Komentarz do liturgii słowa

« » Sierpień 2026
N P W Ś C P S
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5
  • Inny Kalendarz

Wtorek 4 sierpnia 2026

ks. Michał Kwitliński

Gdy tradycja została wypłukana z wiary

Mycie rąk przed jedzeniem jest regułą wynikającą ze zdrowego rozsądku. W niektórych kulturach, w tym starożytnym Izraelu, nadano jej znaczenie religijne. Łatwo było połączyć zatrucie pokarmowe z karą boską za nieprzestrzeganie normy religijnej, w szczególności gdy nie było jeszcze wiedzy na temat drobnoustrojów wywołujących choroby. Z punktu widzenia czysto ludzkiego można powiedzieć, że sankcja religijna dla zasad higieny była pożyteczna, bo zmniejszała ryzyko chorób i epidemii. Niestety, ten splot zasad higieny i religii niósł ze sobą ryzyko wypaczenia znaczenia kultu Bożego i samej relacji z Bogiem. Pośrednio oczywiście dbałość o zdrowie jest związana z posłuszeństwem Bogu, a konkretnie przestrzeganiem piątego przykazania. Jednak przyjęcie reguły „chcesz mieć dobre relacje z Bogiem, to myj ręce przed jedzeniem”, wykrzywia właściwy sens rytualnego obmycia rąk. Miało ono być symbolem nawrócenia, odrzucenia grzechu, który plami moją duszę i ją zatruwa, jak brud na rękach może zatruć mój organizm. Jednak faryzeusze uważali, że samo uczynienie tego gestu niesie ze sobą usprawiedliwienie, bez konieczności pragnienia przemiany wewnętrznej. Dlatego waśnie Pan Jezus manifestacyjnie podważa tę tradycję. Nie chodzi Mu o higienę ciała, lecz duszy.

Każda roślina, której nie sadził Ojciec mój niebieski, będzie wyrwana. Czy Pan Jezus miał na myśli samych faryzeuszy? Wydaje się, że chodziło Mu raczej o głoszone przez nich nauki, skupione na tradycjach, które coraz bardziej odklejały się od Objawienia. Choć powoływali się na autorytet Mojżesza i samego Boga, ich nauczanie nie wyrażało już Jego woli.

Na wiosnę w polskim Kościele przez kilka tygodni trwała dość gwałtowna debata na temat relacji miedzy Starym a Nowym Przymierzem. Nie wchodząc w szczegóły, jej poważni uczestnicy (kard. Ryś, ks. Chrostowski czy ks. Rakocy) zgodzili się chyba w jednym. Jezus Chrystus wypełnia wszystkie obietnice Starego Testamentu, w sposób głębszy niż mógł się tego spodziewać lud wybrany. To, co objawia swym słowem i życiem, nie jest dodatkiem do prawa mojżeszowego czy jego rozwinięciem. Jest radykalną nowością. W Chrystusie stajemy się dziećmi Bożymi. Jego prawo miłości nie sprowadza się do wypełniania zewnętrznych norm kultu, lecz prowadzi do wewnętrznej przemiany. Dlatego odrzuca te tradycje, które stały się pustymi gestami, rytuałem, który nie daje łaski ani nawet na nią nie otwiera.

Czytając tę Ewangelię nie powinniśmy się jednak łatwo uspokajać – to mnie nie dotyczy, to sprawa faryzeuszy, których zresztą już nie ma. I my możemy ulec pokusie przeinaczania Słowa Bożego lub wypłukiwania naszych form pobożności z tego, co powinno być ich istotą. Zewnętrzne gesty są ważne i święte, jeśli wyrażają wiarę i miłość. Na przykład Msza święta ma konkretne formy, poprzez które wypełniamy misję uobecniania ofiary Chrystusa. Ich lekceważenie, poprzez bylejakość czy dowolne zmienianie zasad liturgii, może być znakiem braku miłości do Chrystusa. Brakiem wiary mogą się również wykazywać ci, którzy z powodu przywiązania do konkretnych form liturgicznych, na przykład Mszy trydenckiej, odrzucają autorytet Kościoła i naruszają jego jedność. I problemem nie jest stary ryt, piękny i głęboki, którym od wieków ludzie modlą się z żarliwą wiarą. Złe jest traktowanie form liturgicznych jako znaku sprzeciwu wobec hierarchii Kościoła albo jako kryterium oceniania wiary i pobożności katolików. Starajmy się, aby w naszych sercach rosły tylko rośliny zasadzone przez Chrystusa.