Jak nauczyć dzieci i młodzież podstaw finansów? Edukacja domowa krok po kroku

W internecie nie brakuje porad, jak uczyć dzieci o finansach. Niestety, znaczna część to pomysły nietrafne, albo będące ukrytą reklamą (wynika z nich np., że dziecko najlepiej nauczy się podstaw ekonomii, jeśli w jak najmłodszym wieku zostanie klientem komercyjnego banku). W rzeczywistości samo posiadanie pieniędzy czy konta nie musi uczyć gospodarowania środkami. Może – o ile rodzice trzymają się właściwych zasad.

Edukację ekonomiczną można rozumieć na dwa sposoby. To zarówno przekaz wiedzy – czym są pieniądze, jak działa rynek itp., jak i wytworzenie odpowiedniego podejścia do spraw finansowych, czyli np. tego, żeby szanować wartość pieniądza, a jednocześnie nie być interesownym. To drugie rozumienie dotyczy raczej wychowania niż nauki w ścisłym znaczeniu tego słowa i tu najważniejsze jest to, co rodzice – świadomie lub nie – przekazują poprzez własny przykład. Umiejętność gospodarowania własnymi środkami zależy od wiedzy, jak i dobrego podejścia do pieniędzy. Badania potwierdzają – choć nie zawsze wprost – że wiele zależy od praktyki.

Sondaż fundacji Trampki na Giełdzie („Finanse oczami nastolatków – edycja 2025) pokazał np., że ci nastolatkowie, którzy mają przynajmniej trójkę rodzeństwa lepiej radzą sobie z powstrzymywaniem się od niepotrzebnych zakupów od kolegów, którzy mają mniej rodzeństwa, lub są jedynakami. Konieczność dzielenia się z braćmi i siostrami jest zapewne skuteczniejszą lekcją niż teoretyczne powtarzanie, że trzeba wydawać rozsądnie.

Coraz większy zasób wiedzy

Wiek, w którym dzieci zaczynają rozumieć, co to są pieniądze to zwykle 3-4 lata. Takie maluchy wiedzą już, że za pieniądze kupuje się w sklepie. Jednak mają na temat finansów wiele dziecięcych wyobrażeń: mogą myśleć, że bankomat produkuje gotówkę; trudno im zrozumieć, co to znaczy „drożej” i „taniej”; dwa banknoty po 10 zł to dla nich więcej niż jeden stuzłotowy itp. Powinni więc dowiedzieć się, że pieniądze biorą się z pracy, a ich ilość nie jest nieograniczona.

Istotną kwestią, o której rodzice powinni pamiętać jest to, że kilkulatek przyjmuje komunikaty bardzo dosłownie i nie osadza ich w kontekście, który dla dorosłego jest oczywisty. Może nie rozumieć, dlaczego mama mówi, że nie ma pieniędzy na zabawkę, skoro za chwilę płaci za cały wózek zakupów.

Kilkulatek może natomiast, pod kontrolą rodziców, dokonywać prostych wyborów podczas zakupów. Także zwykła zabawa w sklep jest formą edukacji.

Nieco starsze dzieci radzą już sobie z liczeniem. Stopniowo można powiększać zakres ich odpowiedzialności, np. powierzając im coraz poważniejsze zakupy. Uczy to podstaw zarządzania własnym budżetem oraz tego, że nie na wszystko można sobie pozwolić jednocześnie, a czasem warto oszczędzić pieniądze, zamiast wydać je od razu na coś, co leży w sklepie w zasięgu ręki. Na wiedzę o kredytach przygotowani są uczniowie szkół średnich, choć pewne informacje mogą dostać także młodsi.

Własna odpowiedzialność

Czy w edukacji finansowej pomoże założenie dziecku konta? Sprawa nie jest jednoznaczna. Polskie przepisy nie zakazują otwarcia rachunku dla dziecka, nawet bardzo małego. Wiele banków ma ofertę kont młodzieżowych, przeważnie od 13. roku życia. To właśnie od ukończenia tego wieku posiadacz konta może swobodnie dysponować środkami pieniężnymi zgromadzonymi na nim, o ile nie sprzeciwi się temu na piśmie jego rodzic lub przedstawiciel ustawowy (tak wynika z art. 58 Prawa bankowego). Prawo chroni natomiast małoletniego przed niektórymi potencjalnymi kłopotami – nie wolno mu np. zawrzeć umowy kredytowej bez zgody rodzica bądź przedstawiciela ustawowego.

Rachunek bankowy musi też być prowadzony za zgodą rodzica bądź przedstawiciela ustawowego i z reguły ojciec lub matka ma dostęp do bieżącej informacji o rachunku. Normą jest też to, że kwota dopuszczalnych dziennych wydatków jest ograniczona.

Obsługa własnego konta oswaja z systemem bankowym, ale jeśli chodzi o realną ocenę oferty banków (wysokość opłat itp.), pomoc rodziców będzie konieczna. Samo odbieranie kieszonkowego i robienie zakupów to za mało. Z pewnością nawet drobne operowanie finansami może przyzwyczajać do zachowania zasad bezpieczeństwa – pilnowania haseł, unikania podejrzanych linków itp.

Także kieszonkowe samo nie musi pomagać w edukacji finansowej, ale może – o ile zachowa się odpowiednie zasady. Większość ekspertów zaleca regularność – dziecko dostaje np. co tydzień określoną kwotę, nie należy (to podstawowy błąd) dodawać mu tylko dlatego, że wszystko za szybko wydało. Ważne jest też, by było wiadomo, za co dziecko powinno płacić ze swojego kieszonkowego. Niezbyt pedagogicznym rozwiązaniem jest płacenie za wykonywanie obowiązków, albo przyniesienie ze szkoły wysokich ocen. Zamiast uczyć gospodarności, może to wpoić interesowność i przekonanie, że zdobywanie wiedzy nie jest wartościowe samo w sobie. Skuteczność edukacji finansowej nie zależy od tego, czy rodzina jest lepiej czy gorzej sytuowana. Zdecydowanie większe znaczenie ma podejście rodziców do kwestii pieniędzy oraz konsekwencja w przekazywaniu wiedzy i wychowaniu dzieci.

« 1 »