Nasze dzisiejsze rozważania chciałbym rozpocząć od pochylenia się nad Ewangelią. Jej słowa są bowiem niezwykle mocne i bardzo aktualne. Jezus nie pozostawia swoim uczniom złudzeń: „Jeżeli świat was nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził”. Chrystus pokazuje jasno, że prawdziwe życie Ewangelią nigdy nie będzie wygodne ani oklaskiwane przez świat. Świat bowiem, który dzisiaj coraz częściej staje się rzeczywistością żyjąca tak, jakby Boga nie było, zawsze będzie sprzeciwiał się prawdzie.
Widzimy to również dzisiaj. Coraz częściej wyśmiewa się tych, którzy wiernie trwają przy niezmiennej nauce Chrystusa i Kościoła. Człowiek, który odważnie mówi o grzechu, nawróceniu, czystości życia, świętości małżeństwa, obronie życia czy konieczności wierności Ewangelii, bardzo szybko staje się „niewygodny”. Świat woli bowiem takich „uczniów”, którzy rozmywają Ewangelię, dostosowują ją do mód i oczekiwań współczesności. Takim bije się dziś brawo, ponieważ nie stawiają wymagań i nie przypominają o konieczności nawrócenia.
Ale Chrystus mówi jasno: „Nie jesteście ze świata”. Uczeń Jezusa nie może szukać przede wszystkim aprobaty świata. Gdyby chrześcijaństwo było zawsze wygodne, modne i powszechnie chwalone, należałoby zapytać, czy nie utraciło swojej ewangelicznej mocy. Święci wszystkich czasów byli znakiem sprzeciwu. Byli wytykani palcami, niezrozumiani, nieraz prześladowani – właśnie dlatego, że należeli do Chrystusa.
Dlatego paradoksalnie chrześcijanin nie powinien się załamywać, gdy spotyka się z odrzuceniem z powodu wierności Ewangelii. Powinien raczej odczytywać to jako potwierdzenie, że idzie drogą swojego Mistrza. Oczywiście nie chodzi o szukanie konfliktów czy pogardę wobec innych, ale o odwagę pozostania wiernym prawdzie nawet wtedy, gdy staje się to niepopularne.
Pierwsze czytanie z Dziejów Apostolskich pokazuje nam właśnie taki Kościół – Kościół prowadzony przez Ducha Świętego, który nie szuka własnej wygody, lecz posłusznie idzie tam, gdzie posyła go Bóg. Apostołowie nie pytają, gdzie będzie łatwiej i bezpieczniej. Idą tam, gdzie Chrystus chce być głoszony. I podobnie jest dzisiaj. Kościół nie może pytać świata, co ma głosić. Ma głosić Ewangelię „w porę i nie w porę”, nawet jeśli będzie to budziło sprzeciw.