Mapy, które mówią

Pasterz pachnący owcami to przecież ten sam, który je prowadzi. Niekoniecznie nawołując jak paskudny GPS: „skręć w lewo, skręć w prawo!”. Ale dobrze znający drogę.

Mapy mają to do siebie, że powinny być niezmienne, o ile nie zmienia się teren, który przedstawiają. Dzięki temu, korzystając z nich, mamy pewność, że dotrzemy na właściwe miejsce właściwą drogą.

Te papierowe, choć nieco archaiczne w porównaniu z elektronicznymi, mają w sobie jeszcze ten element, że wymagają zastanowienia się. Poza tym pozostawiają większą swobodę wyboru. Te nowoczesne, krzyczące sztucznym głosem: „skręć w prawo!” albo „trzymaj się lewej!, może i są wygodniejsze. Ale niekiedy ni z tego, ni z owego każą skręcić w jezioro albo do lasu. Zdaniem Andrzeja Grajewskiego zmienia się mapa medialna. Okazją do takiej refleksji stały się dni mediów w Stralsundzie (ss. 16–19), w trakcie których ewidentne było dla wszystkich, że czasy dla słowa drukowanego nastały nieciekawe, a będą pewnie jeszcze gorsze. Medialna mapa zmieniła się nie tylko ze względu na sposób korzystania z mediów. Konsekwencje odczuwać będziemy w jakości debaty publicznej, sposobów komunikowania się oraz polityki. Wszystko migruje do internetu, od lat systematycznie spadają nakłady znanych tytułów, a odpływ reklam powoduje, że sytuacja materialna mediów drukowanych jest coraz gorsza. Pozostaje mieć nadzieję, że zdrowy rozsądek powstrzyma roszady na tych mapach lub nada im trochę bardziej merytoryczny charakter. Że nie tylko o pieniądze chodzi w mówieniu, pisaniu, wydawaniu... po prostu w tworzeniu.

Mapy ludzkich ścieżek bywają mniej lub bardziej pokreślone. Czasem pogniecione od nadmiaru posiadanych przedmiotów, czasem zabłocone. Ta, którą wybraliśmy w tym numerze „Gościa”, wiedzie na górę. To znaczy na Świętą Gorę, miejsce, w którym króluje tajemnicze spojrzenie Maryi – Róży Duchownej. Prymas Tysiąclecia nazywał je „uważnym”. I to jest bardzo pocieszające. Uważnie przypatrująca się Madonna patronuje miejscu niezwykle ciekawemu i tym, którzy je odwiedzają. Powstało z fantazji kobiecej, jakby żywcem przeniesione z Wenecji, opatrzone zapachem świętości i błyskami światła wędrującymi nawet po trumnach porozkładanych w nieładzie. W relacji Barbary Gruszki-Zych (ss. 68–73) widziana z bliska Święta Góra, czyli sanktuarium Matki Bożej Róży Duchownej w Gostyniu, jest miejscem, w którym przywraca się duchowe piękno. To trudno zrozumieć. To trzeba przeżyć.

Czasem trudno jest zrozumieć mapy. Niektóre odczytują tylko wybrańcy, inne wydają się proste jak plan jednopokojowego mieszkania. Ważne jest jednak, by właściwie odczytywać, co się kryje za gąszczem kresek i nazw. Niektórzy bardziej od innych wymagają pomocy w tym zakresie. Podopieczni kapelana aresztu w Nanterre należący do Nadziei św. Jana (ss. 32–33) otrzymują od niego pomoc najbardziej kompetentną. Dlaczego? Bo sam przeszedł drogę przez piekło i ma świadomość, że najsłabsi najbardziej potrzebują miłości i przyjaźni. To też pocieszające, podobnie jak uważne spojrzenie Madonny. Pasterz pachnący owcami to przecież ten sam, który je prowadzi. Niekoniecznie nawołując jak paskudny GPS: „skręć w lewo, skręć w prawo!”. Ale dobrze znający drogę.

ks. Adam Pawlaszczyk - redaktor naczelny tygodnika "Gość Niedzielny"

opr. ac/ac

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama