Parkometry i sprawiedliwość

Cotygodniowy komentarz z Gościa Niedzielnego (31/2000)

W ubiegłym tygodniu podziwiałem pracowitość rodaków - obserwując samochody zaparkowane w dni robocze na mojej ulicy myślałem, że zrezygnowali z wakacji. Okazało się, że wnioskowałem jak ów więzień polityczny z opowiadania Mrożka, którego do reżimu przekonał widoczny z celi komin, świadczący o dynamicznym rozwoju przemysłu - a to dymiło krematorium. Ja widziałem samochody, ale przeoczyłem na sąsiednich ulicach parkometry, wzmacniające atrakcyjność darmowego metra pod moim oknem. Z pracowitością może przesadziłem, co jednak nie burzy mojego optymizmu: może naród nie jest aż tak pracowity, ale za to jaki oszczędny!

Parkometry zdobywają Polskę dość wolno i daleko nam do Holandii, gdzie widziałem słupki na pieniądze nawet na wsi, zaś podstawowy okres parkowania wynosił siedem i pół minuty. Tamtejszy satyryk wymyślił nawet opłaty za siedzenie na ławce w parku, przewidując nieuchronny rozwój wypadków. W Polsce za to słyszeliśmy o pomyśle pobierania opłat za przejazdy po mostach. Urzędnicy, kombinując, skąd by tu jeszcze wytrzasnąć parę groszy, kierują się głównie aksjomatem ,,kierowca zapłaci każdą cenę". Stąd ćwiczenia podatkowo-akcyzowe na benzynie, nowych samochodach, autostradach i na mostach.

A gdyby tak zająć się dla odmiany pieszymi? Pobierając opłatę za przejście przez jezdnię w poprzek, można by na niej malować zebry o podwyższonym standardzie. Ponadto byłoby to rozwiązanie nadzwyczaj europejskie, bo myto za przejście przez drogę pobierano gdzieniegdzie we Francji już w XVIII w. Skończyło się to co prawda rewolucją 1789 r., ale czy w kontekście bieżącego budżetu musimy od razu myśleć o dalekosiężnych skutkach? A jak podniósłby się poziom sprawiedliwości: dlaczego płacić mają tylko ci, którzy swoją krwawicę przeznaczyli na wymarzone auto i poruszają się wzdłuż osi jezdni, natomiast ruch poprzeczny jest zwolniony od opłat?

Argumentem sprawiedliwości posługują się ostatnio przeciwnicy przyjętej w Sejmie ustawy uwłaszczeniowej. Czyżby nie mieli lepszych? Późne powołanie do obrony sprawiedliwości należy uszanować, ale może przed wdzianiem ornatu warto zrobić rachunek sumienia i pozbyć się ogona. Uwłaszczenie ma już bowiem w naszym kraju dość długą historię. Jakoś tak dziwnie się działo, że dzisiejsi obrońcy sprawiedliwości nie darli szat, gdy w ręce prywatne przechodziły banki i co lepsze przedsiębiorstwa. Nie było ogólnonarodowej debaty, gdy rozdawano akcje kolejnych firm zatrudnionym w nich pracownikom. Niesprawiedliwe okazuje się dopiero uwłaszczenie nauczycieli, lekarzy i tych wszystkich, którzy w swoim czasie nie zatrudnili się w nafcie albo w telefonach oraz pewnie przepili swój majątek, skoro dotychczas nie kupili sobie mieszkania. W obronie sprawiedliwości p. Kalisz prezydencki zaatakował nawet peerelowski ustrój sprawiedliwości społecznej, twierdząc, że przyznawał on mieszkania osobom, którym się one nie należały, zaś Krzaklewski z Buzkiem wspierają komunistów, których obalili. Że też nie ma opłat za szerzenie sprawiedliwości!

opr. ab/ab

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama