budzić podziw albo nienawiść, ale z pewnością nie można wobec takiego człowieka przejść obojętnie. Męczennicy mają nam więc wiele do powiedzenia. Jednak przede wszystkim oni pytają nas o stan naszych sumień - pytają o naszą wierność własnemu sumieniu. [...] Jakże ważne jest więc, aby nasze sumienia były prawe, aby ich osądy oparte były na prawdzie, aby dobro nazywały dobrem, a zło - złem. Aby - wedle słów Apostoła - umiały rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe (Rz 12, 2)”.

„Nasza Ojczyzna stoi dzisiaj przed wieloma trudnymi problemami społecznymi - przypominał Jan Paweł II - gospodarczymi, także politycznymi. Trzeba je rozwiązywać mądrze i wytrwale. Jednak najbardziej podstawowym problemem pozostaje sprawa ładu moralnego. Ten ład jest fundamentem życia każdego człowieka i każdego społeczeństwa. Dlatego Polska woła dzisiaj nade wszystko o ludzi sumienia! Być człowiekiem sumienia, to znaczy przede wszystkim w każdej sytuacji swojego sumienia słuchać i jego głosu w sobie nie zagłuszać, choć jest on nieraz trudny i wymagający; to znaczy angażować się w dobro i pomnażać je w sobie i wokół siebie, a także nie godzić się nigdy na zło, w myśl słów św. Pawła: Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj! (Rz 12, 21). Być człowiekiem sumienia, to znaczy wymagać od siebie, podnosić się z własnych upadków, ciągle na nowo się nawracać. Być człowiekiem sumienia, to znaczy angażować się w budowanie królestwa Bożego: królestwa prawdy i życia, sprawiedliwości, miłości i pokoju, w naszych rodzinach, w społecznościach, w których żyjemy i w całej Ojczyźnie; to znaczy także podejmować odważnie odpowiedzialność za sprawy publiczne; troszczyć się o dobro wspólne, nie zamykać oczu na biedy i potrzeby bliźnich, w duchu ewangelicznej solidarności: Jeden drugiego brzemiona noście (Ga 6, 2)”.

Nie ma potrzeby komentowania tych słów. Są jasne i czytelne. Duchowy rozwój nie znosi stagnacji, bierności. Nie wystarczy mieć czyste ręce - one nie mogą być też puste. Jan Paweł II wyraźnie mówi o obowiązku zaangażowania się w tworzenie lepszego, sprawiedliwszego świata. Rzadko spotykam osoby spowiadające się ze swojej bierności, ze spokoju, który wbrew obiegowym opiniom nie ma nic ze „świętości”.

Cena wolności

„Nasz wiek XX był okresem szczególnych gwałtów zadawanych ludzkim sumieniom - kontynuował w Skoczowie Papież. - [...] Zadawaliśmy sobie w tamtych latach pytanie: Czy może historia płynąć przeciw prądowi sumień? Za jaką cenę? Tą ceną są, niestety, głębokie rany w tkance moralnej narodu, a przede wszystkim w duszach Polaków, które jeszcze się nie zabliźniły, które jeszcze długo trzeba będzie leczyć. O tamtych czasach, czasach wielkiej próby sumień trzeba pamiętać, gdyż są one dla nas stale aktualną przestrogą i wezwaniem do czujności: aby sumienia Polaków nie ulegały demoralizacji, aby nie poddawały się prądom moralnego permisywizmu, aby umiały odkryć wyzwalający charakter wskazań Ewangelii i Bożych przykazań, aby umiały wybierać, pamiętając o Chrystusowej przestrodze: Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę? (Mk 8, 36-37). Wbrew pozorom, praw sumienia trzeba bronić także dzisiaj. Pod hasłami tolerancji, w życiu publicznym i w środkach masowego przekazu szerzy się nieraz wielka, może coraz większa nietolerancja. Odczuwają to boleśnie ludzie wierzący. Zauważa się tendencje do spychania ich na margines życia społecznego, ośmiesza się i wyszydza to, co dla nich stanowi nieraz największą świętość”.

Brzmi znajomo? Czasem potrzebny jest wstrząs, zachwianie w posadach tzw. świętego spokoju, który ma to do siebie, że zaciera ostrość spojrzenia, gubi prawdę. Czy tak się stanie w najbliższych miesiącach, latach? Czas pokaże. Walka o ludzkie sumienia trwa. Nie wolno nam jej przegrać.

 

Prawda boli?

Jest wiele problemów, z którymi świat nie może sobie poradzić, choć twierdzi, że jest inaczej: wolność seksualna, aborcja z eutanazją, nienawiść do krzyża... Cóż widzimy? Otóż każda z nich bierze swój początek w rozmijaniu się z prawdą. Orędownicy dróg absurdalnej wolności posługują się kłamstwem. Źle, gdy jest to kłamstwo zamierzone. Jeszcze gorzej, gdy sami w nie uwierzą. Zamykają się wtedy na wszelką argumentację. Powinniśmy dostrzegać to w całej jaskrawości, aby nie ulec mirażom.

 

Ale uczucia są bardzo ważne. Nie da się ich zmarginalizować.

Człowiek jest jednością ciała, ducha i duszy. Nasze ciało w oczach Bożych jest święte, ma swoją godność, to świątynia Ducha Świętego. Przez nie wyraża się dusza, która - z drugiej strony - dzięki rozumowi i woli otwiera człowieka na nieograniczoną przestrzeń duchową. Rozum ludzki poznaje prawdę o dobru, a wola ją wybiera. Z kolei uczucia, które nam towarzyszą, jeśli nie są rozpoznane i człowiek nimi nie kieruje, mogą bardzo skomplikować wybory. Św. Tomasz z Akwinu także mówi, że tłumienie uczuć jest niemoralne. Problem w tym, że nie mogą one mieć decydującego wpływu na ludzkie decyzje. One mogą jedynie podprowadzić do rozumu.

 

Kwadrans szczerości

KS. ROBERT STESZUK
WIKARIUSZ PAR. PW. ŚWIĘTEJ RODZINY W SOBOLEWIE

Skąd się dziś bierze tak wielka selektywność w traktowaniu norm moralnych? Czasem wydaje się, że sumienie przypomina durszlak - i to taki z wielkimi dziurami...

Świat uwierzył w nieskrępowaną wolność, czyli samowolę, dowolność. Ludzie kierujący się takimi zasadami gardzą wszelkimi obiektywnymi normami. Tu jest sedno problemu.

Logika mówi, że wolność jednego człowieka ma swoje granice tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego.

Nikt nie jest wolny bezwzględnie. Tylko wybór prawdziwego dobra czyni człowieka wolnym. Jest jeszcze logika wiary. Ta zaś dodaje regułę kolejną: nie tylko wobec ludzi nasza wolność jest ograniczona, ale i wobec Boga - bo to Bóg stworzył świat wraz ze wszystkimi prawidłami życia. Wpisał w serce człowieka, w jego sumienie, prawa i normy, które nie podlegają żadnej zmianie czy głosowaniu. Dlatego należy je poznać, właściwie odczytać i mądrze zastosować w życiu.

W starożytnym Rzymie lud wołał: „Panem et circenses - chleba i igrzysk!”. Dziś lud woła: „Wolności i praw!”

I tak jak przed wiekami, tak i dziś stanowiący prawa hojnie czynią zadość tej prośbie, nie zważając, że prowadzi to do samounicestwienia człowieka. Tzw. prawa osoby urastają do rozmiarów absurdu. W jego imię można zabić, zdeformować sumienie, wyrzucić krzyż, propagować pornografię i nieskrępowaną wolność seksualną. Kościół, ponieważ protestuje przeciwko takiemu uprzedmiotowieniu człowieka, marginalizuje się w debacie publicznej, ośmiesza. Wolność sama w sobie staje się religią.

Jak więc w tym świecie powinien zachować się chrześcijanin?

„Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” - mówił Jezus (J 8, 32). Chrystusowe królestwo to królestwo prawdy. Bez prawdy nie ma ani sprawiedliwości, ani miłości, ani codziennej ludzkiej nadziei. Przylgnięcie do prawdy jest koniecznym warunkiem, by sumienie nie było nieme, by jego głos był donośny. Chrześcijanie powinni trwać przy prawdzie, prawdy bronić, prawdę poznawać, prawdą się posługiwać. I to w każdym wymiarze życia. Wolność bez prawdy jest własną karykaturą.

Dziś kryterium oceny moralnej czynu często przebiega po linii: przyjemne - nieprzyjemne. Dobre jest to, co mi służy. Inne kryteria się nie liczą.

Niestety, tak jest. Ludzie młodzi mówią: współżyjemy przed ślubem, mieszkamy razem, bo to jest przyjemne. A więc dobre. Nie liczą się przykazania, moralność. Zostały zmarginalizowane. Przyznaje się priorytet uczuciom. Tymczasem one ze względu na swoją zmienność nie mogą być podstawą wyborów. W poznawaniu prawdy o człowieku pierwszy jest rozum - tylko wybór zgodny z prawdą o dobru daje człowiekowi możliwość rozwoju, wolności i prawdziwej radości. To, co jest przykre, nie musi być złe, a to, co jest przyjemne, nie musi być dobre.

Jaką rolę w formacji chrześcijańskiej pełni rachunek sumienia?

Jego celem jest otwarte dążenie do poznania prawdy o nas samych i prawdy o Bogu działającym w naszym życiu. Św. Augustyn napisał znamienne słowa: „Obym poznał siebie, obym poznał Ciebie, Boże”. Mamy porządkować w sobie to, co wymaga uporządkowania i przyjmować to, czego zmienić nie możemy. Rachunek sumienia pomaga nazywać rzeczy po imieniu, stawać przed Bogiem w prawdzie o sobie. Jest to raczej dialog człowieka z Bogiem w duchu miłości niż rozliczanie się z własnych słabości. Konieczna jest postawa wewnętrznej szczerości - nie ma tu miejsca na łatwe usprawiedliwienia i szukanie argumentów dla swoich większych czy mniejszych grzeszków. Św. Ignacy Loyola nazywał ten czas najważniejszym kwadransem dnia. Inni mówią o rachunku sumienia jako o „modlitwie miłującej uwagi”. Rachunek sumienia powinien więc być dla każdego z nas codzienną, ważną wieczorną modlitwą, otwierającą na miłość Boga i na samego siebie.

Dziękuję za rozmowę.



    Rachunek sumienia wg św. Ignacego z Loyoli

  1. Najpierw dziękuj Bogu za wszystko, co cię spotkało podczas dnia: za ludzi, wydarzenia, radości, a także trudności i słabości.
  2. Proś o łaskę poznania grzechów i odrzucenia ich od siebie. Przyzywaj światła Ducha Świętego. Tylko dzięki niemu spojrzysz na siebie tak, jak patrzy na ciebie Bóg.
  3. Żądaj od swojej duszy zdania sprawy z myśli, słów i czynów. Dokonaj analizy swojego postępowania godzina po godzinie. Najpierw zatrzymaj się nad swoimi myślami, potem słowami i czynami. Zastanów się, w jaki sposób Bóg w tobie działał i dokąd prowadził, ku czemu cię pociągał i jak na to odpowiedziałeś.
  4. Proś Boga o przebaczenie win. Przepraszaj za te sytuacje, w których sprzeniewierzyłeś się Jego wezwaniu. Przebaczaj tym, którzy ciebie poranili, proś o przebaczenie tych, których ty poraniłeś. Pomódl się na nich. Wzbudź w sobie skruchę i żal, które pozwolą ci doświadczyć przebaczającej miłości Ojca.
  5. Uczyń konkretne postanowienie poprawy przynajmniej w jednej drobnej rzeczy, pamiętając, że nie możesz zmienić wszystkiego.

 

SONDA

Mój sposób na rachunek sumienia?

HELENA SOSNOWSKA, EMERYTKA

Rachunek sumienia powinno się robić przed każdą spowiedzią, a do sakramentu pokuty przystępować przynajmniej raz w miesiącu. Szczegółowy rachunek sumienia należy robić w domu, a przy tym korzystać ze służących pomocą różnego rodzaju publikacji. Niedawno przeczytałam książkę ks. Jana Gomółki o Dekalogu. Można w niej znaleźć wiele ułatwień przy przeprowadzaniu szczegółowego rachunku sumienia. Swój rachunek sumienia robię codziennie i uważam, że dzięki niemu łatwiej mi zbliżyć się do Boga. Rachunek sumienia warto rozpocząć od przeczytania fragmentu Ewangelii, a następnie zastanowić się nad małym postanowieniem, co w danym dniu chcę zrobić dobrze, a czego i w jaki sposób uniknąć. Wyzbyć się tego, co częściej mi się przydarza i co oddala mnie od Boga. Jeśli wykona się takie postanowienie, to wieczorem łatwiej jest odbyć rachunek sumienia. Za każdym razem, kiedy przymierzam się do przyprowadzenia go, modlę się do Ducha Świętego o światłość, mądrość i pomoc we wnikliwej analizie grzechów popełnionych w ciągu dnia. Wiem, że Bogu nie podoba się zbyt rzadkie przystępowanie do sakramentu pokuty. Przeczytałam kiedyś, że jeżeli codziennie nie robimy rachunku sumienia, to po miesiącu wiele zapominamy.

HANNA ŚPIEWAK
NAUCZYCIELKA

Co roku zastanawiam się nad nowymi sposobami przeprowadzania rachunku sumienia, jednak za każdym razem sięgam po sprawdzony - stawianie sobie pytań na podstawie Dekalogu i Pięciu przykazań kościelnych. Aby mój rozrachunek przed sobą i Bogiem był owocny, modlę się najpierw z pokorą o łaskę nawrócenia i miłosierdzia Bożego. Czytam Pismo Święte, którego fragmenty wprowadzają mnie w stan zamyślenia i duchowej zadumy. Najczęściej jednak sięgam po modlitewnik, gdzie zamieszczone są gotowe propozycje rachunku sumienia. Pytania w nim zawarte skłaniają mnie do refleksji na temat mojego życia. Coniedzielna Msza św. i uroczystości adwentowe, m.in. roraty, pozwalają mi odkryć na nowo obecność Boga i pragnienie przemiany. Najlepszą okazją do spełnienia tegoż sakramentu pokuty są rekolekcje adwentowe ze spowiedzią. Ich atmosfera i słowo Boże głoszone przez zaproszonego księdza rekolekcjonistę skłaniają do zadumy oraz analizy zła, jakiego dopuściłam się w ostatnim czasie przeciw Bogu i bliźniemu.

PIOTR KRAWCZYK
STUDENT

Pod pojęciem rachunku sumienia rozumiem przygotowanie się do spowiedzi, przypomnienie sobie grzechów popełnionych w ostatnim czasie oraz zastanowienie się nad możliwością ich poprawy. Kiedy byłem małym chłopcem, nie przykładałem się do rachunku sumienia. Często zdarzało się, że robiłem go ,,pięć minut przed hejnałem”. Ale z wiekiem, gdy człowiek dorasta, zaczyna rozumieć pewne sprawy bardziej dogłębnie i bardziej przykłada się do tego, co robi. Współcześnie, w świecie ,,wyścigu szczurów” i braku czasu na cokolwiek, nawet na pójście do kościoła, ludzie nie zwracają uwagi na to, aby starannie i szczerze zrobić rachunek sumienia, przypomnieć sobie wszystkie grzechy, którymi obraziło się Pana Boga. Dobrze zrobiony rachunek sumienia to połowa sukcesu, aby nasza spowiedź była uczciwa nie tylko względem nas samych, ale przede wszystkim względem Boga. Mój rachunek sumienia polega na tym, że dzień przed pójściem do spowiedzi staram się przypomnieć wszystkie grzechy, które popełniłem od ostatniej spowiedzi, ale i te, których zapomniałem wyznać podczas ostatniej. Fajnym pomysłem na dobry rachunek sumienia jest przypomnienie sobie grzechów mniej więcej tydzień przed spowiedzią i zapisywanie ich na karteczce. Kartkę należy nosić przy sobie, aby nikt nie miał możliwości przeczytania naszych występków, a po spowiedzi zniszczyć ,,zapiski”. Robiąc rachunek sumienia w taki sposób, żaden grzech nie umknie naszej uwadze, a przez to i spowiedź będzie bardziej owocna.

OPR. MAGDALENA CZARNOCKA, PAULINA ŚPIEWAK

opr. aw/aw



Echo Katolickie
Copyright © by Echo Katolickie

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Tu możesz nas wesprzeć

Darowizna

reklama

Pekao