Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Komputer lepszy niż żona

W samolotach na trasie z Europy do portów lotniczych Dalekiego Wschodu bardzo często widać charakterystyczne pary — mężczyzna-Europejczyk na ogół rażąco nieurodziwy, a do tego z wyraźnymi kompleksami, zaś u jego boku Azjatka, najczęściej Filipinka czy Tajka, czasem Malajka, Indonezyjka, a bywa że nawet Japonka w roli współczesnej Madame Butterfly. Pary te wydają się wyrazem postępującego nieprzystosowania podaży i popytu na rynku uczuciowym w Europie. Wobec rosnącej hegemonii kobiet (znowu będę miał przechlapane u naszych feministek) wielu mężczyzn nie potrafi się zrealizować w stosunkach z rodaczkami i ucieka w stronę Dalekiego Wschodu, gdzie niewiasty przynajmniej na pozór robią wrażenie cichych, pokornych i podporządkowanych.

O tym, że jest tak na pozór, można się przekonać widząc jak często w chwilach, kiedy trzeba o czymś zdecydować, cicha pokorna Azjatka bierze delikatnie  władzę w swoje ręce, ale w przeciwieństwie do licznych Europejek czyni to nie depcząc miłości własnej partnera, któremu przecież chodzi najczęściej tylko o pozory. Jeśli ktoś udaje, że go słucha, to naprawdę może wodzić delikwenta za nos.

Dalsza część moich dzisiejszych wywodów nie będzie miała nic wspólnego z niebezpiecznym tematem wyzwolenia kobiet. Chcę pozostać przy temacie czysto męskim, jakim są samochody. W mojej rodzinie ten temat nie jest męski, bo doskonałym kierowcą jest właśnie moja żona. Ja prowadzę bez upodobania i plasuję się w średniej krajowej, z dala od Carusów kierownicy. Fakt, że czynię dobrowolnie takie publiczne wyznanie, świadczy o tym, że moje męskie ego znajduje ujście na innych polach, a nie za kierownicą.

Podróżowanie samochodem składa się z dwu procesów: jeden to samo prowadzenie, drugi to znajdowanie drogi. Kiedy prowadzenie jest rutyną i jeździmy po znajomych trasach, drugi etap chwilami zanika. Wystarczy jednak najmniejsza odmiana, nowy adres na nowym osiedlu, nowi znajomi w nieznanej dzielnicy i już znajdowanie drogi staje się czymś bardziej absorbującym od kręcenia kierownicą, zmiany biegów i naciskania pedałów.

Podział funkcji pomiędzy kierowcą a pilotem jest najczęstszym podziałem sił w rodzinie. Jeśli prowadzi mężczyzna, to kobieta bierze w ręce plan czy mapę i woła, aby skręcać w pierwszą w lewo albo pierwszą w prawo. Jeżdżąc niedawno po Niemczech z moją teatralną trupą znalazłem się w samochodzie, w którym funkcję pilota pełnił pokładowy komputer. Na ekranie z płynnego kryształu pokazywały się napisy. Skrócona klawiatura pozwalała drukować odpowiedź. Dokąd chcesz jechać? W odpowiedzi podajemy nazwę miasta czy miasteczka, a następnie ulicę, numer domu. Komputer się zastanawia sugerując głębię swych myśli i po chwili wyświetla napis: „Dwa kilometry przed siebie”. Istotne, że wraz z napisem odzywa się syntetyczny głos, który nas prowadzi. Zależnie od tego, jak naciśniemy klawisz, głos jest męski lub żeński. Oczywiście, wybieram kobietę. Głos jest niski, ciepły, ale nie poufały. Mówi do mnie per „ty”, co po niemiecku jest formą zażyłości, ale dla równowagi po każdej sugestii jest miłe słowo „proszę”. Skręć w pierwszą w lewo, proszę. Jedź proszę dalej prosto kilometr. Mam jeszcze w uszach telefonię polską, gdzie rozdrażniony głos żeński w nagraniu mówi nie znosząc sprzeciwu „włóż kartę, wyjmij kartę” i „nie ma takiego numeru” (kłamie, bo jest numer, nie ma połączenia). Niemka jest ciepła i życzliwa, może się zamienić w Angielkę z neutralnym akcentem midatlantic.

Komentując taką jazdę i zabawne urządzenie zlekceważyliśmy udzielaną radę. Było „skręć w lewo, proszę”, a my nie skręciliśmy. Każdy żywy pilot czy pilotka wrzasnąłby na nas: „do kogo ja mówię”, „czemu nie uważasz?”. Tymczasem komputerowy pilot zachował się inaczej. Zamiast obrazy, pretensji, wymyślania komputerowa żona cierpliwie szukała nowej drogi i wyciągnęła nas z opresji nie wypominając, żeśmy jej poprzednio nie słuchali. Wsłuchany w głos syntetyczny pomyślałem o tych wszystkich parach spotykanych na lotniskach. Te wyrozumiałe kobiety, Tajki, Filipinki czy Japonki — ciche, opiekuńcze, wybaczające nasze błędy.

Ciekaw jestem, ile lat trzeba, żeby kiedyś przyzwolono prawnie na małżeństwo z komputerem.


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: kultura rodzina żona społeczność tradycje mąż zwyczaje Zanussi Przewodzenie
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W