Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Swobodne spadanie

Znam od lat powroty do kraju, nawet z najkrótszych podróży, jako momenty radosne, bo przecież nigdzie nie jest tak dobrze jak w domu (tak poucza przysłowie). Ostatnio jednak naturalna radość miesza mi się ze smutkiem, a czasem goryczą, kiedy widzę, w jakim stanie jest nasze życie publiczne. To poczucie goryczy rośnie we mnie na widok spraw najbliższych. To co się dzieje z kulturą w naszym kraju, musi budzić smutek i rozczarowanie. Wydaje się, że ciągle spadamy, lecąc swobodnie z wierzchołka naszych złudzeń ku powszechnej polsatyzacji; termin jest autorstwa Kazimierza Kutza — w swoim niestrudzonym tworzeniu klarownych skrótów określił ostatnio kulturę artystyczną jako karmę dla nietoperzy, którą publiczny nadawca telewizyjny wykłada głównie w mrokach nocy. Sam od lat nazywałem ten pomysł kulturą bezsenności, ale przyznaję, że Kazimierz zrobił to lepiej.

Można z łatwością powiedzieć, że kultura artystyczna to jest deser, a tu nie ma co do garnka włożyć, ale wiemy, że niezwykłe wzloty ducha rozgrywały się nieraz przy pustym żołądku. Proces swobodnego opadania nie dotyczy wyłącznie sztuki. Można wskazać postępujący spadek wykształcenia ludzi, którym powierzamy władzę — ostatni parlament jest najmniej uczony w historii wolnej Rzeczpospolitej i mimo że w narodzie poziom wykształcenia szybko rośnie, w demokratycznie wybranej klasie politycznej kierunek zmian jest przeciwny. Stoik może wyrazić nadzieję, że ta naturalna sprzeczność spowoduje, iż ten proces się odwróci, ale ja już mam swoje lata i nie chciałbym tracić czasu pod rządami tych, którzy nie pobierali wielu nauk.

Samej sztuki rządzenia podobno też trzeba się uczyć, ale tu, jako zbiorowość, mamy poważne braki. Wypadł nam z historii cały wiek dziewiętnasty. Nie mamy tradycji własnej administracji, dwudziestolecie wojenne zatarło się w pamięci po czterdziestoleciu Peerelu i dziś oglądamy je trochę w krzywym zwierciadle naszych potrzeb idealizowania dobrych czasów, które już były.

Z ogromną ciekawością oglądałem półdokumentalny serial o Marszałku Piłsudskim (jedna z nielicznych ambitnych produkcji telewizyjnych). Przypomniałem sobie sporo z tego, co gdzieś w tradycji rodzinnej było mi przekazane. Czas między dwiema wojnami, po wieku tragicznej niewoli, przesycony był swarami, prywatą, warcholstwem, sobiepaństwem i pospolitą głupotą, która co chwila dochodziła do głosu w Sejmie. Na tym tle to, co przyniosło ostatnie dziesięciolecie, wydaje się jakimś niespodziewanym sukcesem. Zaczęliśmy chyba dużo lepiej niż w poprzedniej Rzeczpospolitej — uchroniliśmy się od konfliktów na miarę zamachu majowego i moglibyśmy być nawet z siebie dumni, gdyby nie to, że sposób rządzenia, zamiast się poprawiać, raczej się pogarsza, tak jak widomie pogarsza się jakość ludzi, których do władz wybieramy.

Kiedy chce mi się pomyśleć o czymś miłym, to przypominam sobie tę wzniosłość, z jaką wstępowaliśmy w demokrację. Ten etos, który z czasem zmienił się w urągowisko. Czy kapitał moralny, zgromadzony na czasy przełomu, zaczął się wyczerpywać i to swobodne opadanie nie napotyka oporu? Jako niepolitolog nie muszę odpowiadać na tak ogólne pytanie, muszę natomiast westchnąć nad tym, co się dzieje w moim otoczeniu. Trwa rozwałka kinematografii, na którą w budżecie państwa nie ma pieniędzy — sam fakt, że ich nie ma, jest stosunkowo najbardziej zrozumiały, dlaczego jednak zaciąganiu pasa towarzyszy gromki populizm głoszony przez ministra o bezspornie etosowym rodowodzie — tego nie wiem, tak jak nie wiem, czemu szanująca się „Rzeczpospolita” drukuje w „Plusie i Minusie” szanującego się autora z tekstem w stylu politycznych oszołomów: wszystko, żeby udowodnić, że kiedy były pieniądze, to było źle, bo twórcy, w ich liczbie ja nobilitowany na barona, mieli wpływ na losy kinematografii. Nikt nie pisze, że wpływ ten nie dotyczył rzeczy najważniejszej — poszczególnych projektów filmowych, bo te były oceniane niezależnie przez rotacyjne ciało zwane komisją pakietową, na którą nikt z nas nie mógł mieć żadnego wpływu, bo system decyzyjny, skopiowany z Francji, praktycznie to wykluczał. Jak dotąd wygląda na to, że dziecko wylewa się z kąpielą, ale ponieważ polska kinematografia jest tylko jedną dziedziną życia publicznego, obiecuję, że będę się starał pisać o niej państwu jak najrzadziej. A przyjdzie mi to łatwo, bo korzystając z urlopu reżyseruję w teatrze w Rzymie i mam premierę po świętach. Ale skądinąd nawet w Rzymie nie da się uciec od tematu. W ostatnim tygodniu żona prezydenta republiki wezwała swoich rodaków do nieoglądania telewizji, w tym także publicznej, bo zeszła ona do wyjątkowo niskiego poziomu. Niemalże tak samo zrecenzował sytuację papież, więc można zadać pytanie, czy aby swobodne spadanie nie jest zjawiskiem, które łączy wszystkie w miarę rozwinięte kraje.

Copyright by Polityka 48/2001


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: sztuka kultura demokracja polityka władza telewizja upadek minister Zanussi reality show Polsat
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W