Popatrzcie jak Niemcy w ostatnim czasie zapłonęli miłością do banderowców! Ci Niemcy, którzy na początku wojny na kopniakach wyganiali ich z gabinetów. Dlaczego? Bo są do bólu pragmatyczni: wtedy myśleli, że wygra Rosja, a teraz widzą, że górą Ukraina – pisze br. Damian Wojciechowski TJ.
Zbliża się 109. rocznica objawień fatimskich. Troje portugalskich pastuszków usłyszało (miedzy rewolucją lutową, a październikową 1917 roku!) od Pięknej Pani, że trzeba się modlić za Rosję. Ponieważ ich horyzonty geograficzne nie sięgały dalej niż kilka kilometrów za Fatimę, więc myślały, że chodzi tu o jakiegoś grzesznika – co zresztą potwierdzało prawdziwość objawień.
Chyba modlono się za Rosję za mało, ponieważ w ciągu następnych kilkudziesięciu lat przeklęcie komunizmu dotknęło w różny sposób 1/3 ludzkości świata. I dzisiaj ciągle dziedzictwo komunizmu wisi nad wieloma krajami.
Rosja jest naszym sąsiadem i tego zmienić nie możemy (nawet jeśli Okręg Królewiecki to efemeryda). Modlitwa za Rosję, o jej nawrócenie, aby nie rozsiewała zła i przemocy na świecie, jest więc modlitwą w naszej własnej intencji. Wystarczy popatrzeć na przyjaciół Putin, aby zrozumieć, że Rosja jest katalizatorem zła i przemocy: Białoruś, Północna Korea, Chiny, Iran, Syria Asada, Kuba, Wenezuela, Nikaragua i jeszcze paru kacyków w Afryce.
Coś drgnęło
Warto się modlić szczególnie teraz, ponieważ w Rosji coś się zaczęło dziać. W ciągu ostatnich 2-3 miesięcy w Rosji miało miejsce szereg choć niewielkich, to dosyć ciekawych wydarzeń. Z-blogerzy, czyli popierający wojnę na Ukrainie hurra-patrioci, coraz bardziej otwarcie piszą o słabości rosyjskiej armii, faktycznym zamrożeniu frontu, jeden z nich napisał nawet, że … Putin jest zdrajcą! Na wszelki wypadek zaraz potem dobrowolnie dał się zamknąć w szpitalu psychiatrycznym. Rosja ma coraz większe problemy z wysyłaniem mięsa armatniego na front. Kończą się też zasoby finansowe zgromadzone przed rozpoczęciem wojny, które miały pozwolić na przetrwanie zachodnich sankcji, choć niewątpliwie zastrzyk finansowy daje wzrost cen ropy spowodowany wojną w Iranie.
Doszło do tego, że Putin zebrał na Kremlu multimiliarderów i zasugerował, aby zrzucili się na dalsze prowadzenie wojny.
Niedawno to samo otwartym tekstem powiedziała baba Putina w senacie, czyli jego przewodnicząca, pochodząca z Petersburga, Walentina Matwiejenko. Tymczasem widać, że oligarchowie nie kwapią się finansować imprezy, z której nic nie mają, a nawet przeciwnie, cierpią straty. Uderzenia ukraińskich dronów są dla nich coraz bardziej bolesne: płoną rafinerie, składy paliwa, morskie terminale, fabryki. A to przecież źródło ich dochodu, którego rosyjska armia nie jest w stanie obronić.
Jedyna szanowana
Najważniejsze było niedawne oświadczenie szefa banku centralnego Rosji, Elwiry Naibulliny, że od początku roku w Rosji „niespodziewanie” odnotowano spadek produktu narodowego brutto, a także brak siły roboczej (została przemielona na froncie), przy czym szefowa banku połączyła to z „negatywnymi zjawiskami zewnętrznymi”, czyli krótko mówiąc z sankcjami. Nie trzeba być zbytnio inteligentnym, żeby zrozumieć, że ten upadek ekonomiki jest spowodowany wojną. Naibullina to jedna z niewielu osób w najwyższych władzach Rosji, która nie uległa wojennej histerii i stara się zachować pozycję pragmatycznego technokraty. To także jedna z niewielu osób (a może jedyna), które Putin szanuje, a które nie są częścią jego dworu. Jej oświadczenie na tle powszechnego lizusostwa, którym zajmują się wszyscy otaczający cara, można wręcz uznać za sensacyjne.
I rzeczywiście zaraz potem z mównicy Dumy, szef komunistów, czyli dozwolonej opozycji, Giennadij Ziuganow (konkurent Putina na jego pierwszych wyborach prezydenckich) zagrzmiał: Jeśli czegoś nie zrobicie, to grozi nam 1917! Dla rosyjskiej polityki to wręcz szokujące oświadczenie. A najbardziej straszne dla Putina: ponieważ on i jego otoczenie są przekonani, że Rosji nie można zwyciężyć atakiem wojska (Napoleon i Hitler dowodem), natomiast można dywersją i rewolucją (Niemcy, którzy przywieźli do Petersburga Lenina).
Putin panicznie boi się społecznego buntu – to dlatego nie odważa się wprowadzić mobilizacji i robi wszystko, żeby w Moskwie żyło się wesoło, bogato i spokojnie, bo bunt w stolicy może oznaczać jego koniec.
Jednak jesteśmy na wojnie
Miały miejsce zupełnie spontaniczne i apolityczne akcje protestu wobec ograniczeń internetu, które coraz bardziej doskwierają normalnym ludziom. Putin odpowiedział, że internet wyłączył … dla dobra narodu. Zresztą prawie wszyscy ludzie w Rosji zaczęli doświadczać, że wojna jest obok. Ukraińskie drony docierają już za Ural, oznacza to, że 80 proc. ludności Rosji doświadcza w ten lub inny sposób działań wojennych. I nie ważne jest jak bardzo efektywne są ukraińskie ataki, ważny jest efekt psychologiczny. I tutaj pytanie: na jakim etapie byłaby wojna, jeśliby Zachód nie przeszkadzał wcześniej Ukrainie atakować Rosję?
I najciekawsze, nagle ni z gruszki, ni z pietruszki Wiktoria Bonia, jedna z najbardziej znanych influencerek, której oglądalność sięga publiczności reżymowej telewizji, powiedziała na swoim kanale, że władza nie interesuje się tym, że Rosjanom żyje się ciężko, że znowu powodzie i inne katastrofy. Jest to jedna z tych dam, co rozpoczęła swoją karierę w jakimś reality show, potem zrobiła sobie operację przemiany warg w coś co przypomina glonojada i dla dziesiątków milionów obywateli Rosji stała się autorytetem jak żyć i nie mieć łupieżu.
I powiedziała ona rzecz jeszcze gorszą: „Panie prezydencie: naród się Pana boi! My, obywatele boimy się własnej władzy”. Jej wypowiedź poruszyła lawinę wyzwisk od oficjalnych propagandzistów, natomiast rzecznik Putina Pieskow oświadczył, że… car pochylił się nad postulatami damy (żyje w Monako) i rozkazał urzędnikom, aby zajęli się tym, aby ludziom żyło się lepiej. Dama z Monako na słowa cara się tak wzruszyła, że aż się popłakała, klęła się na wszelkie kosmetyki i odżywki, że cara kocha i polityką się nie zajmuje. Istna opera mydlana. Piękny przykład stosunku ludu rosyjskiego do władzy: zespół przemocy domowej. Było to śmieszne i straszne równocześnie, bo po raz pierwszy od dziesiątek lat ktoś z oficjalnego obiegu powiedział coś szczerego o Putinie. Natomiast na oświadczenie szefa banku centralnego, Putin odpowiedział, że na spadek ekonomiki miała wpływ… pogoda, a potem zwołał ministrów, pokrzyczał na nich przed kamerami i rozkazał, że z gospodarką ma być lepiej.
Rozpocząć atak i znaleźć winnego porażki tego ataku!
Za tym wszystkim oczywiście stoi słowo „wojna”, które jest absolutnym tabu. No bo wszyscy rozumieją, że żeby było lepiej ekonomice trzeba skończyć z wojną, a tego przecież ministrowie nie mogą zrobić. Nie może też Putin, bo musi zdobyć choćby cały Donbas, zrobić Paradę Zwycięstwa itp. i wytłumaczyć ruskim babom, po co zginęło kilkaset tysięcy ich chłopów. Baby na razie nie pytają, bo się boją i są zajęte wydawaniem zasiłku za poległych ojców, mężów, braci i synów, ale pewnego dnia zapytać mogą i wtedy co powiedzieć? Jego armia nie jest w stanie nic zrobić – w kwietniu Ukraińcy odbili trochę więcej ziemi, niż stracili.
Putin wydał kolejny rozkaz zdobycia Donbasu i jak się drzewa zazielenią, to ruszą do ataku ostatnie odwody. Zaczyna coś szumieć, że Putin szuka kozła ofiarnego, a szef sztabu Walerij Gierasimow nie ma ochoty nim być, a to może oznaczać, że wojskowi mogą wykonać prewencyjny atak, aby ratować swoją skórę. Tymczasem dochodzą informacje, że Putin coraz rzadziej występuje publicznie, a coraz więcej czasu spędza w bunkrze. Jego strach o samego siebie (nie tyle boi się Ukraińców, co swoich) był już od dawna zauważalny.
Siedzenie w bunkrze oznacza izolację, szczególnie znaczącą dla człowieka, który nie posługuje się internetem (sic!). Izolacja oznacza pogłębienie paranoi.
Ostatnio rosyjscy dyplomaci znowu zaproponowali, aby na Ukrainie wprowadzić… międzynarodowy zarząd – ekipa Putina bredzi na oczach całego świata, bo już nie ma żadnego asa w rękawie, żadnej choć trochę racjonalnej myśli co dalej robić? Putin nie ma żadnej idei jak zakończyć wojnę, na kogo wszystko zwalić, co zrobić z ekonomiką, jak zakończyć terror, udobruchać oligarchów i patriotów? A tu jeszcze propagandowa klęska w polityce zagranicznej. Trump olał Irańczyka i nie dał swoim ludziom jechać do Islamabadu, aby z nim pogadali, więc Irańczyk poleciał w odruchu rozpaczy do Moskwy. Tam Putin go obściskał, otarł łzy: „Zuch jesteś!” i… wysłał z pustymi rękami do Teheranu. A co się stanie, jeśli Iran dogada się z Trumpem i ich tania ropa ruszy do Indii i Chin?
Potrzebna nowa smuta
Putin armii, miliarderów, patriotów i w końcu dla samych Rosjan jest coraz mniej potrzebny i te pomruki niezadowolenia stają się coraz bardziej słyszalne. Można gdybać, co się stanie, ale coś się stanie. Zamach? Abdykacja (jak z Jelcynem z gwarancjami nietykalności)? Wysłanie Putina na urlop zdrowotny? Jeśli biznes dogada się z armią, to można sobie wyobrazić rząd techniczny z takim człowiekiem jak Naibullina lub mer Moskwy Siergiej Sobianin, który od samego początku wręcz demonstracyjnie milczy o wojnie, jakby jej nie było (tylko ogłasza ile dronów zbito nad Moskwą). Putin musi to cierpieć, bo potrzebuje człowieka, który w tej skomplikowanej sytuacji zapewnia, że mieszkańcy Moskwy są syci, weseli i zadowoleni. Każdy wariant zmian w Rosji, to dla Polski szansa na pokój. Po carze Putinie trudno sobie wyobrazić kogoś, kto będzie w stanie odbudować Imperium i rozpocząć marsz na zachód. Wielu z moich znajomych Rosjan, którzy kochają swój kraj, ale brzydzą się putinizmem, uważa, że prawdopodobna nowa smuta jest nieunikniona, ale może też być oczyszczającym katharsis dla ich ojczyzny.
Nie przegrać Ukrainy
Pan Bóg działa w historii poprzez konkretnych ludzi i wydarzenia. Żydzi dostali się do niewoli asyryjskiej i babilońskiej, bo tak mówili prorocy. Ta niewola doprowadziła ich do nawrócenia i wierności Jahwe. Jahwe wykorzystał zwycięstwo persów, aby odbudować Jerozolimę i odrodzić Izraela. Bóg działa w historii, więc w rocznicę objawień fatimskich pomóżmy mu pokonać zło choćby naszą mizerną modlitwą.
Możemy się już niezależnie od tego modlić za naszych dziennikarzy i polityków o choć krztynę mądrości. W chwili, kiedy Rosja zaczyna się chwiać, a Ukraińcy coraz bliżej tego, aby zwycięsko wyjść z tej opresji, to zupełna głupota walić w Ukraińców, mówić, że „to nie nasza wojna” oraz pokazywać jakieś fochy i kompleksy. Licytacja miedzy politykami, kto bardziej nie lubi Ukrainy, to totalna ślepota i krótkowzroczność. Panowie dziennikarze, popatrzcie jak Niemcy w ostatnim czasie zapłonęli miłością do banderowców! Ci Niemcy, którzy na początku wojny na kopniakach wyganiali ich z gabinetów. Dlaczego? Bo Niemcy, cokolwiek o nich mówić, są do bólu pragmatyczni: wtedy myśleli, że wygra Rosja, a teraz widzą, że górą Ukraina.
Czy nie szokuje was to, że na 9 maja Putin odwołuje czołgi oraz armaty na Placu Czerwonym i wręcz skomli, żeby mu Zełenski nie przysłał dronów w odwiedziny?
Lepiej być w jednym obozie ze zwycięzcami niż przegranymi! Przez 4 lata pomagaliśmy Ukrainie: Jasionka, czołgi, samoloty i oczywiście uchodźcy. Czyżby teraz ze względu naszą tępotę mielibyśmy to wszystko zaprzepaścić? Obrazić się i stroić miny? Myślicie, że Ukraińcy w kwestii odbudowy, jak i innych wielu spraw są skazani RP? Ich pozycja w Europie znacznie się wzmocni jak tylko ucichną działa. Czy mamy po raz kolejny przegrać Ukrainę jak to już zrobiliśmy w 1654?
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.