Eutanazja „prawem człowieka”? Fałszywe wizje wolności wciskają się drzwiami i oknami

Przywykliśmy do powracającej cyklicznie dyskusji na temat „prawa do aborcji” - coraz śmielej nazywanego dziś „prawem człowieka!” - i absurdalnych argumentów, które przy tej okazji padają ze strony zwolenników „pro-choice”. Nie zauważamy przy tym, że w tle od jakiegoś czasu potężne międzynarodowe lobby przygotowuje nas do afirmacji innej „zdobyczy” nowoczesności, czyli eutanazji.

 

Dokonuje się to przez lobbing prawny, piętrzenie emocji, budowanie fałszywej wizji wolności. W propagandę wprzężone są potężne platformy streamingowe, sprytnie zmanipulowane sondaże pokazujące rzekomą wysoką akceptację Polaków dla „dobrej śmierci” (gr. eutanazja), zakłamywanie faktów i realnych skutków ewentualnej legalizacji procederu itp. Słyszymy, że zabijanie w imię „miłosierdzia” to „normalność” w cywilizowanym świecie - dopóki tego nie zrozumiemy, będziemy jego zaściankiem. Że trzeba stawić czoło „turystyce eutanazyjnej” (głównie do Szwajcarii) etc. Wielu ludzi daje się na to nabrać. Mniej znane są fakty, iż za domaganiem się prawnej afirmacji eutanazji stoją wielkie korporacje i potężne pieniądze - globalne zyski ze świadczenia „usług śmierci na życzenie” liczone są już dziś w miliardach dolarów rocznie.

Zwolennicy „śmierci z wyboru”

Ci, którzy propagują eutanazję, tłumaczą, że wszędzie tam, gdzie eutanazja jest legalna, podlega ścisłej kontroli i restrykcyjnym procedurom, zaś decyzja o odebraniu życia, bądź świadomym zaniechaniu czynności je podtrzymujących, jest wieloetapowa. Praktyka pokazuje jednak, że jest inaczej: kontrola jest coraz mniejsza.

Szerokim echem odbiła się sprawa 64-letniej Godelievy deTroyer z Belgii. Cierpiała na depresję, w związku z czym złożyła wniosek o podanie jej śmiertelnego zastrzyku, argumentując to „nieznośnym cierpieniem psychicznym”. W prawodawstwie Belgii ów argument jest wystarczający. Przed śmiercią kobieta wpłaciła 2,5 tys. euro darowizny stowarzyszeniu promującemu eutanazję - prezesem organizacji był lekarz, który po raz ostatni przebadał pacjentkę, uznając, że jest „gotowa” do eutanazji. Ostatecznie to on podał jej śmiertelny zastrzyk z trucizną. Problem w tym, że syn pacjentki o śmierci własnej matki dowiedział się dopiero… dzień później.

Eutanazyjne „mekki” w Europie to Belgia, Holandia, Hiszpania, Luksemburg. W Kanadzie, Niemczech, Japonii, w kilku amerykańskich stanach i w Szwajcarii legalne jest tzw. wspomagane samobójstwo. W ciągu ponad 20 lat liczba dokonywanych w Belgii eutanazji wzrosła niemal tysiąckrotnie! „W Holandii liczba eutanazji pomiędzy rokiem 2003 a 2020 wzrosła z 1815 do 6938 przypadków” - czytamy w raporcie Ordo Iuris (2023 r.). „Zabiegowi” poddawane są głównie starsze osoby, ale rośnie skala zabijania ludzi w sile wieku, cierpiących na depresję lub samotność. Śmiercionośne zastrzyki podaje się też dzieciom. Władze Flandrii - największego regionu Belgii - podały, że w latach 2016/2017 aż 10% śmierci noworodkowych spowodowanych było decyzją o ich eutanazji. Dlaczego? Wystarczy, że lekarze uznają, iż przewidywana jakość życia dziecka będzie… „zbyt niska”. Co to znaczy? Wszystko i nic. I o to chodzi. W Holandii prawo zezwala na eutanazję dzieci powyżej 12 roku życia. Od dziecka, które ukończyło 16 lat, nie jest nawet wymagana zgoda jego rodziców.

Jakiś czas temu prasa opisywała sytuację, jaka miała miejsce w Kandzie: schorowana starsza kobieta poprosiła władze o pomoc w wybudowaniu podjazdu przed domem dla jej wózka inwalidzkiego. Pomocy odmówiono, ale zaproponowano wsparcie w „ulżeniu jej problemom” poprzez eutanazję. W Kanadzie w poważnych gremiach rozmawia się o „oczyszczeniu” ulic z alkoholików, narkomanów poprzez ich „litościwe” uśmiercenie…

Szwajcarzy zracjonalizowali ideę „wspomaganego samobójstwa” w taki sposób, że proponują (za sowitą odpłatą) tzw. kapsuły śmierci. Wystarczy tylko wejść do środka i nacisnąć jeden przycisk…

Dlaczego nie?

Decyzja o poddaniu się eutanazji to często wołanie o miłość, to krzyk samotności! Dziś medycyna może praktycznie w stu procentach wyeliminować ból. Nie w nim rzecz.

Kościół od lat przypomina, że godność życia ludzkiego wyklucza jakiekolwiek działania, które mogłyby je sztucznie skrócić. Konsekwentnie naucza, iż „człowiek nie jest panem i sędzią życia, lecz jego wiernym stróżem”. Zamiana paradygmatów wcześniej czy później doprowadzi do upadku naszej cywilizacji.

Co tak naprawdę oznaczałaby legalizacja „wspomaganego samobójstwa” w naszym kraju? Mały strumyczek, który zapewne szybko zamieniłby się w lawinę? Lęk przed leczeniem szpitalnym w przypadku nieuleczalnej chorób? Jeszcze większy chaos i pogardę dla życia? Eksterminację niechcianych dzieci?... Zapewne tak. I jeszcze więcej.

A co, jeśli ktoś mówi: jestem wolny i mogę zrobić ze swoim życiem, co zechcę? Wolność ma granice. Jeśli ktoś tego nie rozumie, należy go chronić… przed nim samym.

Ciężki bój przed nami. To nie tylko bitwa o godność ludzkiego życia. To ostateczne zwarcie cywilizacji życia i śmierci.

 

Echo Katolickie 7/2024

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama