reklama

Prawda jest po stronie Jana

ks. Tomasz Jaklewicz ks. Tomasz Jaklewicz

dodane 04.02.2026 15:42

Jan Chrzciciel oddał życie za prawdę o małżeństwie, choć sam żył jak pustelnik. Dopóki napominał zwykły lud, władza go tolerowała jako niegroźnego religijnego fanatyka. Prorokowi nie godzi się jednak upominać ziemskich władców. „Nie wolno ci mieć żony twego brata” – twardo brzmią słowa Jana do Heroda. Nie ma tutaj żadnego pobłażania, ani naginania zasad. Pewnych rzeczy robić nie wolno. Prawo moralne obowiązuje wszystkich, niezależnie od pozycji społecznej. Żyjemy dziś w epoce relatywizowania prawdy. Nawet w Kościele ten duch relatywizmu mocno namieszał w kwestii małżeństwa.

Jednym z negatywnych skutków poprzedniego pontyfikatu jest to, że funkcjonują dziś w Kościele różne, sprzeczne oceny moralne sytuacji rozwodowych. Każda historia jest inna – powiadają zwolennicy tzw. „bardziej duszpasterskiego” podejścia uważając, że normę trzeba dostosować do okoliczności i możliwości człowieka. Św. Jan nie zastosował podejścia „duszpasterskiego”. Jego napomnienie brzmi surowo – „nie wolno”. Przydałby się dziś czytelny głos papieża Leona, który przypomniałby zasady, których nie wolno łamać. Inaczej podziały będą narastać. Jan Chrzciciel potwierdził swoją krwią zasadę niezmienności prawdy moralnej. Jan Paweł pisał w encyklice „Veritatis splendor”: „Męczeństwo odrzuca jako złudne i fałszywe wszelkie «ludzkie tłumaczenia», jakimi usiłowałoby się usprawiedliwić – nawet w «wyjątkowych» okolicznościach – akty moralnie złe ze swej istoty”.

Sumienie Heroda nie było całkowicie uszkodzone. „Czuł lęk przed Janem, widząc, że jest mężem prawym i świętym, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a jednak chętnie go słuchał”. Kiedy jednak zatańczyła przed nim córka Herodiady, sumienie poszło w odstawkę. A Herodiada doskonale wykorzystała ten moment słabości. Zmysłowe pożądanie często odbiera rozum i usypia sumienie. Lęk przed opinią innych paraliżuje. Kościół stoi dziś na rozdrożu. Czy będzie wsłuchiwał się w uwodzącą muzykę tego świata i próbował tak przedstawiać orędzie Ewangelii, żeby nie psuć światowej zabawy? Czy pójdzie drogą Jana Chrzciciela, gotowy niepokoić tych, którzy dziś sprawują „rząd dusz” i psuć zabawę tak wielu?

Potrzebujemy proroków broniących prawdy o małżeństwie bez oglądania się na władzę dzisiejszych Herodów. Potrzebujemy pasterzy nawołujących do nawrócenia nie tylko słowem, ale i radykalnym stylem życia. Potrzebujemy duchowych przewodników, którzy przypominają, że zło jest złem, a grzech grzechem. Potrzebujemy kogoś, kto upomina się o Boga, o Jego prawo do człowieka; kogoś, kto zdemaskuje bałwochwalstwo strojące się w modne ciuchy. Potrzebujemy oczyszczenia ze zgniłych kompromisów ze złem. Miłosierdzie Boga jest nieskończone, ale przygotowaniem na spotkanie z miłosierdziem jest droga Jana Chrzciciela, czyli skrucha, uznanie własnej winy, uderzenie się w piersi, pokuta, oczyszczenie serca. Radykalizm Jana przypomina, że życie duchowe jest często walką. Dworów Heroda nie brakuje, ani pięknie tańczących Salome. Pokusa dołączenia to tego dworu jest silna. Ale prawda jest po stronie Jana.

1 / 1

reklama