Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Przede wszystkim świat opisywać

Z Cezarym Gmyzem, dziennikarzem śledczym zwolnionym z „Rzeczpospolitej” po opublikowaniu artykułu „Trotyl na wraku tupolewa”, aktualnie publicystą na portalach internetowych Niezależna.pl, Gazety Polskiej i tygodnika Do Rzeczy, założycielem Telewizji Republika, rozmawia Anna Wolańska.

Zawód dziennikarza śledczego nie jest chyba najbezpieczniejszą profesją?

To jest ryzyko wpisane w zawód człowieka ujawniającego fakty, które nie podobają się możnym tego świata. Ja wiele tego typu rzeczy ujawniałem i zdaję sobie sprawę, że moja pisanina nie jest tym, co cieszy rządzących - niezależnie zresztą od ich opcji politycznej, od ich proweniencji politycznej. Ale do tej pory nie spotkało mnie nic złego poza tym, że straciłem robotę w „Rzeczpospolitej”.

Jednak ma Pan proces...

Tak, mam m.in. proces z Tomaszem Turowskim.

Jakie przewidywania?

Na razie trwa przesłuchiwanie świadków. Tomasz Turowski, wieloletni komunistyczny szpieg, m.in. w Watykanie i we Francji, ale też szpiegujący polskich opozycjonistów, oskarżył mnie - po ujawnieniu jego przeszłości - o zniesławienie, no i ten proces pewnie jeszcze troszeczkę potrwa. Ja napisałem prawdę, wobec czego jestem przekonany, że powinienem wygrać. Fakty, które podałem na temat jego życia, są dla Tomasza Turowskiego kompromitujące, bo jeżeli ktoś od połowy lat 70 szpiegował - papieża, polską emigrację, wreszcie polską opozycję - to nie jest to życiorys przynoszący chlubę.

W sprawie smoleńskiej też jakąś rolę odegrał?

W sprawie smoleńskiej jego rola jest niewyjaśniona, natomiast wiadomo, że jest to jedna z kluczowych osób odpowiedzialnych za przygotowywanie wizyty w Smoleńsku, a właściwie w Katyniu, zarówno Donalda Tuska, jak i Lecha Kaczyńskiego. To, że został on zatrudniony po tym, jak odszedł z MSZ, miesiąc przed katastrofą smoleńską, jest rzeczą, która budzi podejrzenia, podobnie jak budzi podejrzenia fakt, że Radosław Sikorski rozpatrywał jego kandydaturę jako ambasadora w Watykanie.

Historyk Sławomir Cenckiewicz mówi, że Pańska nowa książka „Zawód: dziennikarz śledczy” odsłania kuchnię III RP. Wygląda na to, że ta kuchnia jest mocno pobrudzona.

Zaglądanie za kulisy polityki, władzy, biznesu, zawsze - przynajmniej w naszym kraju - powoduje, że się jakieś brudy wykryje. W Polsce mamy do czynienia z chorą sytuacją, w której aferzyści, a zwłaszcza tzw. przestępczość białych kołnierzyków, to nie są ludzie, którzy by ponosili odpowiedzialność za swoje czyny. Zdarza się, że w sposób straszliwy tępieni są drobni czy średni biznesmeni, natomiast oligarchowie pozostają poza zasięgiem wymiaru sprawiedliwości. Jest to wina słabego systemu prawnego w Polsce i jednocześnie przekonania, że są równi i równiejsi. W Polsce mamy do czynienia z dyktaturą dużych pieniędzy, i to nie jest tak np. jak w USA, że surowiej się traktuje ludzi z pierwszych stron gazet. U nas budziło wątpliwości, że agent Tomek (obecny poseł Tomasz Kaczmarek) nagrywał swoich rozmówców przy pomocy ukrytego sprzętu, a w USA tego typu metody nie budzą u nikogo żadnych zastrzeżeń. Wprawdzie posłanka Beata Sawicka została skazana, jednak możniejsi od niej są z niezrozumiałych względów kryci. Mam na myśli m.in. byłą parę prezydencką. Dzięki temu, że w kluczowym momencie odstąpiono od założenia techniki w domu, który, jak podejrzewano, należy do Kwaśniewskich (co zresztą również opisuję w swojej książce), doszło do załamania się akcji CBA i nie zdobyto kluczowych dowodów mogących potwierdzać tezę, że żona byłego pierwszego obywatela RP mogła się dopuszczać przestępstw.

Czyli że układ zamknięty i sprawa nie do ruszenia?

Ja mam nadzieję, że to tak nie będzie, dlatego że ta skala nieprawidłowości i korupcji, z jaką mamy do czynienia w Polsce, osiągnęła już ten poziom, że staje się to niebezpieczne dla niepodległego bytu państwowego. Państwo jest rozkradane, polska armia nigdy nie była tak słaba, jak jest obecnie. To nie jest tak, jak uważał swojego czasu Francis Fukuyama, że historia się skończyła. Historia się nie skończyła, czego dobitnym przykładem był atak na WTC, gdzie tak naprawdę koncepcja Fukuyamy się kompletnie załamała. My nie żyjemy w bezpiecznym świecie, my żyjemy w świecie, w którym państwa mają nadal swoje interesy. Winston Churchill mawiał, że państwa nie mają przyjaciół, tylko mają interesy. Rosja cały czas traktuje nas jak tzw. bliską zagranicę i chciałaby rozszerzyć swoją strefę wpływów na zachód.

I rozgrywa nas?

Oczywiście, że Rosjanie nas rozgrywają. Polska stała się areną niebywałej aktywności rosyjskich, i nie tylko, służb specjalnych. Na razie nikt tego skutecznie nie zwalcza, ale jestem osobiście przekonany, że również w związku z tragedią smoleńską aktywność rosyjskich służb specjalnych w Polsce jest bardzo duża, na co zresztą zwracają uwagę m.in. Brytyjczycy, Niemcy czy państwa NATO. One mówią, że rosyjska aktywność wywiadowcza jest największa od czasów zimnej wojny.

Takie sformułowania, uznawane za teorię spiskową, są wyśmiewane.

Ja się już przyzwyczaiłem do tego, że wszystko, co niewygodne, usiłuje się zakrzyczeć. Mimo to jestem fanatycznym wyznawcą teorii spiskowych, dlatego że bez nich nie da się zrozumieć historii świata. Spróbujmy wyobrazić sobie, jak by się zachowywały media mainstreamowe, gdyby służyły władzy np. w sierpniu 1939 r. i ktoś ogłosiłby, że Stalin z Hitlerem, Ribbentrop z Mołotowem zawarli tajny pakt do aktu o nieagresji, który dokonuje rozbioru Europy środkowo-wschodniej. Zapewne byłoby to wyśmiane jako teoria spiskowa. Jeżeliby ktoś wziął pod uwagę np., że w styczniu 1942 r. elita państwa niemieckiego zebrała się w pięknej willi na jeziorem Wannsee i postanowiła o wymordowaniu całego narodu żydowskiego w Europie, też, oczywiście, traktowalibyśmy to jako teorię spiskową. Z bliższych nam wydarzeń - to, co się działo w Magdalence. Coraz więcej dokumentów na ten temat wypływa i wiemy, że byliśmy świadkami spektaklu propagandowego, który umożliwił przejście suchą stopą zbrodniarzom komunistycznym do nowej, już postkomunistycznej rzeczywistości.

Pańska informacja o trotylu na wraku tupolewa, która „wysadziła” dwie redakcje, spowodowała jakieś konkretne zmiany w śledztwie smoleńskim?

Mam nadzieję, że dzięki temu te badania, które wciąż trwają w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym, będą na tyle skuteczne, że zostanie wyjaśnione pochodzenie trotylu, który niewątpliwie na wraku tupolewa się znalazł.

Wierzy Pan, że służby wywiadowcze USA i  innych krajów ujawnią informacje, jakie posiadają na temat Smoleńska?

Te informacje zostaną ujawnione, pytanie, oczywiście, kiedy. Jestem przekonany, że służby specjalne takich państw jak USA, wielka Brytania, Niemcy, Izrael czy inne państwa, które dysponują np. monitoringiem satelitarnym, mogłyby pomóc wyjaśnić, co w rzeczywistości się stało o 8.41 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku. Część naszych sojuszników już nam udostępniła informacje.

Ale to chyba nie leży w ich interesie?

Interes to jest szerokie pojęcie, jednocześnie rzecz zmienna. Przy słabej prezydenturze Baracka Obamy i jego dążeniu do tzw. resetu w stosunkach z Rosją raczej nie można liczyć na to, że USA zaangażuje się po stronie polskiej w tej sprawie. Miejmy jednak nadzieję, że może kiedyś, w przyszłości... Żadna władza nie jest wieczna i nie jest wieczny Putin, a za cztery lata być może republikanie obejmą rządy i wtedy szanse się zwiększą.

Nieobecność premiera w kraju 10 kwietnia to wyraz tchórzostwa?

To wyraz pogardy dla ofiar tragedii smoleńskiej. Wyjazd do Nigerii 10 kwietnia jest napluciem w twarz rodzinom. Zwrócę uwagę, że Donald Tusk tak naprawdę w bardzo ograniczonym zakresie bierze udział w uczczeniu ofiar tragedii smoleńskiej W ubiegłym roku wysłał na miejsce katastrofy (ja byłem w tej delegacji) nawet nie wicepremiera, tylko ministra - ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego. Sam nie miał odwagi, żeby stanąć po raz wtóry - a właściwie po raz pierwszy od czasu katastrofy smoleńskiej -  w tym miejscu, w którym zginął prezydent Rzeczpospolitej i 95 innych osób.

We wspomnianej wyżej książce pisze Pan, że w MSZ pracują całe wielopokoleniowe klany związane czy to z wojskówką, czy z bezpieką cywilną. Tylko w MSZ?

Nie. Wpływy byłych i obecnych służb specjalnych w wielkim biznesie to nie jest rzecz wymyślona przeze mnie, tylko m.in. opisana przez funkcjonariusza najpierw komunistycznych służb, a potem służb III RP Mariana Zacharskiego, który w swoich książkach, m.in. w „Rosyjskiej ruletce”, opowiada, jak daleko wpływają służby specjalne na sposób sprawowania władzy oraz biznes w Polsce. Ta aktywność służb specjalnych we wszystkich krajach świata na styku biznesu i polityki istnieje, natomiast w Polsce zasadne jest pytanie, kto kogo kontroluje. Czy politycy kontrolują służby specjalne, czy też są kreowani i kontrolowani przez służby specjalne. Moim zdaniem jesteśmy bliżej tego drugiego modelu, a to jest naprawdę niebezpieczne. Bo skoro do ojcostwa PO przyznaje się Gromosław Czempiński, to znaczy, że żyjemy w chorym państwie.

Swoją dociekliwością chce Pan zmienić świat?

To, że świata nie zmienię, wiem od 20 z górą lat, w zasadzie od początku mojej kariery dziennikarskiej Ja bardzo szybko doszedłem do wniosku, że dziennikarz powinien przede wszystkim świat opisywać, a nie go zmieniać. Jeżeli z tego opisywania wyniknie jakaś zmiana, to dobrze. Ale wynika rzadko.

Dziękuję za rozmowę.

Echo Katolickie 16/013



opr. ab/ab



Echo Katolickie
Copyright © by Echo Katolickie

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: bioetyka szpieg teoria spiskowa dziennikarz śledczy MSZ Radosław Sikorski katastrofa smoleńska Tupolew trotyl Tomasz Turowski
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W