Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Stanisława Grabska

Bóg Jezusa jest Miłością

Mam przed sobą książkę Jacquesa Duquesne’a: "Le Dieu de Jésus" (Bóg Jezusa), opublikowaną przez Wydawnictwo Grasset, Declee de Brouwer. Autor, analizując przekaz Ewangelii i późniejszy rozwój chrześcijańskiej myśli teologicznej, stawia tezę, iż ów rozwój przyniósł nie tylko pogłębienie rozumienia nauki danej nam przez Jezusa, ale że wystąpiły tu również pewne dewiacje. Jakie? Oto temat wart przemyślenia.

Pierwsza sprawa to radość. Dobra Nowina Jezusa jest nowiną radosną i zapraszającą do życia radością Bożej Miłości. Tymczasem w rozwoju chrześcijańskiej pobożności mieliśmy całe okresy pochwały smutku i potępiania radości, traktowanej jako płycizna duchowa lub nawet grzech. Sam Jezus był swego czasu oskarżany przez "pobożnych" o to, że jest "żarłokiem i pijącym wino przyjacielem celników i grzeszników".

Dalej kwestia twórczości. Wedle Duquesne’a stworzenie świata nie jest dziełem raz dokonanym i skończonym, ale czymś, co się wciąż dokonuje w czasie. Świat jest in statu nascendi - niedokończony, a człowiek jest powołany na współpracownika Boga, Jego partnera w stwarzaniu ziemi i samego siebie. A dlatego tak jest, że Bóg będący Miłością chce swe stworzenie obdarzać wolnością - to bowiem należy do natury miłości. Wolnym zaś można być tylko w świecie niedokończonym - jedynie w twórczości i współtwórczości z Bogiem. Znakiem tego partnerstwa jest Przymierze, które Bóg wciąż zawiera z ludźmi. W tej perspektywie wszelkie dobro, które człowiek tworzy, wszystko, co służy życiu i rozwojowi - nauka, sztuka, gospodarka - jest współpracą ze Stwórcą, a wszelka destrukcja działa przeciwko Niemu.

Według autora książki "Bóg Jezusa" dewiacją była też augustyńska teoria grzechu pierworodnego ujmowana jako dziedziczne pozbawienie łaski Bożej z powodu winy jednego człowieka, wraz z wizją ludzkości, z której tylko część jest ratowana przez chrzest (a reszta to "massa damnata"), i teoria Kalwina o predestynacji, i katolickie teorie o potępieniu dzieci nieochrzczonych. Na szczęście teorie te są dzisiaj przezwyciężone i odrzucone, ale - jak pisze Duquesne - korzenie takiego myślenia (i to wielowiekowe) tkwią w mentalności wielu chrześcijan. Tymczasem już Stary Testament w pismach proroków odszedł od koncepcji wspólnej odpowiedzialności całego ludu i kary jakoś dziedziczonej i doszedł do zrozumienia indywidualnej odpowiedzialności każdego za siebie. (Szkoda tylko, że autor książki, analizując współczesne wypowiedzi Kościoła i teologów na ten temat, pomija zupełnie Rahnera z jego teologią "grzechu świata", bardzo daleką od jurydycznej koncepcji dziedzicznej odpowiedzialności.)

Duquesne omawia też nasze, tj. chrześcijan, spojrzenie na śmierć krzyżową Jezusa. Dewiacją jest - jego zdaniem - traktowanie jej tak, jak gdyby to Bóg Ojciec wydał na umiłowanego Syna wyrok, by w Nim zastępczo ukarać ludzkość za grzechy. Takie ujęcie ukazuje wprawdzie miłość Jezusa, który wydał siebie na liturgiczną ofiarę za ludzkie grzechy i ułagodził tym Ojca - ale fałszuje obraz Boga, którego czyni współwinnym cierpienia Syna. Duquesne tłumaczy tymczasem, iż ofiarę Jezusa można rozumieć nie na sposób takiej ofiary liturgicznej, jak ofiary ze zwierząt w Starym Testamencie i ofiary pogańskie, ale tak jak ofiarę lekarza ratującego życie w czasie epidemii czy żołnierza broniącego kraju. Jezus został nam przez Ojca "dany" jako Słowo Wcielone i Mesjasz, aby nas nawrócił i objawił nam miłość Ojca. W Ewangelii wg św. Jana, w scenie z Nikodemem, jest powiedziane, iż Bóg tak umiłował świat, że Syna swego "dał", aby świat był przez Niego zbawiony. A przed sądem Piłata Jezus mówi, że na to się narodził, aby dać świadectwo Prawdzie, a każdy, kto jest z Prawdy, słucha Jego głosu. Jezus nie przyszedł po to, żeby być zabitym. Ale podjął mesjańską misję aż do końca, aż do pełnej konfrontacji ze sprzeciwem wobec Boga, z kłamstwem i odrzuceniem Go aż po śmierć na krzyżu. A Bóg Ojciec był z Nim i z Nim dzielił mękę i ból odrzucenia, i z Nim dzielił Jego przebaczenie.

Żałuję, że autor nie przytoczył w tym miejscu książki Jana Pawła II "Przekroczyć próg nadziei". Myślę też, iż niedostatecznie uwypuklił znaczenie Jezusowego przebaczenia na krzyżu tym, którzy Go skazali, i całej ludzkości. Niemniej podstawowa myśl Duquesne’a o rozumieniu znaczenia krzyża Jezusowego jako Paschy i misji podjętej do końca, aż do zwycięstwa nad grzechem i śmiercią, ukazuje miłość Jezusa Chrystusa i Boga Ojca oraz wezwanie do takiej samej miłości pomiędzy ludźmi.

W jednym z rozdziałów tej książki autor pyta: "kto będzie zbawiony?" Duquesne podaje całą listę odpowiedzi dawanych przez teologów i... wciąż wraca do Ewangelii, którą widzi jako wezwanie do nawrócenia, a nie jako zapowiedź potępienia kogokolwiek. Z Ewangelii bowiem jasno wynika, że Bóg, który jest Miłością, pragnie zbawienia wszystkich ludzi. Ale Bóg daje też wolność. Nie możemy mieć pewności, że nikt Mu nie odpowie odrzuceniem na wieczność. Ale - powiada autor, jeżeli jakiekolwiek stworzenie na zawsze odrzuci Boga, będzie to Boża przegrana i wieczny ból w Bogu z powodu odrzuconej miłości. Bowiem Bóg, będąc Miłością, nadal kocha tego, kto go odrzuca - i cierpi z tego powodu.

Praca Duquesne’a jest wezwaniem do nadziei i do radości. Ludzkie cierpienie autor traktuje jako zadanie: walki z nim i służby ulżenia cierpiącym, tak jak to robił Jezus, a także jako część naszej ludzkiej drogi współtworzenia świata z Bogiem. Bowiem autor postrzega świat jako teren naszej współpracy z Bogiem. I jest w tym współdziałaniu godne i godziwe miejsce na przyjemności (w tym i seksualne), na twórczość, ale i na podejmowanie zadań trudnych i bolesnych, na takie angażowanie się w dzieło nam zlecane, jak angażował się Jezus. Tak autor rozumie wymowę krzyża.

Ta książka budzi we mnie myśl o tym, że miłowanie Boga i zgoda na Bożą wolę oznacza akceptację rzeczywistości - całego życia razem z jego radościami i bólami i całego świata z tym, co w nim łatwe i trudne, zdrowe i chore, przyjemne i bolesne. Bóg nie jest magikiem pociągającym za sznurki teatru kukiełek, a my nie jesteśmy kukiełkami. Bóg stworzył i stwarza wciąż świat - jest w nim potęgą Miłości, a nas powołał na współtwórców i sprzymierzeńców w dziele doprowadzenia całego świata do pełni zbawienia. Jest to i radość, i trud, który warto pokochać, ufając Bogu.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: zbawienie wolność miłość recenzja stworzenie radość przymierze Stwórca grzech pierworodny predestynacja apokatastaza potępienie
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W