Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Powrót do strony głównej działu Kultura


Krzysztof Zanussi

Staruszek robot

Kiedy przed paru laty leciałem samolotem wzdłuż zachodniego wybrzeża USA z Seattle do San Francisco, zauważyłem, że nad Oregonem w pobliżu jego stolicy samolot zboczył, by ominąć olbrzymi pióropusz dymu, który wydobywał się z wulkanu. Ostatnio wulkan mniej dymi, ale to niezwykłe widowisko nadal tkwi w pamięci mieszkańców.

Stolica stanu Oregon, miasto Portland, jest ciągle na miarę człowieka, choć zatyka się i dławi od napływu przybyszów, bo Oregon, podobnie jak Kalifornia, rośnie w siły i miejsca pracy w dziedzinie wysokich technologii. Odwiedzając jeden z wydziałów na miejscowym uniwersytecie, zobaczyłem wiek dwudziesty pierwszy prężący muskuły. Wydział był siedzibą robotyki.

Najdawniejsze obrazy robotów zapamiętałem z lektury Julesa Verne'a. Nie pamiętam już, w jakiej książce pojawiają się ludzie-maszyny, na pozór podobne do człowieka, chodzące na dwóch nogach, błyskające jakimiś lampkami i przemawiające ludzkim głosem. Wyobrażenie maszyn człekokształtnych wydawało mi się naiwną dziewiętnastowieczną wizją, w której antropocentryzm dominował nad fantazją i racjonalnością. Wydawałoby się, że roboty zamiast powtarzać kształt człowieka, powinny przyjmować postać najstosowniejszą do zadania, dla którego zostały powołane. Okazuje się, że jest to spostrzeżenie prawdziwe, ale, jak to często bywa, nie do końca.

W uniwersyteckiej pracowni w Oregonie oglądam sztuczne ręce w czarnych rękawiczkach. Na projekcji wyświetlanej z komputera widzę skomplikowane człekokształtne nogi, które wchodzą i schodzą ze schodów. Mój cicerone co chwila powołuje się na to, co budują moi koledzy w Hollywood i rozumiem, że na ich potrzeby roboty dla widowiska muszą przypominać człowieka. To działa na wyobraźnię, ale niczemu praktycznemu nie służy.

Dowiaduję się, że jestem w błędzie. Myśl o robotach przyszłości, tych, które mają być w handlu jako narzędzie człowieka, krąży wokół form i gabarytów przypominających samych twórców. Słyszę objaśnienie, że roboty mają zastępować człowieka, który zagospodarował przestrzeń urządzeniami, których nie da się zmienić, więc najprościej się do nich przystosować. Dzięki temu w miejscu pracy człowieka zasiądzie podobna maszyna i wykona czynności używając narzędzi i urządzeń, które zastanie.

Trudno ukryć, że słuchałem tych tłumaczeń z niedowierzaniem i wydawało mi się w głębi duszy, że nad fantazją robotyków (nie mylić z robociarzem) dominują jednak zamówienia z Hollywoodu. Ale  mój rozmówca, który przyznaje, że największe postępy w tej dziedzinie są udziałem konkurentów — Japończyków — opowiedział mi o profesorze, który buduje robota kształconego do obsługi starych ludzi. W miarę rosnącej średniej przeżycia na świecie problem opieki nad starcami staje się coraz bardziej dokuczliwy. Słabnące więzy rodzinne wykluczają perspektywę tego, żeby dzieci czy wnuki zajmowały się własnym niedołężnym dziadkiem.

Instytucje publiczne czy prywatne w bardziej rozwiniętych krajach korzystają z siły roboczej pochodzącej z krajów ubogich. Nie tak dawno nasze polskie pielęgniarki miały propozycje takiej pracy. Kiedy tych źródeł zabraknie, trudno będzie znaleźć kogokolwiek do tego, by się zgodził obsługiwać nieznośnych staruchów (tak jak trudno już dzisiaj znaleźć ludzi do wywożenia śmieci). Patrząc z tej perspektywy rozumiem, że japoński profesor robotyk przewiduje wielki popyt na roboty, które wyniosą nocnik, pomogą wstać czy usiąść, przyniosą podgrzaną strawę, zrobią masaż, wywietrzą pokój i przypomną o lekarstwach dla pacjenta.

Ten program obejmuje całą uciążliwość związaną z opieką nad staruchem. Okazuje się jednak, że sięga wiele dalej. Robot będzie porozumiewał się głosem. Syntetyzacja mowy jest już dzisiaj banalnym zadaniem. A do tego powstają programy, przy których dawna Elisa, o której państwu pisałem, jest archeologicznym wykopaliskiem. Robot zapyta i porozmawia, posłucha zwierzeń i ukoi lęki. Można na to zbudować algorytm. Inteligencja robota pomnożona przez wielką pamięć pozwoli ukryć bezduszność maszyny, szczególnie że skleroza zmniejsza krytycyzm pacjenta. Od czego to zacząłem? Od grozy wybuchu wulkanu?


opr. JU/PO

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: kultura praca postęp społeczeństwo bezrobocie technologia strach Zanussi Automatyzacja