Chrześcijanie nie są jedynymi, którzy sprzeciwiają się legalizacji eutanazji. Pokazał to niedawno przykład Francji, gdzie promotorzy cywilizacji śmierci nie odnieśli pełnego sukcesu, pomimo usilnych starań. Cywilizacja miłości może znaleźć sprzymierzeńców również tam, gdzieśmy się tego raczej nie spodziewali – pisze o. Jacek Salij OP.
Wprawdzie francuski parlament uchwalił prawo dopuszczające eutanazję. Ale promotorzy tej uchwały natrafili na długi i zacięty opór ze strony obrońców świętości życia ludzkiego. Nie udało im się nawet do tekstu uchwały wprowadzić wyrazu „eutanazja”, ani nawet terminu „wspomaganie samobójstwa”. Ostatecznie, ustawa z 15 lipca b.r. dotyczy „udzielania pomocy w umieraniu”. Znamienne, że również wielu ludzi niewierzących wytrwale i stanowczo sprzeciwiało się otwieraniu furtki dla legalnej eutanazji.
Uniwersalizm moralnego przesłania Dekalogu
Odnotujmy to z satysfakcją. Bo moralny relatywizm nie zawsze cechował europejskich niewierzących. Jeszcze stosunkowo niedawno, jeszcze kilkadziesiąt lat temu, ludzie niewierzący starali się trzymać moralności absolutnej. Wręcz często zapewniali, że moralne przesłanie Dekalogu przyjmują bez zastrzeżeń. Zdarzało się nawet, że prowadzili oni zdrowe współzawodnictwo z wierzącymi o to, która ze stron potrafi w swoim postępowaniu być bardziej szlachetna i bezinteresowna.
Niestety, jakieś kilkadziesiąt lat temu – zapewne w okolicach roku 1968 – w środowiskach laickich zaczął dominować relatywizm. Zwątpienie w możliwość poznania prawdy ostatecznej oraz w istnienie absolutnych norm moralnych stało się tam postawą niemal obowiązującą. Zmniejszające się poszanowanie małżeństwa i rodziny, promocja homoseksualizmu, zgoda na aborcję, na eutanazję czy manipulacje genetyczne, na dechrystianizację przestrzeni publicznej, to dzisiaj postawy w tych środowiskach raczej częste.
Cywilizacja miłości może znaleźć sprzymierzeńców wśród niewierzących
Teraz, ostre sprzeciwy ludzi niewierzących wobec relatywizowania wartości ludzkiego życia przekonują, że cywilizacja miłości może znaleźć sprzymierzeńców również tam, gdzieśmy się tego raczej nie spodziewali. Bo na szczęście to nie jest tak, że jeśli ktoś nie wierzy w Pana Boga, to tym samym bierze udział w budowaniu świata, w którym Pana Boga jakby nie było. Ktoś może być niewierzącym z jakichś powodów poniekąd od siebie niezależnych – np. z racji wychowania, usytuowania społecznego itd. Mówiąc inaczej, ktoś deklarujący się jako niewierzący może być – nawet nie zdając sobie z tego sprawy – realnie zwrócony ku Bogu i faktycznie pragnąć cywilizacji życia.
Toteż nie sposób nie cieszyć się z tego, że w niedawnych francuskich dyskusjach szczególnie aktywnym przeciwnikiem dawania eutanazji zielonego światła był Michel Houellebecq, znany pisarz, który publicznie deklarował się jako człowiek nieochrzczony.
Takim był również Ryszard Fenigsen, autor książki, w której przedstawił znieprawienie, dokonujące się w holenderskiej medycynie, odkąd lekarze godzą się zabijać swoich pacjentów.
„W całej mojej 40-letniej karierze lekarskiej – napisał Fenigsen po przedstawieniu wielu okropnych faktów, których często sam był bezpośrednim świadkiem – nie spotkałem się nigdy z taką serią poważnych błędów jak te, które popełnili eutanaści”.
Warto sięgnąć do tej książki. Profesor Kołakowski napisał o niej: „Ta książka o eutanazji jest najlepszą rzeczą, jaką na ten temat kiedykolwiek czytałem”.
Przyszłość Europy pod wielkim znakiem zapytania
Trudno nie podzielać niepokoju o przyszłość całej medycyny europejskiej, jaki wobec wzrastającej aprobaty dla eutanazji wyrażał prof. Roman Zimand, w swoim czasie stały felietonista ateistycznego tygodnika „Argumenty”.
„Kultura – pisał ze swojej perspektywy człowieka jednoznacznie niewierzącego – w której ramach lekarzowi wolno by było zarówno leczyć, jak i zabijać, musiałaby być fundamentalnie różna od tej, w której żyjemy od czasów, powiedzmy, Hipokratesa i którą umownie nazywamy europejską. Rzecz w tym, iż proponowana przez zwolenników eutanazji zmiana roli lekarza, nie byłaby wyjęciem z gmachu przypadkowej cegły i zastąpieniem jej przez inną, lecz rozwaleniem całości”.
Ale cóż z tego, że akceptowanie eutanazji przeraża również niejednego niewierzącego, skoro kolejne kraje zgadzają się na zabijanie najsłabszych? Walka o zgodność praw państwowych z przykazaniem „Nie zabijaj” została, niestety, przegrana w kolejnym kraju. Teraz trudniej wygrać tę wojnę o ludzką godność wszystkich ludzi, również tych szczególnie zagrożonych, ale zwycięstwo nie jest niemożliwe.
Małym, ale realnym zwycięstwem cywilizacji życia jest każdy z sercem prowadzony i dostępny również dla ubogich dom opieki dla osób schorowanych i niedołężnych. Ale również każde hospicjum, również działające w systemie hospicjum domowego, które stara się objąć opieką terminalnie chorych. Ponadto, sprawą wagi najwyższej wydaje się to, żeby opieka paliatywna znalazła wreszcie należne jej miejsce w programach studiów medycznych. Ostatecznie zaś najbardziej liczy się konkretna troska okazywana rzetelnie człowiekowi, który szczególnie potrzebuje ludzkiego serca i pomocnej ręki.
Jeżeli tych i podobnych aktywności nie podejmiemy z większą niż dotąd energią, również u nas możemy się spodziewać, podobnej jak we Francji, kampanii na rzecz legalnej eutanazji. A zarazem – nawet jeżeli zatroszczę się tylko o jednego człowieka, zagrożonego pogrążaniem się w niedobrej samotności, już mam swój udział we wspomnianym zwycięstwie.