Kogo pasę? Nie mam wątpliwości, że siebie pasę bardzo dobrze. Właśnie wróciłem z pielgrzymki, gdzie otrzymałem bardzo dużo łask. Nie byłoby jej, gdyby pielgrzymowicze nie zapłacili za nią. Więc nakarmiłem się ich mlekiem i odziałem ich wełną. Jak pasę owce Chrystusa…?
Dziś wspominamy św. Jana Eudesa i innych świętych prezbiterów. Pierwsze czytanie, pasterze i owce. Św. Augustyn przypominał, że pasterz nie może zapominać, że jest także sam owcą. Można przyjąć, że „pasterze sami siebie paśli”, ponieważ zerwali ze swoim Pasterzem. Owca, która nie doświadcza opieki ze strony pasterza musi się zatroszczyć o samą siebie. Gdy nie czujesz się kochana przez tych, których Bóg przeznaczył na to, byś przez nich doświadczała i uczyła się Miłości Boga, to jest jasne, że zaczynasz szukać tej Miłości na „własną rękę”. I często toniesz w innych miłościach, które z Miłością nie mają nic wspólnego. Gdy tą owcą jest ktoś, kogo Bóg uczynił pasterzem owiec, zasada jest ta sama. Jeśli pasterz-owca nie spotkał tej Miłości lub z Nią zerwał, wówczas szuka tej Miłości wśród owiec, używając ich by poczuć się kochanym.
Wszyscy i owce, i pasterze „jedziemy na jednym wózku”. Każdy z nas potrzebuje Pasterza. My, których Pan ustanowił pasterzami, także potrzebujemy wysłanników Pasterza. Św. Augustyn w „Państwie Bożym” mówi, że stać się dla siebie pasterzem, to znaczy odłączyć się od Jedynego Pasterza. Jak Lucyfer a następnie Adam i Ewa. Grzech pierworodny, którego skutki są w każdym człowieku, oprócz Maryi, to jest właśnie samowystarczalność, być sam dla siebie autorytetem. Ty decydujesz o tym, co jest dobre, a co złe.
Odwagi, owco i pasterzu! Dzisiejsza Ewangelia pokazuje, że jest dla ciebie szansa. Może odrzuciłeś propozycję „Gospodarza” i nie chciałeś do Niego przyjść. Może poszedłeś, ale potem odszedłeś, jak Marnotrawny Syn i roztrwoniłeś Jego Miłość. Może jeszcze Go nie spotkałeś i stoisz „cały dzień bezczynnie”. Dzień to całe twoje życie, które po ludzku przegrałeś.
Dziś On przez ten artykuł staje przed tobą i chce ci dać „denara”, Jego Miłość, która ma moc spalić twoją samowystarczalność, twoją pychę i uczynić cię jedno z Bogiem.
Trzeba mało albo tylko jednego: „Niech mi się stanie, według Twojej Miłości Panie”.