Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Źródło: Gość Niedzielny

Edward Kabiesz

Piąta Ewangelia



Ks. Jerzy Popiełuszko mawiał, że zapisane są cztery Ewangelie, natomiast piątą każdy pisze własnym życiem. Film Rafała Wieczyńskiego daje temu świadectwo.

Film „Popiełuszko. Wolność jest w nas” to najbardziej oczekiwany i jeden z najważniejszych obrazów zrealizowanych w ostatnich latach. „Katyń” Andrzeja Wajdy dokonał pewnego przełomu w polskim kinie. Wypełnił jedną z licznych białych plam, jakich wiele w polskiej kinematografii. Film Rafała Wieczyńskiego wypełnia kolejną.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko jest postacią, o której prawie każdy słyszał, ale — jak to ujął w jednej z wypowiedzi reżyser filmu — „dla młodych ludzi to często tylko linijka w podręczniku”. Wieczyński zrobił wiele, by postać księdza przybliżyć młodemu pokoleniu.

Dysponując dużym jak na polskie warunki budżetem, zrealizował film z rozmachem. Po raz pierwszy oglądamy na ekranie tak wiernie oddane realia Polski z czasów stanu wojennego. Zarówno tę szarą codzienność, doskonale znaną starszym z własnego doświadczenia, jak i sceny masowe przedstawiające m.in. rozprawę ZOMO ze strajkującymi hutnikami w Hucie Warszawa, w grudniu 1981 roku, czy z demonstrantami na Starym Mieście. Oprócz scen inscenizowanych w filmie znalazły się też archiwalne materiały dokumentalne. Przedstawiają one obraz daleki od tego, jaki oglądamy często w przepojonych nostalgią satyrycznych obrazkach z życia PRL-u. Wieczyński pokazuje, że komunistyczny reżim był z dzisiejszego punktu widzenia nie tyle śmieszny, co przede wszystkim brutalny.

Wolność jest w nas

Jednak to nie imponujące i wiernie odtworzone sceny demonstracji są w tym filmie najważniejsze. Jego największa wartość tkwi w tym, że reżyserowi udało się w sposób wiarygodny, prawdziwy psychologicznie i jednocześnie bez zadęcia, przedstawić postać człowieka, który realizował Ewangelię całym swoim życiem. Wieczyński nakręcił film religijny, a nie polityczny. Ksiądz Jerzy żył Ewangelią i głosił Ewangelię. Wierzył, że wolność jest w nas. To władza, dla której pieśń „Słuchaj Jezu, jak Cię błaga lud, słuchaj, słuchaj, uczyń z nami cud” była pieśnią wywrotową, widziała w nim polityka.

Kiedy z roku na rok rosną szeregi kombatantów wolności, a politycy w karczemnych awanturach licytują swoje zasługi w okresie stanu wojennego, film przypomina o roli Kościoła w tamtych czasach. To przecież Kościół, a w nim kapłani podobni ks. Jerzemu, był ostoją wolności, jednocząc ludzi o bardzo różnych światopoglądach. To Kościół bronił skrzywdzonych, wyrzuconych z pracy, pomagał internowanym. Wokół Kościoła organizowały się różne inicjatywy społeczne i kulturalne, rozwijało się życie artystyczne. O tym właśnie obecnie często się zapomina. Film Rafała Wieczyńskiego pozwala zrozumieć znaczenie Kościoła w wydarzeniach tego okresu. A bez tego prawda o nich nie byłaby pełna.

Prymas na planie

W filmie zagrali zarówno aktorzy znani, jak i mniej znani, a także tzw. naturszczycy. Wielu z nich znało bohatera filmu osobiście. Kapitalną kreację stworzył Marek Frąckowiak, wcielając się w postać ks. Teofila Boguckiego, proboszcza parafii pw. św. Stanisława Kostki w Warszawie. W roli Ireneusza, hutnika, działacza „Solidarności” i bliskiego współpracownika księdza, wystąpił jak zawsze znakomity Zbigniew Zamachowski.

Dążenie do maksymalnej wiarygodności skłoniło reżysera także do obsadzenia w niektórych rolach prawdziwych bohaterów wydarzeń. Prymas Józef Glemp zagrał samego siebie w scenie rozmowy z ks. Jerzym, który musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy w obliczu coraz bardziej agresywnych działań służby bezpieczeństwa nie lepiej byłoby wyjechać na studia do Rzymu. Samą siebie zagrała Maja Komorowska. Joanna Szczepkowska wystąpiła w roli swojej matki Romy, jednej z najbardziej aktywnych współorganizatorek Mszy św. w intencji Ojczyzny w czasie stanu wojennego.

Popiełuszko jak żywy

Trudno jednak sobie wyobrazić ten film bez Adama Woronowicza. Z każdym jego pojawieniem się na ekranie, wydaje się, że staje przed nami ks. Jerzy. W czasie kręcenia zdjęć dochodziło do zabawnych sytuacji, kiedy aktor ubrany dokładnie jak tytułowy bohater wzbudzał sensację. — Na ulicy Chłodnej w Warszawie, gdzie nadal mieszkają dawni sąsiedzi księdza, Adam Woronowicz czekał na ujęcie. Właśnie do budynku wchodziła jedna z mieszkanek. Kiedy ujrzała Adama w kostiumie, zamarła. Przez moment była przekonana, że stoi przed nią prawdziwy ks. Jerzy. Dopiero po chwili dostrzegła kamery wokół i zrozumiała, co się dzieje — wspominał reżyser.

Nie chodzi tu jednak tylko o podobieństwo fizyczne, ale o genialne wprost oddanie charakteru tego człowieka, zmagania się z własnymi lękami, słabościami. I z tym, że nie wszyscy do końca rozumieją sens jego modlitwy i tego, o co walczy. Jest w filmie znakomita scena bezpośrednio nawiązująca do Ewangelii, kiedy współpracownicy namawiają księdza, by w czasie kazania wskazał po nazwiskach przywódców komunistycznego reżimu i przy okazji ich potępił. Popiełuszko pyta, czy rzeczywiście ma to zrobić. Wszyscy oczywiście są za. Ksiądz odchodzi na bok, modli się w skupieniu, a następnie mówi: „Czy nie rozumiecie, że walczę ze złem, a nie jego ofiarami”. Kreacja Woronowicza, który po raz pierwszy zagrał tak dużą rolę w filmie, z pewnością przejdzie do historii polskiego kina. Jest — dzięki talentowi aktora i ogromnej pracy, jaką wykonał, przygotowując się do roli — niezwykle wiarygodnym świadectwem tego, co kierowało wszystkimi działaniami ks. Jerzego. Bo przecież mottem jego życia były słowa z Listu św. Pawła do Rzymian: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!”. Przed premierą filmu Adam Woronowicz wyraził nadzieję, że jego film będzie łączył, a nie dzielił Polaków. Wcielając się w postać ks. Jerzego, zrobił wszystko, co możliwe, by słowa św. Pawła stały się przesłaniem tego filmu. A sam film nie był pretekstem dla politycznych harców.


opr. mg/mg



 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: PRL film Jerzy Popiełuszko Ewangelia zło SB głoszenie Ewangelii kazania ZOMO prawda historyczna Rafał Wieczyński Msze św. w intencji Ojczyzny