Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Źródło: Gość Niedzielny

Karol Kloc

Łowcy okazji



Konsument płaci mniej, a firma zarabia więcej, mimo że zyskami dzieli się po połowie z pośrednikiem. Takie rzeczy to tylko w internecie.

Mowa o zakupach grupowych, które w znakomity sposób pokazują, że nikt nie musi tracić, żeby ktoś inny mógł liczyć zyski. A zyski są spore. Groupon — największa firma zajmująca się zakupami — został założony w listopadzie 2008 roku. Po siedemnastu miesiącach został wyceniony powyżej 1 mld dolarów, a dochody zaczął przynosić po 7 miesiącach. Dla porównania — wiele topowych marek internetu (np. YouTube) nie przynosi zysku mimo kilku lat działalności. Według serwisu Bloomberg, Groupon już wkrótce wejdzie na giełdę — wartość firmy może wynieść 25 mld dolarów. To więcej niż wartość Google'a w chwili debiutu na parkiecie.

Banalne, a skuteczne

Sposób, w jaki działają tego typu serwisy, jest prosty. Powiedzmy, że Jarosław prowadzi salon kosmetyczny „Modnisia” w średniej wielkości mieście. Zyski nie są duże, a o istnieniu zakładu wie niewiele osób. Sylwia jest mieszkającą w tym samym mieście urzędniczką skarbówki i marzy o zrobieniu sobie manicure'u, ale uważa, że nie stać jej na takie fanaberie. Firma pośrednicząca w zakupach grupowych tylko czeka na taką okazję. Jej przedstawiciel zgłasza się do Jarosława i proponuje: „Sprzedasz 100 kuponów z 50-procentowym rabatem na manicure w twoim salonie. My przez jeden dzień będziemy promować tę ofertę na naszej stronie internetowej, którą odwiedza dziennie milion osób. Przychodami dzielimy się po połowie”. Właściciel salonu zgadza się. Firma promuje ofertę na stronie internetowej. Informację o promocji Sylwia dostaje pocztą e-mail. Klika w zakładkę, gdzie znajduje się promocja dla jej miasta, i ogląda ofertę. „Tak tanio” — myśli i błyskawicznie kupuje kupon promocyjny. Następnego dnia idzie do salonu. Nazajutrz Aga, koleżanka Sylwii, pyta, gdzie można taki manicure zrobić. — U „Modnisi” — mówi głośno Sylwia. Po skończonej pracy cała żeńska obsada skarbówki biegnie do zakładu pana Jarosława. Jeśli taką sytuację przemnożymy przez 100 sprzedanych kuponów wiemy, że pan Jarosław wypromuje firmę. Do tego pośrednik zarobi 50 proc. ze sprzedaży 100 kuponów, a pani Sylwia (i jej podobne) zaoszczędzą połowę pieniędzy na usłudze.

Usługa jest tu słowem kluczem — już wcześniej próbowano sprzedawać w ten sposób produkty. Okazało się jednak, że dużo łatwiej znaleźć jest w tym samym czasie 500 osób chętnych na sushi w restauracji w niewielkim mieście niż 50 na zakup konkretnego modelu telewizora w całym kraju. To oraz fakt, że sprzedawcy niechętnie obniżają marże na drogie produkty, zdecydowały o porażce tego modelu sprzedaży. Dlatego potrzebny był ktoś, kto zacznie oferować w ten sposób usługi na produkty tanie. Tym kimś był Andrew Mason.

Od muzyka do biznesmena

Andrew Mason nie jest typowym geniuszem internetu. Nie studiował na prestiżowym uniwersytecie, firmę założył nie w Kalifornii, ale w Chicago. Od dziecka uczył się grać na fortepianie i aż do 25. roku życia widział siebie bardziej jako muzyka niż biznesmena. Nie znaczy to jednak, że Mason nie ma w sobie żyłki przedsiębiorcy — jako 15-latek sprzedawał na osiedlu świeże bajgle z lokalnej piekarni. Później założył stronę thePoint.com, która pomagała aktywistom zbierać fundusze na różne cele społeczne. Niestety, pomysł nie odniósł sukcesu, a strona nie była w stanie utrzymać się z reklam. Wtedy Andrew zaczął prowadzić bloga, na którym codziennie polecał jakąś lokalną promocję. Z czasem blog przekształcił się w serwis działający obecnie w 88 miastach w 22 krajach z przychodami rzędu 760 mln dolarów rocznie. Tym samym jest jedną z najszybciej rozwijających się firm w historii. Niedawno Google zaproponowało przejęcie Groupona za 6 mld dolarów. Gdyby do tego doszło, byłaby to największa transakcja w historii internetowego giganta. Właściciele firmy jednak odmówili.

Groupon szybko znalazł wielu naśladowców. Rynek zakupów grupowych ma olbrzymie perspektywy i praktycznie każdy ma szansę uszczknąć z tego coś dla siebie. Dlatego jak grzyby po deszczu powstają mniej lub bardziej wierne kopie tego serwisu. W sumie istnieje ich około 700. Sam pomysł zakupów grupowych nie może być zastrzeżony, a o podszywanie się pod markę firmy Mason nie zamierza się procesować. Jak na razie Groupon korzysta z efektu lidera — jest najlepiej rozpoznawalną marką tego typu na rynku i jest zawsze o krok przed rywalami. Jednak potencjalne zyski są zbyt duże, by ta firma nie spotkała na swojej drodze konkurencji. Po nieudanym wykupie Groupona przez Google ta firma zamierza otworzyć własny serwis tego typu. Także Facebook wprowadza usługę Facebook Deals, która choć ma działać na nieco innych zasadach, może skutecznie odebrać Grouponowi klientów. Również w Polsce trwa zacięta walka o klienta — tu Groupon ma 2,6 miliona użytkowników, a rodzinny Gruper.pl ma ich 700 tysięcy. Na rynek zamierzają też wejść Onet i Allegro.

Przebić Groupona

Wiele serwisów stara się konkurować z Masonem, oferując lepsze warunki od niego. Największy rywal w USA, serwis LivingSocial, stawia na kontakt małych firm z przedstawicielem serwisu, który jest stale obecny w mieście. Dzięki znajomości realiów ma on proponować oferty lepiej niż u konkurencji dopasowane do oczekiwań klientów. Założony przez Allegro cityteam.pl chce pokonać Groupona mniejszą prowizją — podczas gdy gigant z Ameryki pobiera 50 proc., Cityteam zadowala się tylko 10 proc. Facebook z kolei łączy swój serwis z telefonami komórkowymi. Kiedy zalogujemy się w określonym miejscu, możemy uzyskać dostęp do promocji. Na przykład za pięciokrotne zalogowanie się w restauracji — butelka wina gratis. Albo pierwsze 10 tysięcy osób, które zalogują się w sklepie danej marki, dostanie darmową parę jeansów.

Oferta Facebooka może być zagrożeniem dla Grupona z dwóch powodów — Facebook nie zamierza pobierać żadnych prowizji, a do tego ma ponad pół miliarda użytkowników — czyli prawie 8 razy więcej niż firma Masona. Prawdopodobnie więc już wkrótce Groupon będzie musiał zmniejszyć marże, żeby sprostać atakującej z każdej strony konkurencji. Ale nawet wtedy serwis będzie niezwykle dochodowym interesem. O tym, jak prężnie się rozwija, może świadczyć to, że według „Buissnesweek” firma, którą kieruje Manson, prowadzi rozmowy z... producentami kas. Dzięki dodaniu do nich specjalnego przycisku, korzystanie z promocji byłoby znacznie łatwiejsze niż dotychczas. Na razie kiedy ktoś dokona zakupu poprzez Groupon, musi wydrukować kupon przesłany na pocztę elektoroniczną kupującego. Dzięki specjalnym kasom można by usprawnić obsługę klientów Groupona. •


opr. mg/mg



 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: konsument reklama marketing pośrednik cena serwis marża zakupy grupowe zakupy w internecie Andrew Mason Groupon