• Pytania o wiarę

Komunia święta w związkach niesakramentalnych

To niemożliwe, że papież mógłby zachęcać do komunii świętej bez uznania swoich grzechów i uzyskania Bożego przebaczenia, a tym bardziej do komunii świętokradzkiej. Moim zdaniem, Ojciec Święty zwraca się w ten sposób do tych ludzi, którym drogi życiowe tak się poplątały, że może już wydaje im się, że nie ma już nadziei na ich powrót do zbawczych źródeł – pisze w felietonie o. Jacek Salij OP.

To było stosunkowo dawno temu. Przyszedł do mnie mężczyzna, potężne chłopisko – zaczął od tego, że rozpłakał się. Pierwsze małżeństwo mu się rozsypało, żyje w drugim. Ma małe dzieci, dla niego to oczywiste, że ich nie zostawi. Ale bez sakramentów dłużej już żyć po prostu nie może. Pyta mnie: „proszę księdza, a jak my byśmy z żoną zaczęli spać w osobnych pokojach, jakby się żona na to zgodziła, jakbyśmy to tak ułożyli, że znajomi nie widzieliby tego, jak przystępujemy do sakramentów i nie byłoby żadnego zgorszenia...”

Serce podpowiedziało mu taki powrót do sakramentów, który w Kościele jest aprobowany bez zastrzeżeń.

Znacznie częściej przychodziły do mojej rozmównicy osoby rozwiedzione, które związały się z kimś następnym – żeby się zwierzyć, jak bardzo cierpią z tego powodu, że nie wolno im razem z wszystkimi przystępować do komunii świętej. Próbowałem im wtedy pokazywać religijny sens takiej właśnie sakramentalnej dyscypliny. Może jest jeszcze szansa na pojednanie z twoim ślubnym małżonkiem? Przede wszystkim jednak namawiałem do tego, żeby w tym czasie niedopuszczenia do sakramentów tym więcej starać się o możliwie głęboką zażyłość z Panem Jezusem.

„Przecież Kościół nie ma nic przeciwko temu – przekonywałem takiego spragnionego sakramentów katolika – a nawet serdecznie zaprasza cię do tego, żebyś co niedzielę przychodził na mszę świętą. Może nawet uda ci się przychodzić czasem do pustego kościoła, ażeby odwiedzić i nacieszyć się obecnym tam w tabernakulum Panem Jezusem. On z całą pewnością widzi twój głód Eucharystii. Widzi również twoje posłuszeństwo wiary – to, że skoro teraz ci tego nie wolno, ty do komunii świętej nie przystępujesz. On widzi wszystkie twoje dobre czyny, widzi też, że jako rodzice wkładacie wiele serca w to, żeby przekazać wiarę  waszym dzieciom”.

Przyznajmy jednak, że stosunkowo niewielu jest takich katolików, którzy bardzo cierpią z tego powodu, że Kościół nie dopuszcza ich do komunii. Większość ochrzczonych w Kościele rozwodników wywodzi się z tej masy mało praktykujących katolików, którzy raczej nie odczuwają potrzeby komunii świętej, a było tak już przed ich wejściem w związek niesakramentalny. Jednak prawda jest taka, że nawet jeśli wielu z tych ludzi nie przejmuje się tym, że Kościół boi się ich dopuścić do komunii świętej, to przecież Kościołowi ogromnie zależy na tym, żeby ich do wspólnoty eucharystycznej doprowadzić.

Wolno domyślać się, że właśnie tym kieruje się Ojciec Święty, podnosząc pytanie, że może jednak dałoby się rozwodników, którzy żyją w związkach następnych, dopuścić do stołu Pańskiego. Rzecz jasna, papież Franciszek dobrze zna rozwiązania tego problemu, jakie są ustalone w Kościele od dawna i potwierdzone przez jego poprzedników. Co więcej, nieraz twierdził, że nie zamierza ich zmieniać ani się im przeciwstawiać. Dlaczego zatem to pytanie podnosi? Co chce w ten sposób osiągnąć?

Zacząłem od wspomnienia tych zagubionych owieczek, które Chrystus Dobry Pasterz już odnalazł i które już zdecydowanie wracają do Jego owczarni. Ale przecież nie wolno nam utracić nadziei na powrót tych innych – tych, którzy odeszli i może do żadnego grzechu ani nawet błędu nie chcą się przyznać, tych wszystkich, na których powrót już nawet w Kościele prawie nikt nie czeka.

„Duch wieje, gdzie chce” – powiedział Pan Jezus Nikodemowi, którego zdumiewała obietnica duchowego odrodzenia. Spróbujmy w tej właśnie perspektywie spojrzeć na papieskie marzenie o tym, żeby ci, którym rozpadło się sakramentalne małżeństwo i którzy znaleźli się w jakichś związkach następnych, mogli przyjąć komunię. Papież na pewno nie zamierza przed tymi ludźmi ukrywać, że – jak określa Katechizm Kościoła Katolickiego, 1617 –  „całe życie chrześcijańskie nosi znamię oblubieńczej miłości Chrystusa do Kościoła” i że to dlatego małżeństwo chrześcijan powinno być „sakramentem przymierza Chrystusa i Kościoła”.

Absurdem byłoby też przypuszczenie, jakoby Ojciec Święty zapomniał lub zlekceważył prawo kanoniczne, które przypomina, że „między ochrzczonymi nie może istnieć ważna umowa małżeńska, która tym samym nie byłaby sakramentem” (kan. 1055 §  2). Na pewno też Ojciec Święty nie chce unieważniać – zresztą nie ma takiej władzy, żeby to zrobić – nauki Kościoła, że „wyłącznie małżeństwo jest właściwym miejscem dla aktu płciowego; poza nim stanowi zawsze grzech ciężki i wyklucza z komunii sakramentalnej” (wspomniany Katechizm, 2390).

Przywoływałem przed chwilą słowa Pana Jezusa, że „Duch wieje, gdzie chce”. W tym kluczu staram się rozumieć papieża Franciszka, który publicznie zastanawia się nad pytaniem o możliwość dopuszczenia do komunii świętej tych katolików, którzy mimo ślubu kościelnego założyli swoje rodziny z kimś innym. Nawiązując do znanej przypowieści ewangelicznej, jest to poszukiwanie tych owieczek, które tak bardzo się zagubiły, że ich powrotu nawet w Kościele przestaliśmy się spodziewać.

Bo przecież to niemożliwe, że papież mógłby zachęcać do komunii świętej bez uznania swoich grzechów i uzyskania Bożego przebaczenia, a tym bardziej do komunii świętokradzkiej.

Moim zdaniem, Ojciec Święty zwraca się w ten sposób do tych ludzi, którym drogi życiowe tak się poplątały, że może już wydaje im się, że nie ma już nadziei na ich powrót do zbawczych źródeł. Kościół, najlepsza Matka – tak rozumiem Ojca Świętego – wciąż na Was czeka, Kochane Dzieci. Próbujcie wracać, nie traćcie nadziei na to, że to możliwe!
 

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama