„Wspomagane samobójstwo” to wymuszona zgoda na własną śmierć. Ty jesteś następny w kolejce

Alicja Duncan opisuje historię „wspomaganego samobójstwa” jej matki – a właściwie zabójstwa w majestacie prawa. To przestroga przed bezdusznością systemu, który zamiast leczyć chorych, pozbawia ich życia. Rozszerzanie eutanazji na kolejne kategorie chorych pokazuje, o co naprawdę chodzi: o ich brutalną eliminację podyktowaną względami finansowymi.

Matka Alicji, Donna, była emerytowaną pielęgniarką psychiatryczną. Nie cierpiała na żadną poważną chorobę somatyczną, zmagała się natomiast z lękiem, objawami psychotycznymi i niedożywieniem, które prawdopodobnie były skutkiem doznanego w wypadku wstrząśnienia mózgu. W rozmowach z najbliższymi powtarzała, że nie chce umierać, ale nie umie sobie poradzić z problemami psychicznymi.

Dla kanadyjskiego systemu opieki zdrowotnej problemy te były jednak jasnym sygnałem: chora kwalifikuje się do procedury wspomaganego samobójstwa. Wyrok został wykonany w błyskawicznym tempie, zanim rodzina zdążyła zareagować. Zaledwie cztery godziny po wypisaniu z przymusowego dozoru psychiatrycznego, lekarze odebrali Donnie życie.

Historia Donny, spisana w pamiętnikach Alicji „Po drugiej stronie kaftanu bezpieczeństwa” stanowi mrożącą krew w żyłach przestrogę dla tych, którzy uważają, że „wspomagane samobójstwo” da się usprawiedliwić poprzez określenie jakichkolwiek norm proceduralnych.

Jej sprawa pokazuje, jak szybko system opieki zdrowotnej może przekształcić się w system neutralizacji chorych, wymuszający na nich rzekomo dobrowolne samobójstwo, nie przedstawiając im żadnej alternatywy.

Kanadyjska odpowiedź na cierpienie: umrzyj jak najszybciej!

Pogorszenie stanu Donny nastąpiło po wypadku samochodowym i wstrząśnieniu mózgu w lutym 2020 roku. Jesienią 2021 roku spożywała jedynie około 800 kalorii dziennie, przez co była fizycznie osłabiona i niestabilna psychicznie. Długoletni lekarz rodziny wyraźnie zaznaczył, że nie kwalifikuje się do procedury wspomaganego samobójstwa (MAiD), jej choroba nie ma bowiem charakteru terminalnego.

Donna próbowała znaleźć innego lekarza, który zgodziłby się na MAiD, a w kanadyjskim systemie ochrony zdrowia nie stanowi to żadnego problemu. W ciągu kilku dni uzyskała stosowną zgodę od dwóch przedstawicieli służby zdrowia. Jedną z nich była pielęgniarka, która widziała chorą zaledwie jeden raz przed podpisaniem dokumentów.

Alicja i jej siostra odkryły, że zgoda na śmiercionośny zabieg wydana została 24 października, a sama eutanazja miała mieć miejsce 26 października. Szybko skontaktowały się ze szpitalem, lekarzami oceniającymi i organami ścigania, prosząc o wstrzymanie procesu, aby przeprowadzono dokładną ocenę psychiatryczną. 

„Powiedzieliśmy im, że jest w kryzysie i poprosiliśmy o przerwanie procesu na czas konieczny do tego, aby mogła przejść właściwą ocenę psychiatryczną," powiedziała Alicja

Po konsultacji prawnej siostry uzyskały zabezpieczenie sądowe. Sędzia uznał, że istnieje wystarczająco dużo dowodów, by podważyć zdolności Donny do podejmowania samodzielnej decyzji, odroczył procedurę MAiD i nakazał ocenę psychiatryczną.

W tym momencie nastąpił dramat – próba samobójcza Donny. Na szczęście okazała się ona nieudana, a chora przyjęta została na ten sam oddział psychiatryczny, którym wcześniej zarządzała. Po 48-godzinnej obserwacji została wypisana do domu, choć w momencie wypisu 29 października personel szpitala wiedział, że planuje ona wrócić do domu i kontynuować MAiD.

Cztery godziny później procedura została wdrożona i podano Donnie śmiertelny zastrzyk.

Iluzja „zabezpieczeń prawnych”

Sprawa Donny obnaża przepaść pomiędzy tym, co „legalne” a tym, co etyczne. W sprawie tej policja wszczęła śledztwo, które nie doprowadziło jednak do finału; choć działania personelu ewidentnie nie były zgodne z prawem, dowody uznano za niewystarczające.

Jednostka medyczna Fraser Health Authority odmówiła rodzinie wydania dokumentów związanych z MAiD, powołując się na przepisy dotyczące prywatności wymagające zgody Donny, mając jednocześnie świadomość, że Donna nie żyje. Analogia do klasycznego „paragrafu 22” jest tu oczywista. Osoba uśmiercona w wyniku MAiD musiałaby wyrazić zgodę na wydanie dokumentów. Skoro nie ma dokumentów, nie ma też dowodów, a gdy nie ma dowodów, nie da się udowodnić winy.

Sama chronologia pokazała, jak łatwo można obejść zabezpieczenia. Córki Donny miały tylko 48 godzin na działanie.

„Szybko zaplanowana śmierć może stać się niemal niemożliwa do zakwestionowania,” mówi Alicja w rozmowie z Live Action News, dodając: „Udało się uzyskać tymczasowe zabezpieczenie sądowe, ale nie sprawiło to, że służba zdrowia w skoordynowany sposób zareagowała na narastający kryzys psychiatryczny. Jej próba samobójcza i przymusowe zatrzymanie psychiatryczne nie zakończyły procedury MAiD. Drogę z pobytu na oddziale do wspomaganej śmierci odbyła w zaledwie kilka godzin”.

Biorąc pod uwagę stan psychiczny chorej nie może tu być mowy o dobrowolnej i samodzielnie podjętej decyzji. Osoba o głębokich zaburzeniach psychicznych wymaga leczenia, a dla jej własnego dobra należy uniemożliwić jej podejmowanie działań, które przynoszą szkodę jej samej lub jej otoczeniu.

Kolejny krok ku przepaści: MAiD z powodu chorób psychicznych

Kanada tymczasem zamiast leczyć osoby chore psychicznie, usiłuje jeszcze bardziej rozszerzyć MAiD, tak aby objąć nią osoby, które nie cierpią na żadną chorobę somatyczną i doświadczają jedynie zaburzeń psychicznych. Wdrożenie nowych zasad planowane jest na marzec 2027 roku.

Alicja Duncan przekonana jest, że jest to absolutnie nieakceptowalne. Chociaż cierpienie psychiczne może być głębokie i długotrwałe, rokowania pozostają z natury niepewne, a uczucie beznadziei samo w sobie może być przejawem zaburzenia. Przypadek jej matki potwierdza to w całej rozciągłości.

MAiD to „systemowa awaria”

Alicja postrzega śmierć swojej matki jako „systemową awarię”, wskazując na brak rzeczywistego wyboru:

„MAiD stała się automatyczną odpowiedzią, zanim zajęto się przyczynami jej rozpaczy. Matce nie ukazano wyboru między śmiercią a właściwą opieką medyczną. Próbowała więc uciec od stanu, który wydawał jej się niemożliwy do poprawy. Współczucie nie zawsze polega na tym, że zgadzasz się z daną osobą w najgorszym momencie. Czasem oznacza to pozostanie przy niej podczas kryzysu i odmowę traktowania jej beznadziei jako ostatecznej prognozy.”

Myśli samobójcze to nie to samo co podjęta dobrowolnie decyzja o złożeniu wniosku o MAiD. Nawet gdyby wziąć w nawias negatywną kwalifikację etyczną samego MAiD, otwarcie tej procedury dla osób z poważnymi zaburzeniami psychicznymi nie jest już nawet eutanazją, ale czystą eugeniką.

„Sprawa mojej matki pokazuje, że obecny kanadyjski system ma trudności z odróżnieniem myśli samobójczych od uzasadnionego wniosku o wspomaganą śmierć. Jeśli istniejący system nie potrafił rozróżnić tych stanów w jej przypadku, rozszerzenie uprawnień bezpośrednio ze względu na chorobę psychiczną byłoby niezwykle niebezpieczne” – podsumowuje Alicja.

Problem prawny, problem kulturowy

Legalizacja wspomaganego samobójstwa to problem nie tylko Kanady. Podobne procedury funkcjonują już w Belgii, Holandii, Hiszpanii oraz niektórych stanach Australii oraz USA. Chodzi tu jednak nie tylko o formalną legalizację, ale o niezwykle niepokojące przemiany kulturowe.

Niezbywalna godność człowieka staje się godnością warunkową. Gdy ktoś jest samowystarczalny i wnosi „wkład w życie społeczne”, jego istnienie określa się jako godne. Gdy staje się zależny od innych, zaczyna być postrzegany jako balast. I tu również nie da się powiedzieć: „to problem daleki od nas”, „tak myślą ludzie w Kanadzie”. Zaledwie kilkanaście godzin temu na mediach społecznościowych ukazał się wpis niejakiego „Matta Sebastiana”, którego pogarda dla osób niepełnosprawnych oraz ich rodziców jest wręcz szokująca:

„Co wnosza dzieci z downem? Nie pracują ,nie wytwarzaja nic tak samo jak nieroby w sutannach. W 2026 ktos kto rodzi dzieci z syndormem d9wna badz niepełnosprawne ma albo zryty przez oszolomow berety albo jest egoista.” (pisownia oryginalna)

Na ten komentarz zdecydowała się odpowiedzieć s. Tymoteusza OP:

„Czy Pan naprawdę nie widzi, ile dzieci z niepełnosprawnością wnoszą w nasze życie?

Czego uczą? Cierpliwości. Miłości. Wrażliwości. Radości z rzeczy, których często nawet nie zauważamy. Uczą, że człowiek nie musi być „produktywny”, żeby być bezcenny.

I wtedy pojawia się jeszcze jedno pytanie – a my, zdrowi, sprawni, zabiegani… co tak naprawdę dajemy światu... Czego uczymy innych... Co po nas zostaje...

Przez lata spotkałam wiele osób z niepełnosprawnością. I mogę powiedzieć jedno: to właśnie ich obecność bardzo mocno przewartościowała moje życie. Nauczyli mnie patrzeć na człowieka inaczej. Głębiej. Bez liczenia, ile ktoś daje i ile produkuje.

I wie Pan co? Jestem ogromnie wdzięczna, że spotkałam najpierw ich, zanim przeczytałam takie słowa. Bo dzięki nim wiem, że wartość człowieka nie mierzy się pracą, pieniędzmi ani tym, ile wytwarza.

Człowiek ma wartość dlatego, że jest człowiekiem.”

To właśnie trzeba powtarzać w nieskończoność. Kultura wypowiedzi i wrażliwość s. Tymoteuszy jaskrawo kontrastuje z zimną, morderczą pseudologiką „Matta”. Każdy człowiek – niepełnosprawny, obciążony chorobą genetyczną, starszy, schorowany – zasługuje na szacunek i troskę z naszej strony. Nie można wartości człowieka przeliczać na to, „ile wnosi” w społeczeństwo, a gdy w przekonaniu jakiegoś „Matta” wnosi za mało, to po prostu można go pozbawić życia. Taki sposób patrzenia na świat to najczystsze barbarzyństwo. Kanada stacza się właśnie w otchłań tego brutalnego, pozbawionego uczuć ludzkich barbarzyństwa. Polacy mogą jeszcze powiedzieć „stop”, zanim jakiś „Matt Sebastian” zdecyduje, że ich życie nie jest nic warte.

Źródło: Live Action, Facebook

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« ‹ 1 › »